Prywatne szpitale oskarżają NFZ o nieefektywne wydawanie pieniędzy. Zarzucają mu, że woli płacić więcej za usługi w państwowych szpitalach niż mniej w prywatnych. W efekcie prywatne placówki mają otrzymać w 2011 r. nawet o 20 – 30 proc. niższe kontrakty niż w tym roku. Publiczne mogą liczyć albo na takie same środki jak obecnie, albo na niższe tylko o kilka procent.

– Skoro pieniędzy brakuje, trzeba je wydawać jak najefektywniej – mówi Krzysztof Macha, dyrektor prywatnej kliniki Okulus z Bielska-Białej. Przypomina, że w szykowanej ustawie o działalności leczniczej rząd stawia na komercjalizację i chirurgię jednego dnia. A w tej wyspecjalizowały się placówki prywatne. Skracają one pobyt pacjenta do niezbędnego minimum. Są w stanie wykonywać więcej świadczeń za cenę niższą o kilkaset złotych.

Po chirurgię jednego dnia zaczynają częściej sięgać też publiczne szpitale. Ale nie zawsze im się to opłaca. Mimo kolejnych restrukturyzacji wciąż mają nadmiar łóżek. By je zapełnić, pacjenci trzymani są nieraz po tydzień, a przyjmowani kilka dni przed zabiegiem. – Średnio za jedną dobę pobytu pacjenta szpital dostaje 150 – 300 zł – mówi Andrzej Troszyński, rzecznik centrali NFZ.

Dlatego za szybkimi procedurami i zwiększaniem roli chirurgii jednego dnia wiele razy występował szef NFZ Jacek Paszkiewicz. Niestety w oddziałach jest z tym kłopot. – Z całego kraju płyną niepokojące sygnały, że kontrakty prywatnym szpitalom i lecznicom są ścinane. Pełny obraz sytuacji będziemy mieć, gdy NFZ skończy podpisywać umowy – mówi Andrzej Mądrala, wiceszef Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych.

Przedstawiciele regionalnych oddziałów NFZ mówią, że łatwiej zmniejszać kontrakty dla prywatnych placówek, bo nie chcą ryzykować konfliktu z dużymi klinkami czy szpitalami powiatowymi. Taką praktyką oburzeni są eksperci. – Nie możemy w kontraktowaniu opierać się na różnicowaniu szpitali na prywatne czy publiczne. Ważne jest to, czy są dobre pod względem efektywności leczenia, a tu prywatne często wypadają lepiej – mówi Barbara Więckowska ze Szkoły Głównej Handlowej. – W Polsce z powodów politycznych i przyzwyczajeń chronimy publiczne placówki, choć nie jest to dobre dla pacjentów – dodaje.

Wynika z tego, że NFZ nie chce, by publiczne szpitale leczyły odpłatnie. – Zdrowszym systemem, motywującym do konkurencji byłoby uszczuplenie kontraktów szpitalom publicznym, ale danie im możliwości kontraktowania z prywatnymi firmami ubezpieczeniowymi – dodaje Więckowska.

Oddziały NFZ tłumaczą, że szpitali po kontrakty zgłasza się więcej. Nie zawsze to jest prawdą, bo wielu prywatnym szpitalom konkurencji nie przybyło. Często to jedyne placówki w powiecie, jak sprywatyzowane przez medyczną grupę EMC szpitale w Kowarach i Świebodzicach czy szpitalna spółka w Środzie Śląskiej.

PRAWO

Nic o równouprawnieniu

NFZ wybiera placówki, z którymi podpisze umowy na podstawie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Nie ma w niej przepisów o równym traktowaniu publicznych i prywatnych placówek przy wyborze dostawcy świadczeń. W ustawie, a także w zarządzeniach NFZ są za to kryteria, jakie powinny spełnić placówki ubiegające się o kontrakt. Na ich podstawie regionalne oddziały funduszu decydują o wysokości umów.