Taki podział składek wynika z reformy, która weszła w życie z początkiem 1999 r., tworząc system oparty na dwóch filarach. Pierwszy to ZUS, w którym składki gromadzone są na kontach ubezpieczonych i waloryzowane w zależności od wzrostu wynagrodzeń. Drugi to OFE. Składki, które tam trafiają, są zapisywane w postaci tzw. jednostek uczestnictwa i inwestowane w akcje lub papiery wartościowe SP. Do OFE muszą należeć osoby urodzone po 1968 r. Natomiast ci, którzy urodzili się w latach 1949-1968, mogli wybrać OFE, ale mogli też pozostać tylko w ZUS. Wyłącznie w ZUS musiały pozostać osoby urodzone przed 1949 r.

W uzasadnieniu założeń do zmian w ustawie o emeryturach kapitałowych Fedak wskazywała, że ograniczenie procenta składek przekazywanych do OFE nie jest jedynie polskim pomysłem. Postąpiły już tak np. Łotwa czy Litwa, a Estonia w ogóle zawiesiła przekazywanie składek do kapitałowego filara systemu emerytalnego.

Propozycje Fedak krytykowali eksperci

Propozycje Fedak krytykowali eksperci. Jeden z twórców reformy emerytalnej, prof. Marek Góra podkreślał, że prowadzą one do zniszczenia tej reformy i spowodują, że emerytury za 20-30 lat będą niższe od tych, jakie można byłoby uzyskać, odprowadzając składki zarówno do ZUS, jak i do OFE.

Komisja Nadzoru Finansowego ostrzegała, że propozycje resortu pracy są "podporządkowane bieżącym i krótkookresowym celom politycznym". Narodowy Bank Polski podkreślił, że propozycje te zdestabilizują system emerytalny i przyczynią się do utraty zaufania do tego systemu przez obywateli. Podobnego zdania jest Boni, który uważa, że długofalowo to OFE lepiej niż ZUS lokują pieniądze przyszłych emerytów.

Zdaniem Jeremiego Mordasewicza z PKPP Lewiatan, propozycje minister pracy są złe, bo podważają zaufanie do systemu emerytalnego opartego na dwóch filarach - ZUS i OFE. Dodał, że jeśli wejdą one w życie, to "można spodziewać się, że ludzie będą starali się, w większym stopniu niż obecnie, unikać płacenia składek na swoje przyszłe emerytury, np. uciekając w szarą strefę".

Z kolei Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową uważa, że zawieszenie przekazywania czy obniżenie przekazywanych do OFE składek "to próba wyrwania z OFE pieniędzy, za wszelką cenę".

Natomiast Wiktor Wojciechowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju przekonywał, że "gdyby rząd zdecydował się na nieprzekazywanie składek do OFE, byłoby to zabiegiem czysto księgowym, bo zobowiązania emerytalne nadal by narastały, tyle że na kontach Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego wypłacane są emerytury z ZUS".

Ekspert Business Centre Club Wojciech Nagel podkreślał, że "przedstawiony przez resort pracy projekt nowelizacji ustawy o OFE, zakładający obniżenie transferowanej składki do funduszy emerytalnych z 7,3 proc. do 3 proc. ma cel fiskalny, związany głównie z obroną tzw. progu ostrożnościowego na poziomie 55 proc.". Wskazywał, że obniżenie składki przekazywanej do funduszy emerytalnych może spowodować, iż przyszłe emerytury będą nawet trzykrotnie niższe od obecnych.