Hall w Sejmie o propozycjach MEN w sprawie edukacji

17.09.2008, 18:50; Aktualizacja: 17.09.2008, 19:41

Upowszechnienie wychowania przedszkolnego dzieci w wieku 3-5 lat, w tym obowiązek rocznego przygotowania przedszkolnego dla 5-latków, oraz obniżenie wieku obowiązku szkolnego do 6 lat zapowiedziała w środę w Sejmie minister edukacji Katarzyna Hall.

wróć do artykułu

Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:PAP
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Komentarze (25)

  • Przeczytaj(2011-01-27 20:58) Zgłoś naruszenie 00

    Szare komórki nie wystarczą
    Izabela Wagner 27-01-2011, ostatnia aktualizacja 27-01-2011 19:02

    Reformę polskiej nauki zacznijmy od dostosowania warunków pracy do standardów europejskich. Wtedy będzie można wymagać od naukowców „europejskich” rezultatów – pisze socjolog
    Izabela Wagner
    autor: Rafał Guz
    źródło: Fotorzepa
    Izabela Wagner
    +zobacz więcej

    9 stycznia ukazał się na stronach „Rzeczpospolitej” artykuł Renaty Czeladko o chwytliwym tytule „Polska Nauka na peryferiach świata“. Będąc aktualnie w centrum świata nauki – Bostonie – i pracując na uznawanym za najlepszy uniwersytet na świecie – Harvardzie – nie mogę nie zareagować na treści zawarte w tym tekście. Utrzymywanie, iż nauka może być „narodowa“ bez jednoczesnego wskazania na dziedzinę (bo jedynie w pewnych dziedzinach to wyrażenie może mieć sens) wskazuje na wysokie niezrozumienie funkcjonowania świata nauki.

    W ostatnich miesiącach ożywiła się dyskusja na temat funkcjonowaniem szkolnictwa wyższego i nauki. Niestety, debaty te toczą się głównie w przestrzeni tabloidów, są pozbawione rzeczowości i trącą propagandowym przedstawianiem nauki polskiej jako skansenu socjalizmu, który może ocalić od zapadu jedynie prywatyzacja i konkurencyjność wprowadzona w każdym aspekcie tej działalności. Ponieważ uważam, że czytelnikom „Rzeczpospolitej”, tak jak i wszystkim podatnikom finansującym działalność naukową należy się rzetelna informacja, chciałabym przedstawić podstawowe dane wykazujące, jak bardzo cytowany artykuł odbiega od rzeczywistości.

    Wielokulturowa nauka

    W większości dziedzin naukowych, a z pewnością w naukach przyrodniczych, prowadzi się prace badawcze w oparciu o współpracę wielu zespołów (często funkcjonujących w różnych krajach). W Mekce nauk medycznych – Bostonie – mieście w którym powstaje zdecydowana większość publikacji w cytowanym „Nature” i „Science”, w wiodącym ośrodku badań nad rakiem, w którym realizuję mój socjologiczny projekt badawczy, postęp w nauce dokonuje się dzięki pracy tysięcy uczonych, którzy przyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych z całego świata, aby w wyśmienitych warunkach pracy realizować swe projekty badawcze. Tak funkcjonuje większość instytutów w naukach niehumanistycznych w Stanach Zjednoczonych w dziedzinach, w których wiedza nie opiera się ani na głębokiej znajomości języka angielskiego, ani na specyficznej ekspertyzie opartej na rodzimej kulturze. Publikacje powstające na terenie Stanów Zjednoczonych, wpisujące się w dorobek tutejszych instytucji, są autorstwa w zdecydowanej większości cudzoziemców tu pracujących (w naukach przyrodniczych określa się na 80 proc. ich liczbę – osoby te są w większości do doktoratu wykształcone w swych krajach). W instytucie, który jest moim terenem badawczym, cudzoziemcy są zdecydowaną większością pracujących tu intensywnie naukowców (zdecydowana większość publikuje we wspomnianym „Nature” i „Science”), Europejczycy stanowią silną grupę, a Polacy wcale nie należą do „rzadkich przypadków“. Wręcz przeciwnie – są uważani za naturalny komponent tutejszej społeczności naukowej.

    Kto jest Polakiem?

    Właśnie dlatego wzbudziło we mnie wielkie oburzenie zdanie przeczytane w artykule Renaty Czeladko: „Publikacje Polaków pojawiają się w «Science» czy «Nature» raz na cztery lata”. Na podstawie moich obecnych prac mogę stwierdzić, iż teza ta jest daleka od prawdy, ponieważ o ile wiem wiele osób posiadających polskie obywatelstwo (a wiec z pewnością można ich określić mianem Polaka) publikuje w pismach pierwszej kategorii (i to nie tylko jako jeden z 20 autorów). Oczywiście, większość z publikujących w pismach pierwszej kategorii polskich autorów nie pracuje w kraju! Wielu z nich można spotkać między innymi właśnie w Bostonie. Wielu zaś w innych miejscach w Stanach Zjednoczonych, gdzie bardzo sprawnie funkcjonują zespoły badawcze kierowane przez polskich naukowców, zwane nierzadko ‚Polish Labs‘ („polskimi labami“), bowiem są znane z zatrudniania polskich naukowców. (Nie jest to nasza specyfika, są tutaj tzw. getta labowe, gdzie pracują zespoły rosyjskie, chińskie, indyjskie czy włoskie.) To nie „publikacje Polaków“, ale publikacje powstałe na podstawie badań zrealizowanych w polskich instytucjach należą do rzadkości. A jest to wielka różnica!

    "Prowadzenie prac naukowych w Polsce wymaga niesłychanego samozaparcia oraz wręcz szalonej energii i optymizmu w pokonywaniu rozmaitych przeszkód"

    Polacy publikują dobrze (tak jak i inni przedstawiciele wielu krajów świata), w momencie kiedy mają odpowiednie ku temu warunki pracy. Pragmatyczni Amerykanie potrafią doskonale zorganizować pracę naukową i wykorzystać to, że w rodzimych krajach tysiące naukowców nie posiadają odpowiednich warunków pracy. Bo w Ameryce ceni się naukę i ceni się naukowca. Odmiennie dzieje się w Polsce, gdzie ostatnio mamy do czynienia ze swoistą nagonką na tę grupę zawodową. Przykładem takiej nagonki jest także artykuł powstały na podstawie badania w którym (jak podaje Renata Czeladko) zastosowano kategorię „publikacje Polaków“. Czy w takim razie publikujący Polak, pracujący poza polską instytucją, przestaje być Polakiem? Czy jego wykształcenie zdobyte w kraju automatycznie staje się “zagraniczne”, a on sam jest Amerykaninem, pomimo tego, iż faktycznie pracując latami w instytucji amerykańskiej jako obywatel polski przebywa w USA na wizie J-1, czy H-2 i nie posiada "zielonej karty"?

    Problem w pieniądzach

    Polacy – ludzie nauki w dobrych warunkach pracy publikują i są następnie cytowani. To, że nie są to prace zrealizowane w polskich instytucjach (lub takimi są zbyt rzadko) o czymś świadczy. Jakie są tego przyczyny? Podam dwie najważniejsze: pierwsza dotyczy sumy przeznaczonej na finansowanie nauki, a druga to wysokość zarobków w odniesieniu do tej samej pracy, w zależności od kraju w którym jest ona realizowana. Opieram się tutaj na przykładzie przedstawionym w artykule – a więc porównując oba wyżej wymienione czynniki w krajach: USA, Niemczech, Włoszech i w Polsce.

    Wydatki na naukę są określane jako procent PKB (produkt krajowy brutto). Stany Zjednoczone wydały w 2009 roku na naukę 2,6 proc. PKB, czyli sumę 370 363 mln dol., Niemcy 2,5 proc., czyli 70 157 mln dol., Włochy 1,1 proc., a więc 19 141 mln dol. A Polska?

    Według szacowań PAN (optymistyczna wersja) wydano 0,64 proc. PKB, czyli 4 408 mln dol. Czyli około cztery razy mniej niż Włochy, 17 razy mniej niż Niemcy i 92 razy mniej niż Stany Zjednoczone (a USA mają populację jedynie osiem razy większą!). Ponieważ cytowane w artykule publikacje powstały przed 2010 rokiem, należy powołać się na starsze dane. Dla orientacji przytoczę tutaj porównanie dokonane przez K. Wojnarowskiego. Otóż budżet jednego z wiodących uniwersytetów amerykańskich, Stanfordu, wynosił w 2006 roku 2,9 mld dolarów, podczas gdy w Polsce (skala krajowa, a nie jednej instytucji) na ten cel przeznaczono 1, 84 mld dolarów.

    Drugą przyczyną obecnego stanu produktywności naukowców pracujących w Polsce są pensje. Dane opracowane przez European University Institute dotyczą pensji pracowników szkolnictwa wyższego i nauki – średnie płace miesięczne. Podano dwie kategorie odpowiadające pozycji adiunkta (associate professor) i profesora zwyczajnego (tenured – co oznacza posadę państwową z gwarancją zatrudnienia do emerytury). Zdecydowanie najwyższe pensje otrzymują osoby zatrudnione w amerykańskich instytucjach: adiunkt zarabia średnio 4 820 euro (słownie cztery tysiące euro), a profesor 5 785 euro miesięcznie. Oczywiście znani profesorowie indywidualnie negocjują swe pensje, które mogą być wielokrotnością podanej sumy. W Niemczech można zauważyć niewielką różnicę w zarobkach adiunkta i profesora, który znajduje się na ostatnim szczeblu kariery (tutaj z każdym rokiem naliczana jest wysługa lat): od 3 277 euro do 3 744. We Włoszech ta różnica jest o wiele większa: adiunkt zarabia 2 500 euro miesięcznie, a profesor 4 000 euro. Natomiast w Polsce (przytaczane są tutaj dane brutto) adiunkt zarabia 586 euro, a profesor 1 127 euro miesięcznie. Tak więc za taką samą pracę adiunkt w USA zarobi prawie osiem razy więcej, w Niemczech ponad pięć razy, we Włoszech cztery razy tyle. Moi koledzy z Harvardu, gdy rozmawiamy o pensji i podaję przeliczoną na dolary moją pensję adiunkta netto – 2 278 złotych – poprawiają mnie spontanicznie mówiąc: „Pomyliłaś się! Nie osiemset dolarów, ale osiem tysięcy!” („Not hundred but thousand!”). Niestety, nie pomyliłam się… Nasze pensje liczą się w setkach a nie tysiącach dolarów.

    Szalona energia

    Przy zestawieniu powyższych danych mamy sytuację jasną i logiczną. A wnioski są raczej bardzo pozytywne, jeżeli badamy produktywność działającego w Polsce naukowca.

    KAŻDY przecież się zgodzi z podstawową zasadą ekonomii, która mówi o ścisłej zależności pomiędzy płacą a wydajnością! Publikowanie 24 artykułów na 100 pracowników w przypadku polskich naukowców przy 45 na 100 w odniesieniu do Niemców, płaconych pięciokrotnie jest wyjątkowym osiągnięciem! Zwłaszcza gdy zauważymy, że wśród prac liczonych przez ekonomistów z Gdańska za niemieckie, wiele jest takich, których autorami są polscy naukowcy pracujący za Odrą. Należy tutaj przytoczyć tę możliwość, ponieważ nie należy ona do rzadkości, a sytuacja odwrotna – naukowiec niemiecki publikujący w polskiej instytucji – jest ewenementem. Ten aspekt wskazuje na wysoką nieścisłość obecną w obranych kategoriach.

    Porównując pensje pomiędzy krajami na ogół wspomina się o kosztach życia. Te w Niemczech nie są wcale niższe niż w Polsce. Wystarczy porównać ceny wynajęcia mieszkań w Warszawie i Berlinie (większe ośrodki naukowo-badawcze), nad Szprewą płaci się za M3 mniej niż nad Wisłą. Tym bardziej nie można mówić o tańszych kosztach prac badawczych: o tym wiedzą ci, którzy za te same odczynniki, płacą drożej w Polsce, niż w innych krajach unijnych. Prowadzenie prac naukowych w Polsce jest zdecydowanie trudniejsze niż w USA czy w Niemczech, wymaga niesłychanego samozaparcia i wręcz szalonej energii i optymizmu w pokonywaniu rozmaitych przeszkód.

    from www.rp.pl

    Odpowiedz
  • Mural(2008-09-21 10:43) Zgłoś naruszenie 00

    Widocznie GODNOŚĆ jak i MORALNOŚĆ mogą być różnie rozumiane,Sowo.

    Odpowiedz
  • Ada(2008-09-20 21:16) Zgłoś naruszenie 00

    Nauczycieli czekają podwyżki wyliczone przez super fachowców z MEN. Oto przykład ich wyliczeń.
    Oświadczenie w sprawie artykułu "Ile więcej dostaną nauczyciele" (Fakt 17.09.08) - ukazało się na stronie MEN- fragment:
    "Przykładowo: nauczyciel dyplomowany z pełnymi kwalifikacjami (43,15% wszystkich nauczycieli) w roku 2008 otrzymuje minimalną płacę zasadniczą w wysokości 2380 zł, co stanowi jedynie ok. 63% wynagrodzenia. Otrzymuje również dodatek stażowy za wysługę lat (do 20% wynagrodzenia zasadniczego, czyli ok. 523 zł miesięcznie)". O ile znam matematykę, to 20% z 2380 stanowi 476 zł.
    W taki cudowny sposób obliczono też pewnie podwyżki na przyszłe lata. W taki też sposób biorą się średnie, o jakich nauczyciele mogą pomarzyć.

    Odpowiedz
  • sowa(2008-09-19 19:32) Zgłoś naruszenie 00

    Do Beaty. Nauczyciel powinien zarabiać GODNIE.

    Odpowiedz
  • zła(2008-09-19 11:10) Zgłoś naruszenie 00

    Moim zdaniem- zabierają na siłę 6-latki do szkół, bo nie ma miejsc w przedszkolach!
    W ten sposób rząd chce rozwiązać problem, oczywiście kosztem maluchów. Wtłoczą je do molochów szkolnych. Obrzydliwe! W dużych miastach rodzice zapisują dzieci w kolejkę do przedszkola tuż po ich urodzeniu. Rządzący- weżcie się za rozpowszechnianie wych. przedszkolnego na wsiach. Tam nie ma wogóle przedszkoli. Już na starcie dziecko przegrywa. Budujcie przedszkola, a nie zabierajcie maluchy do szkół!!!

    Odpowiedz
  • Henryk(2008-09-18 15:47) Zgłoś naruszenie 00

    Panie Andrzeju. Polska zachorowała na brak ogólny szacunku dla innych. Dobrze, że Pan zachował w sobie ludzkie odruchy.

    Odpowiedz
  • Andrzej!(2008-09-18 15:32) Zgłoś naruszenie 00

    Pani Beato czy jak ci tam jesteś jak widać niedowartościowaną nieudacznicą co tylko przygadywać potrafi nic pozatym weź się lepiej sama do roboty a przed nauczycielami spuszczaj oczy bo nie powinnas im w nie spoglądać, notabene ja pracuję ciężko w fabryce na linii ale szanuję ludzi którzy nas kształcili i wychowywali, ciebie jak widać szacunku niestety nie nauczyli ale cóż począć niektórych niczego nigdy nie da się nauczyć!!!

    Odpowiedz
  • Henryk(2008-09-18 14:52) Zgłoś naruszenie 00

    Nauczyciele to najmniej skorumpowana grupa zawodowa i to jest ich błąd. Jak nie biorą, to w polskiej gospodarce rynkowej nie mają wysokiej wartości. Nie pasują do polskiego kapitalizmu układnościowo- znajomościowego.

    Odpowiedz
  • Nauczyciel20(2008-09-18 14:33) Zgłoś naruszenie 00

    Główna potrzeba to zagarnąć pieniądze z oświaty pod przykrywką wielkich haseł i doinwestować inny biedny resort rządowy.Mam jedno pytanie-ilu posłów jest w sejmie jak toczą się ważne rozmowy?-obecność nieobowiązkowa?.Zdaniem pani minister,nauczyciel po zakończonych lekcjach ma prowadzić gratis-zajęcia wyrównawcze,świetlicę,kółka zainteresowań itd.Jeleń do zawodu nauczyciela pilnie poszukiwany.Może tak obrady sejmowe gratis-tak z miłości do kraju i jego wiernego ludu.

    Odpowiedz
  • Beata(2008-09-18 14:27) Zgłoś naruszenie 00

    Do Nienauczyciela: Widzę, że to Ty nie masz o niczym pojęcia i nie trzymasz emocji na wodzy. Najlepiej kogoś obrazić, ocenić z góry i być zadowolonym.

    Do Wszystkich: ile powinien zarabiać nauczyciel, żeby był dowartościowany???

    Odpowiedz
  • Mural(2008-09-18 14:09) Zgłoś naruszenie 00

    Kiedy nic nie chcemy,to ostatecznie "Możemy być."

    Odpowiedz
  • Henryk(2008-09-18 13:13) Zgłoś naruszenie 00

    Wszyscy są fenomenalni oprócz nauczycieli. Posiadamy najlepszą armię na świecie. Najszybszy i dostępny Internet. Nasze produkty znacznie przewyższają zachodnie. A autostrady i stadiony są najpiękniejsze i dopracowane w każdym detalu. Po prostu cały naród jest idealny, tylko nauczyciele niedokształceni, niepracowici.Wszystkie niepowodzenia to ich sprawka. Gdyby ich nie było to kraj rozkwitałby dobrobytem.

    Odpowiedz
  • Temida(2008-09-18 11:16) Zgłoś naruszenie 00

    Aniu, Beato!Pracowałam trzydzieści lat w szkole.Przed odejściem
    na emeryturę zarabiałam w szkole średniej 1470zł netto.Czy to dużo?
    Na przygotowywanie się do lekcji ,gdyż nie chciałam popaść w rutynę, sprawdzanie wypracowań klasowych i prac domowych, układanie tekstów poświęcałam około trzydziestu godzin tygodniowo.Po doliczeniu pensum pracowałam prawie pięćdziesiąt godzin.
    Nie zaniedbywałam przy tym obowiązków dobrej żony ,matki i gospodyni domowej.Teraz z perspektywy czasu,zwłaszcza,gdy czytam wypowiedzi laików ,nieznających kulis pracy pedagogicznej, nie mogę uwierzyć,że byłam tak naiwna.Harowałam za grosze, licząc na ludzki szacunek,wdzięczność.Teraz żyję w prowincjonalnej mieścinie,gdzie humanista ,nawet z dużą erudycją,nie ma szans godnego dorobienia do nędznej emerytury i czytam opinie mające na celu podważnie autorytetu nauczycieli, którym społeczeństwo najwięcej zawdzięcza.
    Zacznijmy się bardziej cenić
    - tak jak lekarze,sędziowie.Walczmy o swą godność i byt!

    Odpowiedz
  • tik(2008-09-18 10:04) Zgłoś naruszenie 00

    Dla wszystkich „walczących o dobro narodowe” najważniejsze było i jest koryto, żeby się do niego dostać i trwać przy nim nieustannie, przez wszystkie pokolenia i jeszcze z tego tytułu otrzymać wysoką emeryturę, a nie opłaconą składkami w wysokości pokrywającej jej koszty, aż do osiągnięcia średniej życia (mundurowi i inni, którzy nie płacą składek w ogóle, a także grupy zawodowe mające znaczące przywileje!).
    _____________
    IPN, urząd prezydenta i wszystkie zbędne instytucje oraz rady nadzorcze do natychmiastowej likwidacji, a liczebność sejmu i senatu zredukować czterokrotnie.
    _____________
    Demokracja, to wybór w okręgach jednomandatowych do samorządów, sejmu i senatu.
    _____________
    Najwredniejsze istoty, jakie kiedykolwiek zamieszkiwały Ziemię, to ludzie.

    Odpowiedz
  • filologini(2008-09-18 09:35) Zgłoś naruszenie 00

    Aniu, zastanów się zanim sformułujesz wypowiedź. Właśnie jestem po wykonanej przeze mnie analizie wyników ubiegłorocznych matur = 5 godzin pracy w domu, na własnym komputerze, internecie i drukarce. Matura rozszerzona - średnia w podkarpackim-71%, w mojej szkole-73%, w mojej grupie 78%. Ale te dzieci ze mną współpracowały, chciały się uczyc i były zdolne. Mogłabym ci, Aniu tłumaczyć, ale ciebie to najprawdopodobniej nie intersuje na czym polega praca nauczyciela i ile godzin w tygodniu pracuje. W ubiegłym roku podliczyłam sobie i wyszło mi ponad 50 godz. tyg. czarno na białym. Moja dyrekcja posiada sprawozdanie, które piszemy 2 razy w roku rozliczając się z czasu pracy. Proszę nie powtarzac głupot i mitów o pracy nauczyciela. A angliści będą ze szkół odchodzić i takie różne Anie będą dopiero wtedy musiały zapłacić za prywatną naukę angielskiego. Są jeszcze w szkołach zapaleńcy, którzy pracują za darmo, ale ponieważ społeczeństwo na nich pluje i ich nie szanuje, niedługo i oni zmądrzeją

    Odpowiedz
  • Tadeo(2008-09-18 09:23) Zgłoś naruszenie 00

    Beato,rodzice dzieci są też pracownikami różnych zawodów.Obsługującymi nas,nauczycieli,leczącymi nas.I mamy dio wielu zastrzeżenia.Może załóżmy foro,gdzie będziemy piętnować rodziców-lekarzy,prawników,motorniczyc h,sprzedawców itd.?Odmawiać im prawa do podwyżek,bo na nie nie zasłużyli robiąc kiepsko coś w obsłudze nas.

    Odpowiedz
  • nienauczyciel(2008-09-18 09:20) Zgłoś naruszenie 00

    To widać, jaka była Twoja praca, skoro tak piszesz.
    Nie masz za grosz pojęcia. Nie zabieraj więc głosu.
    Nauczyciele zasługują na odpowiednie wynagrodzenie!

    Odpowiedz
  • Beata(2008-09-18 08:47) Zgłoś naruszenie 00

    Nie wierzę, że nauczyciele będą lepiej pracować, gdy otrzymają podwyżki. Poza tym zarobki nauczycieli nie są takie katastrofalne jak przedstawiają sami zainteresowani ( oprócz młodych nauczycieli,których jest około 20 %). Myślę, że to nie społeczeństwo ma zobaczyć jak wygląda praca w szkole, ale nauczyciele niech się przekonają, jak wygląda praca poza szkołą ( bez przywilejów Karty Nauczyciela). Przejrzyjcie Drodzy Nauczyciele wreszcie na oczy i weźcie się do porządnej pracy. Ja też pracowałam w szkole i to nie jednej...

    Odpowiedz
  • E-tam rozmieniacie się --zabierajcie już dwulatki(2008-09-18 07:33) Zgłoś naruszenie 00

    do szkoły.

    Odpowiedz
  • Andrzej(2008-09-18 07:26) Zgłoś naruszenie 00

    Ale za to straż marszałkowska w sejmie po 15 latach to już na emeryture idzie strasznie się biedaczyska tam muszą namęczyć

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane