"Pragnę wskazać, iż przedmiotowy projekt ustawy nie jest kodeksem równościowym, jak niestety błędnie wielu organizacjom się wydaje"

Z zarzutami Koalicji nie zgadza się minister Radziszewska. W jej ocenie ustawa w pełni wdraża unijne dyrektywy antydyskryminacyjne. W rozmowie z PAP podkreśliła, że przedłożona przez nią ustawa nie jest "ustawą równościową", a ma jedynie charakter uzupełniający - ma wdrożyć te zapisy dyrektyw, które dotąd nie zostały wpisane do ustaw merytorycznych.

Minister poinformowała o tym Koalicję na Rzecz Równych Szans pismem z 26 sierpnia. "Pragnę wskazać, iż przedmiotowy projekt ustawy nie jest kodeksem równościowym, jak niestety błędnie wielu organizacjom się wydaje" - napisała. Wymieniła także uwzględnione w projekcie "wszystkie zasadne uwagi", zgłoszone przez Koalicję pod koniec czerwca.

W jej ocenie niesłuszny jest m.in. zarzut dotyczący zamkniętego katalogu cech, ze względu na które dyskryminacja jest zakazana. "Dyrektywy, które ta ustawa ma wdrożyć, jasno określają, których osób dotyczą" - powiedziała. Zwróciła uwagę, że zamknięty katalog cech został zawarty także w zgłoszonym w Sejmie przez klub Lewicy projekcie ustawy o rzeczniku ds. przeciwdziałania dyskryminacji.

Radziszewska zaznaczyła, że przygotowany przez nią projekt jest pierwszym od lat, który uzyskał pozytywną opinię Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów oraz dawnego Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej (obecnie departament MSZ). Podkreśliła, że ustawa jest niezwykle ważna z punktu widzenia ofiary dyskryminacji - daje jej prawo do uzyskania odszkodowania, gdy uprawdopodobni, że była dyskryminowana oraz znosi domniemanie niewinności wobec osoby dyskryminującej.

Prace nad tzw. ustawą antydyskryminacyjną trwają od kilku lat

"Zarzuty stawiają dziś głównie lewicowe organizacje, którym ideologia przysłania merytoryczną ocenę ustawy. Brak im rzetelności i obiektywnego spojrzenia na prace rządu" - oceniła.

Prace nad tzw. ustawą antydyskryminacyjną trwają od kilku lat. Najpierw prowadzono je w resorcie pracy, później kontynuowała je pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Elżbieta Radziszewska. Ma ona implementować przepisy dyrektywy mówiącej o równym dostępie do towarów i usług, a także innych, których niepełne wdrożenie zarzucała Polsce KE, m.in. ws. równego traktowania osób bez względu na pochodzenie rasowe lub etniczne, ws. wprowadzenia w życie zasady równego traktowania mężczyzn i kobiet w zakresie dostępu do zatrudnienia, kształcenia i awansu zawodowego oraz warunków pracy.

Przeciwko Polsce zostało wszczętych pięć postępowań o niewdrożenie do polskiego systemu prawnego wspólnotowego prawa antydyskryminacyjnego; dwie sprawy trafiły do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W sierpniu ub. r. Komisja Europejska wniosła skargę z powodu niewdrożenia dyrektywy 2004/113/WE, wprowadzającej w życie zasadę równego traktowania mężczyzn i kobiet w zakresie dostępu do towarów i usług oraz dostarczania towarów i usług. W maju br. KE pozwała Polskę do Trybunału Sprawiedliwości ze względu na nieprawidłowe wdrożenie przepisów dyrektywy o równości rasowej 2000/43/WE.