Nie jest tak, że liczba miejsc pracy w gospodarce jest reglamentowana. Tak naprawdę najlepiej dla niej (a tym samym także dla samych obywateli), jeśli pracują wszyscy, którzy mogą. Bogactwo i dobrostan biorą się z pracy. Jeśli więc osoby zdolne do niej nie są aktywne, a tak dzieje się, jeśli masowo wysyłamy na wcześniejsze emerytury stosunkowo młode osoby, jest to dla gospodarki strata. Większa liczba pracujących to także wyższy popyt na dobra i usługi. A właśnie od popytu zależy kondycja firm i dynamika tworzenia miejsc pracy. Jeśli mają komu sprzedawać wytworzone przez siebie dobra, to inwestują, rozwijają się i zatrudniają.

Mitem jest, że większa liczba osób otrzymujących świadczenia społeczne powoduje spadek bezrobocia dzięki zwalnianiu miejsc pracy dla młodych. Jest wręcz odwrotnie – im więcej osób jest na utrzymaniu pracujących, tym muszą płacić wyższe składki, a przez to są drożsi i firmom trudniej je zatrudnić. To klasyczne prawo ekonomii.

Co więcej, jeśli ten mit byłby prawdziwy, nie mielibyśmy na początku tego wieku bezrobocia. Mieliśmy przecież rekordową liczbę osób na świadczeniach społecznych (emeryturach, rentach, zasiłkach i świadczeniach przedemerytalnych). Miejsc pracy powinno więc być jak lodu. A tymczasem w lutym 2003 roku wskaźnik bezrobocia osiągnął historyczne maksimum 20,7 proc.

Mitowi temu przeczą też dane Eurostatu. Na przykład w Szwecji pracuje 70 proc. osób w wieku 55 – 64 lata, a wskaźnik bezrobocia wynosi tam 9 proc. W Wielkiej Brytanii odpowiednio wskaźniki te wynoszą 58 proc. i 7,8 proc. Z kolei w USA pracuje 62 proc. starszych osób. U nas zaledwie co trzecia osoba!

Mit 2. Raj utracony

W raporcie z badań „Dezaktywizacja osób w wieku okołoemerytalnym” w części przygotowanej przez prof. Annę Gizę-Poleszczuk czytamy wstrząsające wyznania osób, które skorzystały z wcześniejszej emerytury. Najpierw badacze pytają starsze osoby o wyobrażenie życia po zakończeniu pracy. „Psychiczny odpoczynek, nie ma tej nerwowości”, „Mam urlop przez cały rok” – cytują ich wypowiedzi. Następnie rozmawiają z osobami, które skorzystały już ze świadczenia. A te mówią „Jak człowiek idzie na emeryturę, to już idzie umrzeć”; „Jak pójdą na emeryturę, to już jest po życiu”.

Często okazuje się więc, że następuje mitologizacja emerytury, która ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Odchodzący z rynku pracy czują się zmarginalizowani, niepotrzebni, mało aktywni.

Co więcej, możliwość odejścia z rynku pracy jest często dyskryminującym przywilejem. Pracodawca, licząc się z tym, że pracownik zwolni się z firmy w wieku około 55 lat, na 10 lat przed tą datą przestaje w niego inwestować, pomija w awansach, podwyżkach. To powoduje mniejszą motywację tych osób do pracy.