Jego opinię potwierdzają statystyki międzynarodowej organizacji Conference Board. Wynika z nich, że o ile w 2006 roku wydajność pracy podskoczyła o 3,1 proc. to w latach 2008 – 2009, gdy odczuliśmy spowolnienie gospodarcze, wzrost skurczył się do 1,4 proc. W tym roku możemy liczyć na wzrost rzędu 2,6 proc. To więcej niż Niemcy (1,3 proc.) czy Brytyjczycy (1,9 proc.), ale ciągle za mało, aby dogonić ich pod względem wydajności na przestrzeni kilku najbliższych lat. Na to potrzebowalibyśmy nawet kilkunastoprocentowych wzrostów w skali roku.

Złe przepisy

– Mamy absurdalny i przerysowany kodeks pracy – uważa Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Jego zdaniem wymusza on pracę po osiem godzin, choć są sytuacje, w których pracownik mógłby skorzystać z wolnego bez szkody dla firmy i w tym czasie np. zwiększyć swoją motywację. Sadowski dodaje, że Polacy zatrudnieni w przedsiębiorstwach na Zachodzie są bardziej wydajni, niż pracujący na podobnych stanowiskach w kraju. – Tamtejsze firmy nie mają tylu problemów choćby z biurokracją – mówi Sadowski.

A pracując wydajniej, mogą sobie pozwolić na skracanie czasu pracy. Od 2001 roku Łotysze zyskali trzy godziny wolnego, Duńczycy 2,5 godziny, Holendrzy godzinę. My zaledwie12 minut.