Nowelizacja ustawy o OFE z 26 czerwca przewiduje, że maksymalna wysokość opłaty pobieranej przez te fundusze od kwot wpłacanych przez ubezpieczonych na przyszłe emerytury od 2010 r. będzie zmniejszona do 3,5 proc. Stanowi także, że największe fundusze, których aktywa przekroczą 45 mld zł, nie będą miały prawa do pobierania procentowej opłaty za zarządzanie pieniędzmi swoich nowych członków. Pozostanie im tylko opłata stała w wysokości 15,5 mln zł miesięcznie.

"Takie rozwiązanie zniechęca do przyjmowania kolejnych osób do funduszu. Co istotne, dotknie to największe podmioty, bo małe, o aktywach mniejszych niż 45 mld zł, nadal będą mogły pobierać procentową opłatę za zarządzanie" - powiedział w środę PAP Mordasewicz.

Podkreślił, że nie mogąc pobierać procentowej opłaty, duże fundusze "nadal będą musiały ponosić koszty związane z przyjmowaniem nowych członków, np. na administrowanie ich oszczędnościami czy na zwiększanie rezerwy w funduszu gwarancyjnym. Będą też nadal musiały płacić kary za niewypracowanie dla swoich członków odpowiedniej stopy zwrotu".

"OFE są normalnymi firmami pełniącymi funkcję publiczną"

Ekspert Lewiatana porównał OFE do prywatnych uczelni, którym nagle ustawodawca odebrałby prawo do pobierania czesnego od nowych studentów, jeżeli już ma ich np. 1000. "Tego nikt sobie nie wyobraża, a przecież OFE, tak samo jak prywatne uczelnie, są normalnymi firmami pełniącymi funkcję publiczną" - zaznaczył.

"Liczymy na to, że Trybunał podzieli naszą opinię i nakaże parlamentowi zmienić przepisy ustawy. Wniosek do Trybunału złożymy w najbliższym czasie. Teraz przeglądają go jeszcze prawnicy" - poinformował PAP Mordasewicz.