Ministerstwo Zdrowia poparło propozycję Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere stworzenia wykazu placówek medycznych, w stosunku do których pacjenci składają najwięcej skarg. Jednak w praktyce może okazać się to bardzo trudne, bo w Polsce nie jest prowadzony centralny rejestr błędów medycznych. Nie wiadomo nawet dokładnie, ile jest ich popełnianych w ciągu roku. Szacuje się, że może to być od kilku tysięcy do nawet 30 tys. Lekarze uważają jednak, że uwzględnianie tylko liczby skarg pacjentów nie stanowi wymiernego wskaźnika potwierdzającego jakość wykonywanych świadczeń.

Kontrowersyjny wykaz

Rzecznik praw pacjenta ma stworzyć wykaz placówek medycznych, w stosunku do których pacjenci zgłaszają najwięcej skarg. Planuje się, że ta nowa instytucja zacznie działać od przyszłego roku, jeżeli zostanie uchwalona ustawa o prawach pacjenta. W przyszłym tygodniu ma się odbyć drugie czytanie projektu tej ustawy.

Jak twierdzi Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere, analiza skarg pacjentów pozwoli na stworzenie mapy niebezpiecznych placówek medycznych. Pod uwagę mają być brane jednak tylko te przypadki, gdzie doszło do popełnienia błędu przez lekarza.

- Takie wykazy mogą mieć również duże walory edukacyjne. Przyszli lekarze, analizując przypadki skarg pacjentów, mogliby uczyć się na błędach swoich starszych kolegów, by nie powielać ich w przyszłości - uważa Jerzy Ziętek, poseł PO i członek sejmowej Komisji Zdrowia.

Przeciwnikiem tworzenia list w sposób proponowany przez stowarzyszenie są lekarze.

Pojawia się bowiem zagrożenie, że na liście takiej mogą znaleźć się również te zakłady opieki zdrowotnej, które wykonują szczególnie dużo bardzo skomplikowanych zabiegów medycznych, gdzie wystąpienie ewentualnych powikłań jest zdecydowanie wyższe niż np. w szpitalu powiatowym.

Obiektywne wskaźniki

Zdaniem samorządu lekarskiego stworzenie swoistego rankingu szpitali powinno opierać się na innych elementach działania placówek medycznych, czyli np. liczbie oddziałów, łóżek, przyjmowanych pacjentów, czasie hospitalizacji, procencie powikłań poszpitalnych itp.

- Dopiero wtedy można mówić, czy w placówce medycznej pacjenci są dobrze leczeni, czy nie - mówi Jarzy Sokołowski, zastępca dyrektora Zespołu Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej w Otwocku.

Oprócz czarnej listy placówek medycznych ma powstać również wykaz procedur medycznych, przy wykonywaniu których popełnia się najwięcej błędów.

- Zabieg można przeprowadzić za pomocą różnych metod. Część placówek stosuje te, które można wprawdzie wykonywać, ale jest to ryzykowne i grozi powikłaniami. I to one powinny znaleźć się na specjalnym wykazie - podkreśla Adam Sandauer.

Brak rejestru

Zbudowanie wykazu szpitali i procedur, na które najczęściej skarżą się pacjenci, może okazać się problematyczne, ponieważ w Polsce nie ma nawet wiarygodnych danych dotyczących liczby błędów medycznych. W ich ustaleniu pomógłby centralny rejestr błędów medycznych. W Polsce nic się nie mówi o jego utworzeniu, mimo że jego powstanie zaleca zarówno Światowa Organizacja Zdrowia, jak i Rada Europy.

Polska nie ma obowiązku przyjmowania tych rekomendacji, ale na uruchomienie rejestru błędów medycznych zdecydowała się np. Wielka Brytania. Tam wprowadzono narodową listę błędów i zaniedbań medycznych, gdy wypłacane odszkodowania przekroczyły rocznie 1 mld funtów. Podobną listę opublikowano w Irlandii, gdy wysokość wszystkich roszczeń pacjentów w ciągu 15 lat wzrosła ponad 25 razy - z 5 mln euro w 1990 roku do 130 mln euro w ubiegłym roku.

W Danii od 2002 roku obowiązuje prawo, zgodnie z którym personel medyczny nie może ponosić odpowiedzialności prawnej z tytułu raportowania błędów. Jednocześnie ma obowiązek monitorowania zdarzeń niepożądanych, ale nie odpowiada w sensie prawnym za niedostosowanie się do tego zalecenia.

- Ujawnianie błędów to sposób, by zmniejszyć liczbę powikłań i związane z tym wyższe koszty leczenia. Rejestr nie ma pełnić funkcji karnej, ale prewencyjną - uważa Paulina Miśkiewicz, dyrektor polskiego oddziału Światowej Organizacji Zdrowia.

Model skandynawski

Co roku sądy wydają coraz więcej orzeczeń korzystnych dla pacjentów pokrzywdzonych w trakcie leczenia. Rośnie również wysokość przyznawanych odszkodowań. Jeszcze cztery lata temu średnie odszkodowanie wynosiło 12,5 tys. zł. Dwa lata później już prawie 60 tys. zł. W ubiegłym roku sąd przyznał rekordową sumę odszkodowania ofierze błędu medycznego w wysokości 750 tys. zł. Z tego powodu rosną koszty szpitali, które przeznaczają coraz więcej pieniedzy na zakup obowiązkowych polis OC.

- Jeżeli nie zmieni się system udowadniania popełnienia błędu przez lekarza i dochodzenia roszczeń przez pacjentów, to szpitali nie będzie stać na ich kupowanie - uważa Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL).

Dlatego samorząd lekarski proponuje wprowadzenie tzw. modelu skandynawskiego. Według niego wysokość opłacanej składki jest uzależniona od liczby pacjentów przypisanych do danego zakładu. Wysokość rocznej składki przypadająca za jednego chorego wynosi zaledwie 4-5 euro. Poszkodowany nie dochodzi swoich roszczeń na drodze sądowej, ale przed specjalną komisją i wskazuje tylko na fakt, że poniósł konkretną szkodę. Na podstawie procentowego uszczerbku na zdrowiu uzyskuje on odszkodowanie.

- Ten system jest korzystny przede wszystkim dla pacjenta. Obecnie w Polsce dochodzenie praw na drodze sądowej jest długotrwałe i drogie - podkreśla prezes NRL.

6 tys. skarg co roku wpływa do Biura Praw Pacjenta działającego przy Ministerstwie Zdrowia