– Obowiązująca w takich postępowaniach zasada tzw. kontradykcyjności zakłada konieczność przedstawienia jawnych dowodów drugiej stronie postępowania – mówi Sławomir Paruch, ekspert prawa pracy w kancelarii Sołtysiński, Kawecki & Szlęzak.

A instytucja świadka incognito charakteryzuje się tym, że zeznań takiej osoby nie można skonfrontować. Personalia świadka są bowiem znane wyłącznie sądowi i prokuratorowi, a jego zeznania odczytywane są oskarżonemu z otwieranej w sądzie zalakowanej koperty jako anonimowe.

Ministerstwo się zastanawia

Z informacji uzyskanych przez DGP w Ministerstwie Sprawiedliwości, które analizuje już propozycję Lewiatana, wynika, że pełna ochrona danych osobowych takich świadków na wzór postępowania karnego byłaby możliwa wyłącznie przy najpoważniejszych przestępstwach dokonanych przez pracowników, takich jak: malwersacje finansowe, korupcja, ustawianie przetargów czy łapownictwo, gdzie występuje deficyt wykrywalności, lub demaskator jest skruszonym współsprawcą tych przestępstw.

W pozostałych przypadkach anonimowość świadka mogłaby mieć zastosowanie tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdzie narażony byłby nadrzędny interes publiczny, jak zagrożenie dla zdrowia i życia obywateli, skażenie środowiska czy ochrona ładu i porządku publicznego.

Eksperci z resortu sprawiedliwości zastrzegają, że pomysł Lewiatana wymaga dokładnej analizy i przemyślenia.

Na projekty pracodawców kategorycznie nie zgadzają się jednak związki zawodowe. Zdaniem Jerzego Langera z NSZZ Solidarność pracodawcy będą nadużywać prawa do anonimowości swoich świadków w celu pozbycia się niewygodnych pracowników, a pracownicy – aby bezkarnie szkalować dobre imię swojej konkurencji lub nielubianych kolegów.