Nieplanowane zgłoszenia

Gminom życie utrudnia też tryb wprowadzania zmian. Nie mogą np. z wyprzedzeniem przewidzieć, ilu rodziców zdecyduje się na wysłanie 5-latków do przedszkola, a ile 6-latków trafi do szkół.

– Zgłosiło się do nas 85 proc. pięciolatków i musieliśmy utworzyć dodatkowe trzy oddziały przedszkole. Ich koszt to 350 tys. zł – mówi Tadeusz Konarski.

Dodaje, że wiele gmin nie zakłada nowych oddziałów, ale przyjmuje tylko pięciolatki i sześciolatki, odmawiając przyjęcia dzieci w wieku 3 i 4 lat. Samorządy proponują też rodzicom miejsca w przedszkolach w odległych lokalizacjach.

– Zdecydowałam się na wysłanie pięciolatka do zerówki, aby stopniowo przyzwyczajał się do szkoły. Okazało się, że dla pięciolatków w zerówkach przewidziano miejsca tylko w nielicznych szkołach – mówi Agata Saracyn z Warszawy.

Innym problemem w poszukiwaniu miejsca w przedszkolu jest złożenie przez rodziców oświadczenia o miejscu zamieszkania. W efekcie okazuje się, że rodzice, którzy są zameldowani w obwodzie przedszkola, mogą go nie otrzymać. A gmina nie sprawdza wiarygodności składanych oświadczeń. Tym bardziej, że urzędnicy nie kontrolują, czy oświadczenie jest zgodne z prawdą.

Mimo że rekrutacja jest zamknięta, to przepisy nie precyzują, do kiedy rodzic może zapisywać pięciolatka do przedszkola.

– Rodzice mogą nawet na początku roku szkolnego zapisać dziecko do przedszkola, a gmina nie może im tego prawa odmówić – wyjaśnia Tadeusz Konarski.