Za realizację recepty wypisanej na złym druku aptekarzowi od przyszłego roku będzie grozić kara finansowa albo, co gorsza, rozwiązanie umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ). Bez tej umowy – zgodnie z nowymi przepisami ustawy o refundacji cen leków – apteka nie będzie mogła sprzedawać leków refundowanych. W praktyce może to oznaczać, że po prostu zbankrutuje.

Dlatego farmaceuci już zapowiadają, że będą znacznie bardziej rygorystycznie podchodzić do realizacji recept. W efekcie pacjent, który przyjdzie z formularzem niespełniającym wszystkich wymogów stawianych farmaceutom przez NFZ, odejdzie od okienka z kwitkiem. Leku nie wykupi również osoba, której lekarz błędnie wypełnił druk (np. źle podał dawkę leku). Aptekarz zrealizuje recepty tylko z takimi błędami, które ma prawo sam poprawić (np. dopisze dane adresowe pacjenta).

– Obecnie rozliczamy się z NFZ na podstawie przesyłanych co dwa tygodnie zestawień o liczbie recept zrealizowanych w aptece – wyjaśnia Piotr Brukiewicz, wiceprezes śląskiej izby aptekarskiej.

Dziś także zdarza się, że NFZ kwestionuje realizację recepty i apteka nie dostaje wtedy pieniędzy. Nie wpływa to jednak w żaden sposób na sprzedaż leków na podstawie innych formularzy. Po zmianie przepisów za realizację błędnego druku aptekarzowi będzie grozić utrata uprawnień do sprzedaży leków refundowanych.

Resort zdrowia przygotował projekt rozporządzenia, które określa wzór umowy oraz warunki jej zawierania. Naczelna Izba Aptekarska (NIA) nie zostawiła na nim suchej nitki. Aptekarze ostrzegają, że obowiązek podpisywania umów odbije się negatywnie na pacjentach.

– Konieczność sprawdzania recept m.in. pod kątem wymogów formalnych, w tym prawidłowości druków, pieczęci nagłówkowych i lekarskich, oznacza ograniczenie pacjentowi dostępu do refundowanych leków – przestrzega Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Piotr Brukiewicz dodaje, że żaden aptekarz nie zaryzykuje utraty umowy z NFZ. Pacjent będzie więc musiał wrócić do lekarza w celu ponownego wypisania druku.

Zastrzeżenia NIA podzielają prawnicy. Zwracają uwagę na nierówną pozycję stron takich umów.

– Podmiot prowadzący aptekę przystępuje do umowy bez możliwości negocjacji jej warunków – mówi Małgorzata Czerwińska z kancelarii prawnej Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Dodaje, że w połączeniu z istotnymi wątpliwościami dotyczącymi możliwości odwołania się do sądu administracyjnego od decyzji NFZ w sprawie realizacji umowy stawia to pod znakiem zapytania konstytucyjność tych rozwiązań. Aptekarze mogą stanąć przed koniecznością dochodzenia ewentualnych roszczeń wobec NFZ w procesie cywilnym, co zdecydowanie wydłuży rozstrzygnięcie sporu.