Prezes Związku Joanna Szczepkowska oceniła, że proponowane w ustawie poprawki są "łagodnie mówiąc, niekorzystne dla artysty". "Według nich artysta wykonawca ma zarabiać jedną trzecią przeciętnej krajowej, pracować 12 godzin, nie ma praw do dodatkowego zarobku i po 15 latach może wziąć kredyt. I według tekstu poprawek to jest w dodatku nagroda za pracę" - mówiła Szczepkowska.

W opinii Urszuli Drzewińskiej z Opery Wrocławskiej wprowadzenie umów sezonowych jest bardziej korzystne dla pracodawców artysty niż samego pracownika. W jej opinii pracodawca może po prostu kolejnej umowy z artystą, bez żadnych skutków prawnych, nie podpisać, tylko zatrudnić na jego miejsce nowego pracownika. "Po co to robić? Jaki to ma sens? Ten przepis wzmacnia pracodawcę a nie artystę" - mówiła.

Zdzisław Cichocki z Polskiej Filharmonii Bałtyckiej zwrócił uwagę, że przepisy projektowanej noweli dotyczą także muzyków, członków orkiestr, zespołów filharmonii.

"Kto wpadł na pomysł, żeby zamordować polską orkiestrę?" - pytał. "Wystarczy przejechać się do porządnej orkiestry do Berlina (...), której poziom budowany jest od 100-150 lat. Oglądając co roku, w Nowy Rok, koncert orkiestry wiedeńskiej, widzę od 30 lat te same twarze. Tam bowiem obowiązuje zasada, w myśl której po zdanym egzaminie muzyk podlega rocznej weryfikacji, a po roku dostaje umowę na stałe, albo mu się dziękuje" - opowiadał Cichocki.

Jego zdaniem rotacja na stanowiskach muzyków orkiestrowych osłabia cały zespół. "Muzyk, który dostaje umowę na stałe, przez to, że gra w jednej orkiestrze przez 10 czy 15 lat podnosi jakość tej orkiestry" - podkreślił.

Dyrektor Departamentu Strategii i Analiz w resorcie kultury Juliusz Braun, próbował odpierać zarzuty podkreślając, że "umowa sezonowa, o której mowa w projekcie nowelizacji to umowy o pracę, a nie umowa o dzieło". "Wprowadzając zasadę umów sezonowych zdefiniowanych w ustawie, jako umowa o pracę, naszym zdaniem podnosimy poziom ochrony artystów" - mówił.

W jego opinii powiązanie czasu trwania umów artystów z sezonem artystycznym pozwoli uporządkować "rynek transferów artystycznych". Artyści oraz dyrektorzy będą mieli czas na znalezienie zatrudnienia w innej instytucji artystycznej, a dyrektorzy będą mogli racjonalnie i z wyprzedzeniem kompletować zespoły artystyczne. "Pozwoli to na racjonalne planowanie funkcjonowania placówki i uwzględnienie potrzeby pracowników artystycznych. Można będzie swobodnie operować godzinami pracy, dniami pracy" - mówił.

Zdaniem innego przedstawiciela resortu kultury, dyrektora Departamentu Narodowych Instytucji Kultury Zenona Butkiewicza, "każdy zespół artystyczny musi podlegać zmianom, fluktuacjom, nie może będzie strukturą zetatyzowaną tak jak dzisiaj".

Pytany konkretnie o to czy artyści na podstawie umów sezonowych będą mogli bez problemu zaciągnąć kredyt bankowy odparł, że "odpowiedź na to pytanie nie należy do ministerstwa, ani do artystów, ale do banku". "Dzisiaj, udając się do banku, przede wszystkim legitymujemy się PIT-em" - powiedział. "Nie. Pierwsze pytanie banku jest o stałą pracę" - odparła Joanna Szczepkowska. "Nieprawda, pan chyba nigdy nie brał kredytu!" - krzyczano z sali.

Oprócz reprezentantów ministerstwa kultury, zaproszenie na poniedziałkową dyskusję otrzymali także przedstawiciele m.in. resortu finansów, sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, Stowarzyszenia Dyrektorów Teatrów i Unii Polskich Teatrów. Nikt jednak nie przybył.

"Zwołałam to zebranie (...), bo bardzo pilnie trzeba zrobić coś, co pozwoli nam wejść w dialog" - powiedziała PAP po zakończeniu spotkania Szczepkowska. Jak dodała, jeżeli się okaże, że kolejne planowane debaty nie przyniosą żadnego efektu, będzie starała się zainteresować tematem m.in. sejmową komisję kultury. "Mamy zamiar zdecydowanie i konkretnie mówić o tym, czego chcemy (...), ale również słuchać" - podkreśliła.