W jej ocenie, do Polski wracają przede wszystkim ci, którzy zamierzali pracować na emigracji 2 - 3 miesiące. Natomiast ci, którzy wrócili, a nie planowali tego wcześniej, najczęściej decydują się na taki krok z powodu utraty pracy lub dlatego, że za granicą nie mogli jej znaleźć. Na drugim miejscu znalazły się przyczyny rodzinne.

Z przeprowadzonych przez prof. Iglicką badań wynika także, że ci, którzy wrócili, w większości planują kolejny wyjazd. Wśród krajów dalszej emigracji najczęściej wskazywali oni Wielką Brytanię (37,8 proc.). Popularnością przestała cieszyć się jednak Irlandia. Ponadto 41 proc. ankietowanych odpowiedziała twierdząco na pytanie, czy wyjechaliby do Niemiec, gdy te w 2011 r. całkowicie otworzą dla Polaków swój rynek pracy.

Planowanie kolejnego wyjazdu

Zdaniem Iglickiej, planowanie kolejnego wyjazdu związane jest m.in. z niemożnością dostosowania się wracających do kraju Polaków do miejscowego rynku pracy. Powodem tego jest praca za granicą poniżej swoich kwalifikacji, przez co w kraju taka osoba jest nieatrakcyjna dla pracodawcy, gdy stara się znaleźć zatrudnienie zgodne ze swoim wykształceniem. Problematyczne okazuje się też przyzwyczajenie się do wysokości płacy w ich miejscowości, a pogodzenie się z nią - frustrację i chęć kolejnego wyjazdu.

"Kolejna pułapka to mentalny i kulturowy powrót do swojej małej miejscowości, gdzie już jest się obcym. Warszawa wszystkich nie przyjmie. Wyjechały 2 miliony ludzi, przede wszystkim ze wschodniej Polski, gdzie cały czas jest przepaść, nawet w porównaniu z centralnymi i zachodnimi regionami Polski" - powiedziała profesor.

"Trzeba zastanowić się, czy już teraz zachęcać emigrantów do powrotu. Ich wyjazd nie jest dobry z powodów demograficznych, ale dla rozwoju ekonomicznego to nic takiego. W latach 90. mieliśmy falę powrotów tych, którzy wyjechali w latach 60. i 70., oni przyczynili się do sukcesu transformacji gospodarczej. Jest jednak jeszcze za wcześnie, żeby taką samą rolę - rolę aktorów zmiany społecznej - odegrali ci, którzy wyjechali z Polski po 2004 roku" - oceniła prof. Iglicka.