Jak mówił szef BBN, z ankiety wynika, że w 2009 r. zadłużonych było 72 proc. szpitali, a 57 proc. z nich nie jest w stanie terminowo regulować płatności.

Zdaniem dyrektorów, największy wpływ na powstanie zadłużenia ma niedoszacowanie, bądź zaniżenie kontraktu przez NFZ.

Przyjęcia chorych ograniczało 44 proc. lecznic, przede wszystkim na oddziałach chirurgicznych. W co dziesiątym szpitalu nie ograniczano przyjmowanie na oddziały ginekologiczno-położnicze. W placówkach służby zdrowia brakuje obecnie około 6 tys. pielęgniarek, a w 2020 r. może brakować ich nawet około 60 tys.

Podsumowując ankietę Szczygło podkreślał, że w 2010 r. jest mniej pieniędzy na ochronę zdrowia niż roku 2009. Dodał, że niższe kontrakty oznaczają wzrost zadłużenia szpitali. "Oddłużenie połączone z komercjalizacją nie rozwiąże problemu. Dyrektorzy obawiają się prywatyzacji szpitali" - dodał.

Zagrożenia w funkcjonowaniu szpitali w 2010 r.

Zagrożenia w funkcjonowaniu szpitali w 2010 r. wskazało 76 proc. dyrektorów. 35 proc. z nich uważa, że mogą nastąpić ograniczania w dostępie do świadczeń zdrowotnych, 30 proc. uważa, że Fundusz za nisko szacuje koszty usług medycznych. Co piąty dyrektor obawia się o dług szpitala lub brak płynności finansowej.

"Jeżeli udało nam się przedstawić fotografię polskiej służby zdrowia i wyciągnąć wnioski, to jest to na czym nasze zadanie jako Biura Bezpieczeństwa Narodowego się kończy. Reszta, czyli to, co związane jest z przygotowaniem ewentualnych rozwiązań dla służby zdrowia, powinno być zajęciem dla rządu, bo to rząd ma przed wszystkim instrumenty, ale pomoc deklaruje również Narodowa Rada Rozwoju" - podkreślił Szczygło.

Rzecznik Narodowego Funduszu Zdrowia Andrzej Troszyński powiedział, że NFZ nie zapoznał się jeszcze z wynikami ankiety BBN. "Jeżeli chodzi o nadwykonania, to NFZ i szpitale korzystają z tej samej puli pieniędzy, które pochodzą ze składki na ubezpieczenie zdrowotne. W tej chwili nie ma więcej środków" - podkreślił Troszyński.