Mimo likwidacji wcześniejszych emerytur Polska ciągle ma jeden z najniższych wskaźników zatrudnienia osób po 55. roku życia w Unii Europejskiej. Jak wynika z najnowszych danych Eurostatu, w tym wieku pracuje tylko 34 proc. osób, podczas gdy np. w Szwecji jest to 70,5, a w Niemczech 57 proc.

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka. Osoby w tym wieku nie potrafią obsługiwać nowoczesnych maszyn i urządzeń, nie znają obowiązujących obecnie technologii, mają problem z obsługą komputera. I choć wiele z nich uważa się za fachowców i specjalistów, ponieważ mają 20-, 30-letnie doświadczenie zawodowe, to dla pracodawców są często nieprzydatne. Co gorsza, większość pięćdziesięciolatków nie chce się szkolić – nie widzą potrzeby, skoro i tak za kilka lat przejdą na emeryturę.

Nie zawsze mniej wydajni

Na szczęście sytuacja powoli się zmienia, ponieważ wśród pięćdziesięciolatków przybywa osób, które swoją zawodową karierę zaczynały już w czasach gospodarki rynkowej.

– W ich przypadku problem tzw. przeterminowanych kompetencji nie jest tak widoczny – mówi prof. Maciej Góra z warszawskiej SGH. – Dotyczy to tych, którzy mają wyższe studia lub dobre zawodowe wykształcenie.

Potwierdzają to dane z raportu „Bilans kapitału ludzkiego w Polsce”, z którego wynika, że ludzie znający mechanizm gospodarki wolnorynkowej znacznie lepiej potrafią się przystosować do szybko zmieniającej się rzeczywistości zawodowej: chętniej się dokształcają i godzą na elastyczne formy zatrudnienia, takie jak na przykład samozatrudnienie czy telepraca.

Sęk w tym, że większość pracodawców obawia się zatrudniać ludzi po 50. roku życia. Pokutuje wśród nich przekonanie, że starszy jest słabszy i mniej wydajny. Tymczasem jak dowodzą badania autorów raportu, to właśnie pięćdziesięcio- i sześćdziesięciolatkowie znacznie szybciej niż np. dwudziestolatkowie wyciągają wnioski, mają większe zdolności analityczne i werbalne. I, wbrew powszechnej opinii, szybko się uczą.

Są mniej roszczeniowi

Co ciekawe, według Magdaleny Zakrzewskiej z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” większość pracodawców nie ma zamiaru pozbywać się pracowników, którzy przepracowali u nich 10 czy 20 lat. – Uważają, że są oni nacznie bardziej lojalni, cierpliwi i – co ważne – mniej roszczeniowi niż młodsi pracownicy – twierdzi Zakrzewska. – Za to, niestety, większość z nich nigdy nie przyjęłaby nowego pracownika pięćdziesięciolatka z ulicy. Główną przyczyną niechęci do zatrudniania osób starszych są, jej zdaniem, przepisy prawa pracy, które zabraniają firmie zwolnić pracownika cztery lata przed emeryturą.

– Żaden pracodawca nie będzie ryzykował przyjęcia osoby, która może nie sprawdzić się pracy, ale której nie może się pozbyć – wyjaśnia Zakrzewska.

Wykorzystać doświadczenie

Organizacje pracodawców jak na razie wciąż bezskutecznie apelują o skrócenie okresu ochronnego przed emeryturą do dwóch lat. Jednocześnie starają się wypracować metody promowania przedsiębiorstw, które potrafią wykorzystać doświadczenie osób zbliżających się do wieku emerytalnego.

Profesor Maciej Góra, który od lat analizuje zmiany zachodzące na polskim rynku pracy, uważa, że takich firm będzie coraz więcej.

– Obyśmy tylko chcieli pracować, bo jak na razie to zdecydowana większość Polaków marzy o emeryturze i przechodzi na nią jak najwcześniej – mówi profesor Góra.

I ma nadzieję, że do dłuższej pracy zachęci zmiana wyliczania emerytur mająca promować tych, którzy na zasłużony odpoczynek przejdą później.

Programy 50+ opłacają się pracodawcom

Są już firmy, które chcą zatrudniać pięćdziesięciolatków. Jedną z nich jest Ronic z Łodzi, zajmujący się dystrybucją naczyń kuchennych, w której 60 proc. personelu to osoby po pięćdziesiątym roku życia. Firma wprowadziła elastyczny czas pracy, a osoby, które na przykład ze względu na gorszy stan zdrowia nie są w stanie wykonywać dotychczasowych obowiązków, przesuwa na inne stanowiska.

Ułatwienia dla osób starszych są też w Ikei. Koncern wypłaca dodatkowe premie osobom, które przepracowały w firmie 10, 15 lub 20 lat. Dofinansowuje im też leczenie i daje zniżki na zakupy w sieci sklepów. Poza tym zatrudnia ich w niepełnym wymiarze godzin.

Co ciekawe, z doświadczeń zachodnich firm, które zaczęły wprowadzać programy 50+ kilka lat temu, wynika, że koszty takich przedsiębiorstw spadają. Tak było m.in. w sieci BBQ oferującej artykuły do domu i ogrodu, a także w belgijskiej firmie Daikin.