Wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak zaproponował publicznie, aby pracujący emeryci nie opłacali składki emerytalnej. Ma to zdaniem wicepremiera zachęcać pracodawców do zatrudniania osób w starszym wieku.

A przecież emerytura w nowym systemie ma pochodzić wyłącznie ze składek. Te po połowie opłacają pracownik i pracodawca. Jeśli więc zwolni się z jej opłacania jednych i drugich, to osoby pracujące będą miały niższe świadczenia. Po prostu na ich konta emerytalne wpłynie mniej pieniędzy. Wicepremier mówi - ale zarobią więcej netto. Nic z tego. Pracodawcy tak skalkulują ich płace brutto, aby mimo zwolnienia z opłacania składek zapłacić im tyle samo.

Co więcej takie rozwiązanie grozi tzw. efektem substytucji. Firmy, dla których tacy pracownicy będą zdecydowanie tańsi (składka emerytalna wynosi 19,52 proc. pensji) mogą pozbywać się osób bez ulgi, aby przyjmować te z prawem do niej.

Może też być też niezgodne z Konstytucją. Pracownik może powiedzieć, że – zgodnie z zasadą równości - pracując, chce mieć prawo do składki emerytalnej opłacanej przez pracodawcę (to jego zysk), aby mieć wyższą emeryturę.

A teraz podpowiedź dla pana Waldemara Pawlaka. Jeśli chce zachęcić firmy do zatrudniania emerytów jak również ich samych do pracy może zaproponować zwolnienie ich z obowiązku opłacania składki rentowej. Wynosi 6 proc., więc niższe ryzyko efektu substytucji. Co więcej obecnie osoby te opłacając tę składkę, nic z tego nie mają. Będąc emerytami, nie staną się już rencistami, o czym pisaliśmy w GP, wskazując, że może to być niezgodne z konstytucją.

Wprowadzając to rozwiązanie można jeszcze rozważyć, że w zamian za zwolnienie ze składki rentowej podnosi się dla tych osób o 6 ptk proc. składkę emerytalną. To neutralne dla finansów ZUS, ale dzięki temu - osoby takie opłacając dokładnie takie same składki jak dotychczas, ale nie opłacając nadaremnie składki rentowej oraz kosztując tyle samo pracodawców - będą mieć w przyszłości wyższe emerytury. Pomysł prosty, sprawiedliwy i przejrzysty.