5 tys. zł miesięcznie dla wracającego z zagranicy naukowca

autor: Urszula Mirowska-Łoskot02.09.2010, 03:00

Naukowcy, którzy zdecydują się na powrót na polskie uczelnie, mogą dostać nawet 80 tys. zł na prowadzenie badań.

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Komentarze (24)

  • tadeusz.academicus(2010-09-02 22:46) Zgłoś naruszenie 10

    Cytuje za lechu:
    W Polsce środowisko naukowe jest tak naprawdę zgodne co do tego, że migracje naukowe to absurd - przynajmniej wewnątrz naszego kraju.

    Swietny przyklad sposobu myslenia; w Polsce srodowisko naukowe jest tez tak naprawde zgodne ze:
    1. Niepotrzebne sa konkursy, a w pracy najlepiej spradzi sie kuzyn/kolega rektora lub dziekana.
    2. Nie ma potrzeby publikowania w czasopismach z LF bo najlepsze sa lokalne Zeszyty i Acta.
    3. Robi swiatowa Nauke i Dydaktyke a jedyne czego mu brakuje to wiecej pieniedzy z budzetu (podatnika).
    4. Naleza mu sie pieniadze z budzetu (podatnokow) bez wzgledu na to jak beda ksztalceniu studenci.
    5. Najlepiej rzadza uczelniami rektorzy z wyboru bo najlepiej reprezentuja jego interesy, bez wzgledu na interes spoleczny.

    Itd, itd, itd

    I kolejny cytat za lechem z ktorym znow sie zgodze:
    W dobie internetu i cyfryzacji zasobów bibliotecznych jedynie laboratoria w naukach ścisłych mogą być rzeczywistą wartością dodaną podróży.

    Tak, tyle ze poziom nauki zalezy glownie od medycyny a medycyna mimo to ze zajmuje sie czlowiekiem (Homo) jest wlasnie nauka sciska a nie humanistyczna.

    FAKT STATYSTYCZNY:
    Najlepsze na swiecie uniwerki na stale zatrudniaja <15% wlasnych absolwentow i zakaz chowu wsobnego maja na stale wpisane do polityki zatrudnienia. Polska jest swiatowym liderem z >90% swoich absolwenctow a w Europie ma nawet 1sze miejsce – wszyscy musza byc genialni skoro uczelnie tak chca ich zostawic.

    I na koniec. Masa mlodych ludzi jezdzi po Polsce za praca. Dlaczego naukowcy I nauczyciele akademiccy maja byc uprzywilejowana grupa??? Wynajecie 2 pok mieszkania w najdrozszej Warszawie 2 tys, stypendium FNP 5 tys – nie rozumiem gdzie jest problem?

    Dr Wronski przynajmniej cos zrobil dla poprawy nauki w Polsce i to co robi musi chyba prywatnie dotykac lecha skoro nazywa go oszolomem.

    Odpowiedz
  • tadeusz.academicus(2010-09-02 19:34) Zgłoś naruszenie 10

    Od wielu lat obserwuje inicjatywy FNP i, choc czesto maja dobre intencje a ich inicjatorzy zdaja sie dostrzegac problem, wiele z tych dzialan jest nietrafionych.

    Dyskutowana tu inicjatywa jak i poprzednie podobne do niech zmierzala do poprawy mobilnosci kadry akademickiej, ktora to mobilnosc jest ABSOLUTNIE kluczowa do jakiegokolwiek postepu. Zmieniajac miejsce pracy czlowiek zdobywa doswiadczenie i im wiecej razy te prace zmieni tym wiecej doswiadczenia zdobedzie. Z drugiej strony powinien miec szanse aby w okreslonym miejscu popracowac wystarczajaco dlugo, aby zaznajomic sie z metodologia pracy, ORAZ poprzez ZMIANE zatrudnienia STAC SIE INTEGRALNA CZESCIA innej instytucji/systemu, bo tylko wtedy moze na prawde zrozumiec jak ta instytucja/system funkcjonuje i jakie rzadza nia prawa. Uczy sie standardow, ktore wykorzystuje w kolejnej pracy i jest to przynajmniej TAK SAMO WAZNE jak np. techniki zawodowe.

    Calkowita niedorzecznoscia byl raport napisany na zamowienie FNP na UW dotyczacy mobilnosci, bo opisywal on pozorna mobilnosc mlodych ludzi wysylanych na stypendia z macierzystych polskich jednostek, ktora MOBILNOSCIA NIE JEST. Jest to staz w przy ktorym stazysta uczy sie np. nowych technik, a nie tego czego na polskich uczelniach najbardziej brakuje - organizacji i swiatowych standardow w promocjinaukowej i akademickiej. Ciagle pozostaje zatrudniony w macierzystej jednoste o podlega jej prawom. Kryteria promocji na Staford mozna zrozumiec tylko wtedy kiedy Stanford zatrudni naukowaca, kiedy w Stanford zaczyna piac sie do gory, a nie znajdzie sie on tam na stypendium za ktore zaplaci FNP!!!. Jedyna ewaluacja, ktorej podlega to taka: Czy warto wpuscic do zespolu pracownika, ktory bedzie pracowal za darmo (ma swoje pieniadze) – czesto okazuje sie ze nawet tego nie warto.
    Teraz szczegolowo o Homing Plus:
    Co z tego ze daje sie powracajacemu mlodemu naukowcowi dodatkowe 5 tys. jak uczelnie w ogole nie sa na takie osoby otwarte. Mialoby to sens, gdyby uczelnie oferowaly takim osobom dobre pozycje a te 5 tysiecy byloby dodatkowa zacheta. Cos takiego MUSI byc zintegrowane z otwarciem uczelni na powracajacych - obecnie sa calkowicie zamkniete. Oferta skierowana jest niestety do ludzi, ktorzy polskiej nauki nie zmienia/poprawia z dwoch wzgledow. Po pierwsze, o ile nawet polskie uczelnie laskawie zgodza sie ich zatrudnic to zaoferuja im takie pozycje aby ci w zaden sposob nie mieli wplywu na istniejace establishmenty, a po drugie ludzie potencjalnie zainteresowani taka oferta z reguly nie maja realnego doswiadczenia w funkcjonowaniu uczelni czy instytutow anglosaskich. Po prostu nigdy nie byli w pozycji abo to zrozumiec nawet jezeli "byli w Nowym Yorku i widzieli"
    Ludzie, ktorzy wiedza jak te systemy dzialaja to samodzielni ********* Investigators a dla samodzielnego PI 5tys i perspektywa walki z ukladami na polskich uczelniach atrakcyjna w ZADNEJ mierze nie jest, chyba ze kieruje nia wybitny patriotyzm lub ma motywy osobiste. Pensje takich ludzi w Stanach czy Europie Zach zaczynaja sie od 80 tys $/Euro a koncza na 150-200 tys i wiecej rocznie czyli przynajmniej 20 tys zl miesiecznie (dolny pulap). Oferta taka oczywiscie wzbudzilaby sprzeciw polskich profesorow, z ktorych wprawdzie niewielka ale jednak czesc prowadzi badania na dobrym poziomie. Nie wiec fakt "pobytu" za granica powinien stanowic kryterium o przyznaniu pensji, ale dorobek a wtedy czesto ci bardziej mobilni i tak beda mieli wieksze szanse bo ich dorobek bedzie wiekszy.

    Skierowanie oferty 5 tys (1700$, 1200Euro) do obcokrajowcow moze stanowic ATRAKCYJNA ALTERNATYWE TURYSTYCZNA, dla kogos kto nie ma co ze soba zrobic – czy stac Polske na to? Ludzie, ktorzy wiedza czego chca (np. Chca sie rozwijac) zalapia sie raczej na post-doka w Stanach lub Europie za przynajmniej 2x tyle do zespolu w ktorym beda mogli sie czegos nauczyc i opublikowac.

    Z perspektywy poskiego badacza od 12 lat poza krajem.

    Odpowiedz
  • tadeusz,academicus(2010-09-02 18:14) Zgłoś naruszenie 00

    cyt za Wojtkiem:
    Pieniążki przeznaczyć na wyposażenie w aparaturę naukowo -badawczą polskich uczelni z myślą o studentach uczelni technicznych,a nie na "powroty".

    To jest kompletna bzdura i niestety zakorzeniona w glowach wielu polskich decydentow. Nauki nie robi sie aparatura tylko ludzmi. Nie chce rzucac nazwiskami i miejscami ale widzialem w Polsce nieuzywany sprzet za dzisiatki tysiecy dolarow (nawet nie podlaczony, wiele lat po gwarancji), bo ktos pomyslam ze jak kupi urzadzenie to powstanie nauka. Obecnie martwi mnie sprawa tego ze wspomagane unia fundusze poszly glownie na infrastrukture, ktorej nie dosc ze obecnie nie ma kto efektywnie zapelnic to jeszcze trzeba bedzie utrzymac. Nauka i edukacja to nie sprzet czy budynki, ktore pokazuje sie wycieczkom a postep i publikacje, a te robia ludzie. Dobrzy naukowcy poradza sobie ze sprzetem - w EU jest kupa pieniedzy tylko niewiele jest w Polsce kompetencji aby o nie aplikowac. Ta kasa na badania lezy na ulicy.
    Konkretnieszy komentarz w kolejnym poscie.

    Odpowiedz
  • malgorzata.academicus(2010-09-05 22:26) Zgłoś naruszenie 00

    Do Lecha 23. Rzeczywiscie ta dyskusja jest nierowna - nie potrafie sie zrewanzowac argumentacja na podobnym "poziomie". Tylko jeden komentarz na zakonczenie: prosze NIE OBRAZAC POLSKICH STUDENTOW, bo nas sie Panu nie uda obrazic. Pozdrawiam serdeczenie na pozegnanie

    Odpowiedz
  • Lechu(2010-09-05 01:19) Zgłoś naruszenie 00

    Słuchaj Tadeusz, zanim zaczniesz się masturbować wizją swego powrotu do kraju, wyobraź sobie obok Lecha naukowca także Lechów studentów o poziomie intelektualnym jamochłona. Jeśli będziesz chciał wprowadzić jakikolwiek sensowny poziom to z całego rocznika zostaną ci 2-3 osoby, a resztę należałoby relegować z wilczym biletem z uczelni. Ciekawe jaki rektor czy dziekan się na to zgodzi? I czy przypadkiem nie będzie tak, że albo swoje wymagania wsadzisz sobie głęboko w dupę, albo sam wylecisz ciupasem za gnębienie sponsorów twego nędznego bytu, czyli studentów. Jakbyś nie wiedział, to cię informuję, że wszystkie uczelnie w Polsce, także państwowe, mogą się istnieć wyłącznie z tytułu czesnego ze studiów płatnych (wieczorowych i zaocznych). Słyszałeś amerykański Savonarolo o czymś takim jak studia zaoczne trwające przez 4 dni w miesiącu? Może chciałbyś je zlikwidować? Cha, cha, cha... ROTFL! I nie żenuj mnie suponując mi histerię i jakieś obawy przed naukowym desantem z USA. Nic się w Polsce nie zaczyna dziać, a my się z was po prostu nieustannie śmiejemy. Żeby coś zmienić, należałoby wysadzić w powietrze wszystkie uczelnie wraz z ich pracownikami oraz 95% studentów. Tego nie dokona nikt i nie ma po prostu o czym gadać. Najgorzej, że wy jesteście tępi niczym rdzenni Amerykanie, można wam 100 razy wykładać jak krowie na rowie o co tu chodzi, a wy będziecie w kółko powtarzać swoje androny. Tym razem kończę definitywnie tę nierówną dyskusję. Pozdrowienia EOT

    Odpowiedz
  • Lechu(2010-09-04 00:10) Zgłoś naruszenie 00

    Nawiedzeni ludzie ze Stanów! Przyjmijcie do wiadomości, że Ziemia się kręci niekoniecznie dlatego, że Wy tak chcecie.

    Nauka w Polsce jest swojskim azylem, gdzie większość za małe pieniądze ma etat i spokój jak w grudniu popołudniu, a mniejszość realizuje się poprzez divide et impera na państwowym lub pecunia non olet na prywatnym. Naukowego wyścigu szczurów w oparach chorej rywalizacji u nas nie ma, pisze się byle co, byle tylko wypełnić minima, a większość aktywności pochłania dydaktyka. I jest dobrze, i wszyscy są zadowoleni (poza frustratami z zewnątrz, których boli, że nikt nie dostaje orgazmu na widok ich listy publikacji, ani nie skomle na kolanach o ich zatrudnienie).

    I wbijcie sobie do głowy tępe durnie, że niezależnie od waszego ujadania będzie tak do końca świata i o jeden dzień dłużej. Nie będziemy startować w żadnych debilnie biurokratycznych unijnych konkursach grantowych, bo nam się NIE CHCE. Sami siebie środowiskowo oceniamy i możecie nam naskoczyć.

    Całuski from Poland!

    Odpowiedz
  • tadeusz.academicus(2010-09-03 17:04) Zgłoś naruszenie 00

    post scriptum ponownie do postu ZK:
    "Dlatego fakt pobytu za granicą nie jest sam przez się dowodem na to, że ktoś jest spoza chowu wsobnego. Raczej przeciwnie. I dostaje fory po raz drugi. Znów bez konieczności zmierzenia się w naprawdę otwartym konkursie na projekty naukowe. "

    Odp:
    Po glebszym przemyslenieu tej wypowiedzi widze jednak ze jest w niej sporo racji, a swiadczy o tym wlasnie raport o mobilnosci zamowiony przez FNP na UW. Istotnie dla FNP "mobilnosc" to wyjazd za pieniadze dane mlodym, lojalnym i poleconym przez opiekunow w Polsce a potem jeszcze dodatkowa zapomoga aby ich ustawic jak chca wrocic. Stypendia takie jak Homing powinny kategorycznie byc skierowane do ludzi, ktorzy nie pozostaja w stosunkach pracy takich jak np. urlop bezplatny z instytucja do ktorej wracaja i ocenic DOROBEK PUBLIKACYJNY kandydata zdobyty za granica!

    Odpowiedz
  • tadeusz.academicus(2010-09-03 08:17) Zgłoś naruszenie 00

    ZK pisze:
    Wyjazd naukowca w polskich warunkach załatwiany jest w kraju. W końcu trzeba jakoś znaleźć zagraniczna instytucję przyjmującą. Nie robią tego przecież nikomu nieznani młodzi magistrzy lub nawet doktorzy, ale znani i uznani polskiej nauki przez swoje zagraniczne kontakty. Dlatego fakt pobytu za granicą nie jest sam przez się dowodem na to, że ktoś jest spoza chowu wsobnego. Raczej przeciwnie. I dostaje fory po raz drugi. Znów bez konieczności zmierzenia się w naprawdę otwartym konkursie na projekty naukowe.

    Odp:

    To jakas niedorzecznosc. Od 13 lat pracuje w Stanach i przyjechalem tutaj bez zadnych ukladow w Polsce. Zagraniczna instytucje znalazlem w ten sposob ze z publikacji wiedzialem kto jest najlepszy w mojej dzialce i tam staralem sie o prace. Opublikowalem cos tam z doktoratu, bylem zdeterminowany, szukalem pracy i znalazlem - nikt mi tego nie zalatwial a moj pierwszy pracodawca w Stanach nie mial pojecia, kim jest i co robi opiekun mojego doktoratu. Z katedry w ktorej robilem doktorat w kraju nikt nie byl w Stanach, nie mam tu zadnej blizszej rodziny. Przyznaje ze ten wpis mnie troche zatrwaza.

    Czy na prawde jest tak trudno zrozumiec ze kariere naukowa mozna budowac na pracy i dorobku publikacyjnym? Czy z punktu widzenia czlonka spolecznosci akademickiej w Polsce (jak mniemam) jest to niemozliwe?

    Mam niezly dorobek publikacyjny - gdzie sa w Polsce konkursy na uczelniach na pozycje profesorskie w ktorych moglbym startowac? Rektorzy dostali 4 lata temu zalecenie z Ministerstwa aby wprowadzic zalozenia Europejskiej Karty Naukowca w tym konkursy i co z tym zrobili?

    Mam duze doswiadczenie w pisaniu grantow i moglbym scigac z funduszy europejskich grube miliony. Czy jakas polska uczelnia jest kims takim zainteresowana? Pojedyncze, swiatle osoby z branzy tak, ale ktory rektor panstwowej uczelni? Rektorzy nie moga przeciez zdradzic wiekszosci elektoratu i sciagac konkurencji bo ponownie wybrani nie zostana.

    Problem prawdziwej mobilnosci to nie przeszkoda ekonomiczna, to ruszenie ukladow i tego spolecznosc akademicka w Polsce tak bardzo sie obawia.

    Odpowiedz
  • malgorzata.akademickie(2010-09-02 22:23) Zgłoś naruszenie 00

    "W Polsce środowisko naukowe jest tak naprawdę zgodne co do tego, że migracje naukowe to absurd - przynajmniej wewnątrz naszego kraju."

    Prosze nie uzywac okreslenia "srodowisko naukowe" w stosunku do statystycznego srodowiska ettaowych pracownikow polskich uczelni i jednostek z nazwy naukowych, jezeli ich rozpoznawalnosc (nie mylic z poszczegolnymi nielicznymi swietnymi naukowcami i grupami) w swiecie jest praktycznie nie istniejaca - patrz ostatni ranking ARWU lub artykuly publicystyczne profesorow Kierzka i Pronia.

    "Pani nr 5 niech się dalej nakręca swoją frustracją razem z oszołomem dr Wrońskim." :-)
    Oj, przyjdzie kryska na matyska!!! Na poczatku wieku "frustratami" byli ci co nawolywali do publikowania w journalach z listy filadelfijskiej, teraz frustratami sa ci co nawoluja do mobilnosci? Zobaczymy co bedzie za lilka lat...

    Komunizm tez mial nie upasc!!! Chociaz przepraszam -w ludziach przypisujacych innym wylacznie prerojatywne motywy dla podjecia dzialanosci pro publico bono chyba niestety jednak dalej zyje.

    Doprawdy szkoda...

    Odpowiedz
  • lechu(2010-09-02 19:38) Zgłoś naruszenie 00

    To wierutne bzdury, że naukowiec MUSI wiecznie podróżować, aby być dobrym naukowcem. W dobie internetu i cyfryzacji zasobów bibliotecznych jedynie laboratoria w naukach ścisłych mogą być rzeczywistą wartością dodaną podróży. To że Pani nr 5 siedzi w USA i jest sfrustrowana jest jej prywatnym problemem! Wymuszanie sztucznej mobilności naukowców generuje olbrzymie koszty - taki człowiek (a najczęściej już rodzina) musi gdzieś mieszkać, a żeby było go stać na zakup lub wynajęcie domu w nowym miejscu trzeba mu odpowiednio płacić. Bo czasy Siłaczek się dawno skończyły. W Polsce środowisko naukowe jest tak naprawdę zgodne co do tego, że migracje naukowe to absurd - przynajmniej wewnątrz naszego kraju. Pani nr 5 niech się dalej nakręca swoją frustracją razem z oszołomem dr Wrońskim.

    Odpowiedz
  • bnm(2010-09-02 19:05) Zgłoś naruszenie 00

    5000 zlotych to duze pieniadze. Ciekawe co na to polscy naukowcy.

    Odpowiedz
  • tadeusz.academicus(2010-09-04 07:12) Zgłoś naruszenie 00

    Znakomicie, dzieki zaangazowaniu Lechu udalo sie istote kwestii powracajacych do kraju zilustrowac nie tylko teoretycznie ale i praktycznie. Bo wyobrazmy sobie sytuacje kiedy obok Lechu na tym samym wydziale pojawi sie ktos kto przepracowal kilka lat na dobrym uniwerku w Stanach, nazbieral publikacji, dostaje dodatkowe 5 tys jako Homing albo 30 tys miesiecznie z programu Welcome, dostal 2 miliony na grant naukowy a do tego ma ochote zbudowac w Polsce wlasna grupe, szkolic studentow i doktorantow.

    Malorzato.academicus masz racje – cos sie zaczyna dziac bo inaczej ludzie tacy jak Lechu nie reagowaliby tak histerycznie na to o czym piszemy – oni sie po prostu zaczynaja bac, jak widac tez o wlasna autonomie ...

    Lechu chcialby zapewne wypowiadac sie w imieniu calego srodowiska naukowego w Polsce, ale cale srodowisko takie nie jest. Lechu tez chcialby, aby cala Polonia myslala ze cale srodowisko mysli i robi tak jak on, bo to ludzi odstrasza. Odstrasza do powrotu mlodych i nawet te dodatkowe 5 tys nie jest ich w stanie przekonac, odstrasza starych bo aplikacji o Welcome rowniez duzo nie bylo. Ale to tylko kwestia czasu i wprowadzenia odpowiednich mechanizmow. Dostajac Welcome na uczelnie trzeba ciagle wchodzic bocznymi drzwiami, a tak nie powinno byc i to sie zmieni!!!

    Mam nadzieje ze ludzie z FNP czytaja te posty, bo czarno na bialym widac tu ze problem powracajacych to srodowisko na uczelniach, sposoby myslenia, dzialania, reakcji, argumentacji. Dlatego Homing czy Welcome aby cos dawaly musza byc zitegrowane ze stymulacja srodowiska akademickiego aby powracajacych przyjmowala. Mozna to zastymulowac np. poprzez MNiSW i warunkowe finansowanie uczelni. Rektorzy w tej kwestii sami nie robia nic, i obawiam sie ze nie zrobia tak dlugo jak dlugo beda wybierani a nie mianowani (zarzad kanclerski).

    Od wprowadzenia na uczelniach zarzadu kanclerskiego i obowiazku mobilonosci bedzie zalezec czy nasze dzieci i wnuki bedzie uczyl Lechu czy tadeusz.academicus. Przeczytac ta polemike moze kazdy i kazdy niech wyciagnie wlasne wnioski :-).

    Greetings from California dla wszytskich kolegow w naszym pieknym kraju!
    Do Lechu - pudlo, malgorzata.academicus pracuje w Polsce ;-)

    Odpowiedz
  • ZK(2010-09-02 08:28) Zgłoś naruszenie 00

    Tym sposobem powracajacy są skazani na sukces. Na wejściu dostają kasę na nowe badania, o ktorej inni mogą tylko marzyć. Choć rozumiem intencje, to wydaje mi sie to niesprawiedliwe, bo robienie nauki wymaga pieniędzy. Dystans między powracającymi a resztą zwiększa się z każdym rokiem, też i dlatego, że dzieki stypendium nie muszą dorabiać. Nie wiem, czy wykreowanie paru gwaizd pomoże naszej nauce, a jest głęboko niesprawiedliwe. Powinni starować w otwartych dla wszystkich konkursach na granty.

    Odpowiedz
  • Gra pozorów Tuska(2010-09-02 16:37) Zgłoś naruszenie 00

    5 tys zł???. Tyle dostaje pomoc domowa na Zachodzie

    Odpowiedz
  • malgorzata.academicus(2010-09-02 15:43) Zgłoś naruszenie 00

    ZK napisal: "Nie robią tego przecież nikomu nieznani młodzi magistrzy lub nawet doktorzy".

    Na usta cisnie sie pytanie: A dlaczego sa nieznani? :-)
    Jedna dobra publikacja i doktorat z dobrego osrodka otwiera wiele drzwi na swiecie - takze wystapienie na konferencji miedzynarodowej (granty promotorskie pzrewidywaly na nie srodki). Problem jest wtedu gdy sie nie ma nic do zaprezentowania poza ukladami.

    Z drugiej strony niestety musze sie zgodzic z opinia ZK, ze w zbyt wielu przypadkach system stypendialny FNP to system "podwojnych forow" - dotyczy osob z chowu wsobnego "wyslanych za granice" i powracajacych do macierzystych jednostek. Niestety!!! Mam jednak nadzieje, ze sie to zmieni i system zostanie nakierowany na tych "mobilnych i zaradnych" wg standardow swiatowych a nie chowu wsobnego.

    Przy okazji zwracam uwage czytelnikow na ustawe o Narodowym Centrum Nauki. Przewidziano w niej granty dla mlodych naukowcow (do 5 lat po doktoracie) na podobne cele jak w programie HOMING +. Nie jest to w zadnym stopniu uwarunkowane powrotem do kraju zza granicy.

    Niestety SLUSZNA oferta dla mlodych naukowcow nie jest w zalozeniach kompatybilna z warunkami uznania ich za samodzielnych pracownikow. Granty te beda mialy sens wylacznie w momencie gdy nowelizacja ustawy o stopniach i tytulach stworzy mozliwosci uznania grantobiorcow za samodzielnych pracownikow naukowych. Moze wowczas "mlodzi naukowcy" zobacza dla siebie jakies perspektywy na polskich uczelniach. Naprawde w tym wszystkim najwieksza przeszkoda jest MENTALNOSC srodowiska. Pieniadze graja role drugoplanowa.

    do nr 3
    Pani Marta jest symboliczna dla pokolenia BMW mlodych nakowcow i to niezmiernie roszczeniowego. Na pocieszenie dodam, ze moj kolega z uczelni w UK na stabilnym stanowisku LECTURER twierdzil, ze "nie stac go finansowo na zalozenie rodziny"!!! Zamiast miec roszczenia moze warto konstruktywnie powalczyc by sie cos zmienilo? :-)

    Odpowiedz
  • dystansownik(2010-09-02 14:36) Zgłoś naruszenie 00

    Nie łudźmy się. Takie zabawy w wabienie kasą nie zmienią radykalnie sytuacji. Zresztą po co ściągać naukowców z zagranicy? Może lepiej pomyśleć o inwestowaniu w młodzież kończącą studia?

    W teorii najlepiej by było, gdyby o rozwój nauki dbali najlepsi. Czyli tych najlepszych powinno się wyłowić na studiach, zaangażować ich w projekty badawcze, zachęcić do zajęcia się nauką. Jak wygląda praktyka? Uczelnia nie robi zupełnie nic, liczy na to, że kilku przeciętniaków zostanie na doktorat i jak ktoś z obecnej kadry umrze, zwolni się etat, to się takiego młodego zatrudni.

    A co robią zdolni, przynajmniej ci po kierunkach technicznych? Wolą iść do sektora prywatnego, często chowając ambicję o pracy twórczej do kieszeni, robiąc za wyrobników, itd. U prywaciarza po niektórych kierunkach już na start dostaną kilka tysięcy złotych pensji, czyli kasę o jakiej w nauce mogli by marzyć dopiero po kilku czy kilkunastu latach. Kto przy zdrowych zmysłach w ogóle ma zamiar się wygłupiać i udawać, że może z tym konkurować??

    Odpowiedz
  • ZK(2010-09-02 11:11) Zgłoś naruszenie 00

    Wyjazd naukowca w polskich warunkach załatwiany jest w kraju. W końcu trzeba jakoś znaleźć zagraniczna instytucję przyjmującą. Nie robią tego przecież nikomu nieznani młodzi magistrzy lub nawet doktorzy, ale znani i uznani polskiej nauki przez swoje zagraniczne kontakty. Dlatego fakt pobytu za granicą nie jest sam przez się dowodem na to, że ktoś jest spoza chowu wsobnego. Raczej przeciwnie. I dostaje fory po raz drugi. Znów bez konieczności zmierzenia się w naprawdę otwartym konkursie na projekty naukowe.

    Odpowiedz
  • do nr 5(2010-09-02 11:09) Zgłoś naruszenie 00

    Pani Marta, jako symboliczny mlody naukowiec, zmieni swoje zachowanie, jesli bedzie odpowiednio wysoko wynagradzana, aby Ja bylo stac na opiekunke do dzieci, pania prowadzaca dom, zakup odpowiedniej literatury zagranicznej, przyzwoite markowe ubrania, bo prowadzi zajecia ze studentami i musi dobrze prezentowac sie nawet zewnetrznie itp.
    W obecnych warunkach powinna otrzymywac minimum 15 tysiecy zlotych miesiecznie.
    Poki co, Pani Marta, jak kazdy inteligenty czlowiek, dostosowuje do obecnej sytuacji, co najwyzej wezmie jakies godziny dydaktyczne w wyzszej szkole prywatnej , aby troche podreperowac budzet i nie zalegac z czynszem.
    Powstaje pytanie: kiedy Pani Marta ma prowadzic badania na poziomie swiatowym i za co, jesli pieniedzy na badania jest malo.

    Odpowiedz
  • do nr 3(2010-09-02 11:20) Zgłoś naruszenie 00

    Pani Marto, nikt Harvardu nie opusci i nie przyjedzie do Polski po te 5 tys. zl pensji miesiecznie i te niskie finanse na badania naukowe.

    Odpowiedz
  • malgorzata.academicus(2010-09-02 09:58) Zgłoś naruszenie 00

    Marta napisala "Wyjeżdżają głównie ludzie bez korzeni w Polsce." Ten komentarz jest OBURZAJACY. Obraza okolo 70% mlodych Polakow, absolwentow polskich uczelni!!!
    Polecam Pani artykul w GW z 30 VIII "Czego pragnie absolwent?". Jeden z mozliwych cytatow brzmi:
    "W odróżnieniu od starszych Polaków studenci nie mają nic przeciwko podróżom i przeprowadzkom za pracą. Prawie 60 proc. może się przenieść za granicę, a 71 proc. - do innego miasta. Zdaniem autorów raportu to zarówno szansa, jak i zagrożenie dla naszego rynku pracy. Bo ci najlepsi mogą zwyczajnie wyjechać do pracy - polskie oferty pod wieloma względami zwykle nie wytrzymują konkurencji."

    Dla kazdego kto ma kwalifikacje KONKURENCYJNE na globalnym rynku pracy, mobilnosc wraz z rodzina doprawdy nie jest problemem - zwlaszcza w okresie gdy dzieci sa jeszcze male. Przeciwko mobilnosci i za zasiedzenbiem opowiadaja sie glownie osoby bez inicjatywy i bez wystarczajacych kompetencji by zdobyc inna prace.

    W jednym z artykulow sierpniowych w "Nauka w POlsce" mozemy przecxzytac:
    "Naukowcy twierdzą, że ludzie, którzy nie mogą uwolnić się od systemu, w którym żyją, mają skłonności do przyjmowania wobec niego status quo - informuje Association for Psychological Science. "

    Pani. Pani Marto nie moze lub nie chce sie uwolnic. TRudno to Pani problem. Prosze jednak nie oskarzac wiekszoscxi mlodych i zaradnych Polakow o brak korzeni i cwaniactwo. Po prostu nie przystoi

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane