Uczelnie wyższe promują tzw. kierunki zamawiane, tak jak firmy produkty. To dlatego, że ostatecznym warunkiem otrzymania dodatkowych pieniędzy jest zwiększenie liczby przyjętych na nie studentów.
Billboardy, ulotki, dni otwarte czy reklamy telewizyjne mają zachęcić maturzystów do wyboru tzw. kierunków zamawianych. To prawie 20 kierunków studiów kluczowych dla gospodarki, do których dopłaca resort nauki. Uczelnie konkurują o kandydatów, m.in. dlatego że z roku na rok maleje liczba maturzystów. Na przykład w 2009 r. było ich 414 tys., a w tym 404 tys. A uczelnie, które ubiegały się o dofinansowanie z ministerstwa nauki, zwiększyły na kierunkach zamawianych limity miejsc o ok. 10 proc. Dlatego zależy im, aby je wypełnić. Tym bardziej, że ostatecznym warunkiem otrzymania dofinansowania jest wzrost liczby osób przyjętych na kierunki zamawiane w porównaniu z poprzednim roku akademickim.
Uczelnie szukają różnych sposobów na przyciągnięcie maturzystów. Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego wraz z 13 innymi uczelniami bierze udział w akcji Dziewczyny do ścisłych, która ma na celu zwiększenie zainteresowania naukami technicznymi wśród maturzystek. Z kolei Wydział Budownictwa Politechniki Krakowskiej zainwestował w kampanię reklamową w telewizji regionalnej. Uczelnie przyjmują też wycieczki ze szkół średnich, prowadzą spotkania z absolwentami, rozbudowują strony internetowe.