Podobno odpowiednie ministerstwo chce połączyć gimnazja z liceami. Najczęściej podawany argument jest taki, że w liceum niepotrzebnie powtarza się program gimnazjum (choć to tylko źle świadczy o programie liceów). Drugi argument, to fakt, że nauczyciele będą lepiej uczyć (choć nie wiadomo, dlaczego miałoby się tak stać). I wreszcie trzeci, że młodsza młodzież będzie brać przykład ze starszej. Ale czy na pewno dobry przykład?
Ze swoich wiejskich obserwacji oraz z uniwersyteckiego punktu widzenia mogę przytoczyć kilka zasadniczych kontrargumentów. Najpierw jednak uwaga filozoficzna. Zasadą, która powinna obowiązywać w całym życiu publicznym (indywidualnym także), jest dokonywanie zmiany tylko wtedy, kiedy się jest pewnym, że jest to zmiana na lepsze. Zmiana dla zmiany to tylko pozorowanie działania. I argument finansowo-organizacyjny: za licea odpowiadają samorządy powiatowe, a za gimnazja – gminne. Od razu widać, jaki będzie bałagan i jakie spory.
Jednak najważniejsze argumenty dotyczą młodzieży. W dużych i średnich miastach nie będzie większego problemu, bo i tak na ogół gimnazja i licea mieszczą się w tych samych budynkach. Natomiast w małych miejscowościach i na wsi proponuje się afiliowanie gimnazjum wiejskiego do liceum miejskiego. Takie liceum miałoby niejako pod opieką kilka gimnazjów. Co to znaczy? Tylko tyle że stan obecny zostanie zachowany. A zatem, jeżeli sądzić, że reforma ta jest korzystna, stracą na niej tylko i tak najbiedniejsi i najgorsze szkoły, których jest około 30 proc. w Polsce.