Legalnie w zeszłym roku sprowadzono z zagranicy niemal 30 tysięcy osób. Eksperci są zgodni: ten boom na cudzoziemców napędziły inwestycje przed Euro 2012.

W zeszłym roku padł rekord

20 Hindusów ściągnęła rok temu produkująca autobusy fabryka Kapaena w Słupsku. Dzięki nim firma mogła wykonać kontrakty na czas, bo Polaków chętnych do pracy nie było. Niemal w tym samym czasie zakład meblowy Flair Poland w Kobylnicy ściągał do siebie ponad setkę Nepalczyków, Hindusów i Chińczyków. Właściciele przedsiębiorstw, którzy sięgnęli po siłę roboczą z zagranicy, mówią wprost: oferty dla sprzedawców, kasjerów czy budowlańców wiszą w urzędach pracy miesiącami. Ani rosnące bezrobocie, ani kryzys nie przekonały tysięcy Polaków do ich przyjmowania. Dlatego coraz więcej polskich firm ściąga ludzi z Ukrainy, Białorusi, Chin, Wietnamu, Korei i Filipin. – Jak grzyby po deszczu powstawały w ostatnich latach wyspecjalizowane firmy, które trudnią się sprowadzaniem pracowników, np. z Azji – przyznaje Magdalena Janczewska, ekspert ds. rynku pracy z Konfederacji Pracodawców Polskich. Chińczyka nie zatrudni się przecież na telefon.

W zeszłym roku padł rekord. Urzędy wojewódzkie wydały 29 340 zezwoleń na zatrudnienie cudzoziemca. To półtora raza więcej niż w 2008 roku, kiedy wydano ich 18 022. Co ciekawe, największy wzrost zanotowano wśród pracowników z odległych państw. Kiedy w 2008 roku 2 tys. Chińczyków i 1,2 tys. Wietnamczyków dostało takie zgody, to w 2009 roku było to odpowiednio 4,5 tys. i 2,5 tys., czyli ponad dwa razy więcej. Sporo więcej pracowników przybyło też z Indii i Turcji.

Chińczyk poszukiwany

– Boom zaczął się trzy, cztery lata temu, kiedy Polacy masowo emigrowali do Wielkiej Brytanii i zaczęło brakować chętnych do wykonywania prostych prac. Teraz motorem napędowym są inwestycje przed Euro 2012 – mówi Katarzyna Pawełek z firmy K&K Selekt, która pośredniczy w zatrudnianiu pracowników z Chin, Nepalu czy Korei. Obecnie to właśnie doświadczeni przy budowie stadionów przed olimpiadą w Pekinie Chińczycy są najbardziej poszukiwanymi pracownikami. Nie dość, że są doświadczeni, to jeszcze tańsi niż budowlańcy i inżynierzy z Polski. – Wedle przepisów mogą zarabiać nie mniej niż 70 proc. przeciętnego wynagrodzenia w danym województwie – zastrzega jednak Pawełek.

Eksperci podkreślają, że temu wzrostowi ewidentnie pomogła zmiana przepisów. – W lutym 2009 weszły w życie przepisy upraszczające i usprawniające procedury związane z podejmowaniem pracy w Polsce przez cudzoziemców.

Więcej pracujących na czarno

Nowe przepisy wprowadziły ułatwienia, takie jak wyeliminowanie instytucji przyrzeczenia zezwolenia na pracę, przyśpieszenie procedury tzw. testu rynku pracy lub możliwość rezygnacji z niego w konkretnych okolicznościach, wydłużenie okresu, na który wydawane jest zezwolenie na pracę, do lat 3 – tłumaczy Monika Ulatowska ze Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia. Mimo tej liberalizacji wciąż rośnie też grupa cudzoziemców, którzy przyjeżdżają do nas pracować na czarno. Państwowa Inspekcja Pracy ostrzega, że liczba złapanych na nielegalnej pracy cudzoziemców w zeszłym roku wzrosła dwukrotnie, do 10 tys. osób. Największą grupę wśród nich stanowią Ukraińcy i Chińczycy.