Samorządy tłumaczą to niżem demograficznym (w ciągu 20 lat liczba uczniów zmniejszyła się o 2 mln), niższą subwencją oświatową i obowiązkiem wypłaty (od dwóch lat) specjalnego dodatku uzupełniającego dla pedagogów.

Prowadzący szkoły już teraz zapowiadają, że to jeszcze nie koniec masowych zwolnień w oświacie. Przyznają też, że młody pedagog nie ma co szukać pracy w szkole, chyba że posiada kwalifikacje do nauki z co najmniej dwóch przedmiotów.

Lawina zwolnień

Większość dyrektorów szkół otrzymało zalecenie od gmin, aby szukać oszczędności m.in. przez ograniczenie zatrudnienia. Sprowadza się do redukcji etatów nauczycielskich. Dyrektorzy szkół jeszcze pod koniec maja wręczyli części z nich wypowiedzenia.

Z sondy, jaką przeprowadził „DGP”, wynika, że w ostatnich trzech latach w Kielcach zlikwidowano 46 etatów. Natomiast w tym roku aż 212 nauczycieli przestało pracować w szkołach. Z tego 58 wypowiedziano umowę lub przeniesiono w tzw. stan nieczynny, a ze 154 z nich nie przedłużono umów.

W Łodzi, gdzie od 2008 roku w ogóle nie było zwolnień, w tym roku wypowiedziano umowę 128 nauczycielom, a z 57 nie przedłużono umów czasowych.

Podobna sytuacja jest w Bydgoszczy. Tam w ostatnich trzech latach zlikwidowano 116 etatów. Z kolei na koniec maja wypowiedzenia otrzymało 47 osób, a z 375 pedagogami nie przedłużono umów okresowych.

Kolejne redukcje

– Sytuacja kadrowa w najbliższych latach nie ulegnie poprawie. Wciąż będzie utrzymywać się tendencja spadkowa, a nauczyciele będą zwalniani – mówi Magdalena Buschmann z wydziału edukacji Urzędu Miasta w Bydgoszczy.

Samorządy z powodu trudnej sytuacji budżetowej szukają oszczędności nie tylko wśród nauczycieli. W Jaśle redukcje dotkną także pozostałych pracowników szkoły.

– Wypowiedzieliśmy umowy 33 nauczycielom, a z 40 ich nie przedłużyliśmy. Do tego zlikwidowanych zostało ponad 20 etatów w administracji – mówi Aleksandry Dacyl z Urzędu Miasta w Jaśle.

Podkreśla, że do wzrostu wydatków na oświatę i automatycznego szukania oszczędności przyczyniła się wypłata nauczycielom blisko 600 tys. zł jednorazowego dodatku uzupełniającego na początku tego roku.

W Częstochowie na ten sam dodatek wydano ponad 14 mln zł. Łącznie samorządy w ostatnich dwóch latach musiały wydać na ten cel ponad pół miliarda złotych. Starają się więc ograniczać zatrudnienie, a podwładnym, którzy pozostają, proponują pracę na półtora etatu. W efekcie gmina zapewnia średnią płacę pedagogom i nie musi wypłacać wyrównań do pensji.

Samorządy dostrzegają też inne korzyści, jakie daje im zatrudnienie nauczycieli na półtora etatu.

– Ci na tzw. czystych etatach częściej korzystają z urlopów dla poratowania zdrowia oraz krótkich zwolnień lekarskich – mówi Krzysztof Hekert, zastępca burmistrza Brodnic.

Na zwolnienia decydują się też małe miejscowości. Na przykład w Limanowej w okresie od września 2008 r. do września 2010 r. liczba etatów nauczycielskich zmniejszyła się o 21. W tym roku tyle samo pedagogów straciło pracę. Podobnie jest w Nowej Soli. Tam po wakacjach do pracy nie wróci 31 nauczycieli.

W ogniu krytyki

Działanie samorządów krytykują związki oświatowe.

– Samorządy pod pretekstem niżu demograficznego dokonują zbyt dużych redukcji zatrudnienia. Takie działania sprawiają, że jakość nauczania w szkołach może diametralnie spaść. Zwolnienia nie obejmują tylko najsłabszych, bo dyrektorzy nie kierują się jakimikolwiek kryteriami – mówi oburzony Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP).

Przyznaje, że zwolnienia w tym roku są znacznie większe niż miało to miejsce w poprzednich latach. ZNP wskazuje, że najbardziej to odczuwają nauczyciele stażyści i kontraktowi, którzy są zatrudniani na umowach czasowych.

Z tymi zarzutami nie zgadzają się przedstawiciele samorządów.

– Najważniejsi są uczniowie, jeśli ich liczba maleje musimy zwalniać nauczycieli – mówi Marek Olszewski, wójt Gminy Lubicz, wiceprezes Związku Gmin Wiejskich.

Podkreśla, że gmina musi kierować się też ekonomią, bo nie stać jej na tworzenie małych klas tylko dlatego, aby nauczyciele mieli pracę.

Ministerstwo Edukacji Narodowej, zdając sobie sprawę z negatywnych skutków spadającej liczby uczniów, przygotowało projekt zmian przepisów, które miały pomóc zarówno samorządom, jak i nauczycielom przetrwać trudny okres. W projekcie nowelizacji ustawy o systemie oświaty resort proponował łączenie np. gimnazjów z liceami w zespoły. Ponadto samorządy mogłyby, zamiast likwidować szkoły, przekazywać je bez żadnych ograniczeń stowarzyszeniom rodziców.

Projekt utknął jednak w konsultacjach. Prace nad nim zablokował m.in. ZNP, który przeciwstawił się powszechnemu przekazywaniu szkół stowarzyszeniom.