Po przeprowadzeniu kontroli w jednej z firm ochroniarskich z województwa lubelskiego Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) poinformowała o jej wynikach pracowników, którzy rzekomo złożyli skargę w tej sprawie. Dopiero wtedy się okazało, że żaden z podpisanych pod skargą podwładnych nie skarżył się do inspekcji. Pracodawca domyślił się, że zawiadomienie, ze sfałszowanymi podpisami, złożyła konkurencyjna firma ochroniarska.

Wojna na kontrole

Nasłanie inspektorów było elementem wewnętrznych rozgrywek na lokalnym rynku usług ochroniarskich. I to całkiem skutecznym, bo konkurencja zawiadomiła nie tylko PIP, ale też kilka innych inspekcji. A wizyta kontrolerów w firmie może się wiązać z koniecznością zapłacenia mandatu lub grzywny – w przypadku naruszenia praw pracowniczych nawet do wysokości 30 tys. zł. Utrudnia też na jakiś czas prowadzenie zwykłej działalności. Inspektorzy przeprowadzają oględziny obiektów i pomieszczeń firmy, żądają od pracodawcy dokumentów dotyczących pracowników oraz ustnych lub pisemnych informacji (również od podwładnych). Wykazanie nieprawidłowości może też zniszczyć firmie dobrą opinię na rynku.

– Nasyłanie inspekcji na konkurencję nie jest jeszcze powszechnym zjawiskiem, ale zdarza się coraz częściej – mówi Krzysztof Sudoł, zastępca okręgowego inspektora pracy w Lublinie. Ryzyko udowodnienia przestępstwa polegającego na sfałszowaniu dokumentu jest niewielkie, a nieuczciwi pracodawcy zyskują na problemach konkurencji. Przedsiębiorcy donoszą na rywali nie tylko do PIP, ale też np. do inspekcji handlowej.

– Często przedsiębiorcy składają skargi na inne firmy. Jeśli wskazane w nich naruszenia dotyczą spraw konsumenckich, są uzasadnione i uwiarygodnione, przeprowadzamy kontrolę – mówi Andrzej Sawicki, zastępca mazowieckiego wojewódzkiego inspektora inspekcji handlowej.

Podkreśla, że zdarzały się nawet przypadki, gdy firmy donoszące na konkurentów skarżyły się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na zbyt krótkie informacje o wynikach kontroli, jakie przekazywała im inspekcja handlowa.