Tłumaczy, że zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym państwowa uczelnia nie może zarabiać na działalności komercyjnej, dlatego mając obowiązek zbilansowania kosztów i przychodów, zwiększa narzuty i koszty ogólne. Uczelnie, chcąc postępować konsekwentnie, działają podobnie, realizując unijne projekty, które z założenia są non profit. Zdaniem ekspertów resort nauki finansuje za mało projektów, które przynoszą trwałe efekty uczelniom. Za dużo unijnych środków przeznaczanych jest na dodatkowe zajęcia dydaktyczne realizowane przez nauczycieli akademickich w systemie nadgodzin. Zdaniem prof. Leszka Wojnara, przewodniczącego Rady Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, system jest demoralizujący, ponieważ zajęcia te są dobrze płatne, stawki są nawet dwukrotnie wyższe od rynkowych.

Jak podkreśla dr Małgorzata Stojek z Forum Integracyjnego Academicus Poloniae, uczelnie w niewielkim stopniu zatrudniają ekspertów z zewnątrz.

– Jeśli absorbują tak duże pieniądze i nie towarzyszy temu wzrost zatrudnienia, to musi to pociągać za sobą obniżenie jakości i brak nowatorskich programów – mówi Małgorzata Stojek.

Umowa może być rozwiązana

Resort nauki zauważa problem przerostu wydatków uczelni wynikających z biurokracji.

– W ubiegłym roku rozwiązaliśmy już pierwszą umowę z dużą publiczną uczelnią, w której zauważyliśmy takie zjawisko. W tym roku to samo może grozić innym szkołom wyższym – mówi Leszek Grabarczyk z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.