Z dotychczasowych rozmów partnerów społecznych ze stroną rządową dotyczących podwyżki płacy minimalnej wynika, że rząd dotychczas nie przedstawił żadnych propozycji w tej sprawie, m.in. z powodu obaw o wzrost bezrobocia. W niektórych województwach obecna płaca minimalna stanowi bowiem 57 proc., a nawet 63 proc. średniego wynagrodzenia w regionie.

– Gdyby dodatkowo podwyższono ją do połowy średniej krajowej, wiele firm nie byłoby stać na dalsze zatrudnienie podwładnych – tłumaczy Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan, członek zespołu ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych KT.

Podkreśla, że zbyt wysoka płaca minimalna mogłaby także powodować wzrost nielegalnego zatrudnienia w uboższych województwach, bo firmy nie byłoby stać na spełnienise ustawowych wymogów.

Dlatego pracodawcy przedstawili własne propozycje, które mają zapewnić podwyższenie realnych zarobków najuboższych. Ich zdaniem płaca minimalna netto powinna osiągnąć 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia (netto), jeśli dodatkowo zmniejszone zostaną obciążenia podatkowe i składki na ubezpieczenia społeczne pracowników zarabiających najmniej.

– W takiej sytuacji, jako partnerzy społeczni, powinniśmy wskazać rządowi źródło finansowania deficytu, jaki powstanie z tego tytułu w budżecie – mówi Jeremi Mordasewicz.

W takiej sytuacji szanse na podwyższenie płacy minimalnej do połowy przeciętnego wynagrodzenia wydają się niewielkie. Związkowcy zapowiadają jednak, że będą domagać się, aby rząd wypełnił swoje ubiegłoroczne zobowiązanie. Niestety, nie udało nam się ustalić, jakie jest oficjalne stanowisko Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w tej sprawie.

1556,93 zł wyniosłaby płaca minimalna, gdyby stanowiła połowę przeciętnego wynagrodzenia