Na najbliższym posiedzeniu komisji trójstronnej, 10 września, sekretarz stanu w kancelarii premiera Michał Boni ma złożyć wniosek partnerów społecznych o wspólną ocenę rzetelności dialogu społecznego w Polsce.

Jak powiedział Boni w piątek na konferencji prasowej w Warszawie, zrobi to, ponieważ w trakcie piątkowej manifestacji NSZZ Solidarność w stolicy usłyszał, "że nie ma rzetelnego dialogu".

Dodał, że chce, aby zweryfikowały tę tezę wspólnie strona rządowa, związki zawodowe i organizacje pracodawców.

"Jeśli są słabości, to spróbujmy je naprawić. Chciałbym wiedzieć, jak z dialogiem społecznym jest naprawdę, ale właśnie w oparciu o rzetelną analizę" - powiedział Boni.

Reklama

Jak dodał, podczas piątkowej manifestacji delegacja Solidarności nie chciała zostać w kancelarii premiera, żeby porozmawiać z nim, jako przedstawicielem premiera, mimo że, jak tłumaczył, jest taki zwyczaj.

Pytany o to, dlaczego premier Donald Tusk osobiście nie przyjął manifestantów tylko zdecydował się na wyjazd do Redzikowa wyjaśnił, że premier wcześniej umawiał się na wyjazdowe spotkanie z prezydentem, więc i tak miało go nie być.

"Pan prezydent zaproponował spotkanie w Sopocie na temat Rady Europejskiej. Kiedy planowano to spotkanie, zostało również zaplanowane spotkanie w Słupsku i w Redzikowie, dotyczące różnych problemów, także społecznych, związanych z budową tarczy. To zostało przyjęte, a ponieważ już wcześniej przedstawiciele rządu odwoływali spotkania w Redzikowie, wydawało się, że byłoby nie fair odwołać to spotkanie" - tłumaczył Boni.

Jak dodał, właśnie z tego powodu, kiedy z inicjatywy prezydenta miejsce spotkania z premierem zostało przeniesione do Warszawy, postanowiono nie odwoływać spotkania w sprawie tarczy antyrakietowej. Sam Boni, jak zapewnił, kontaktował się z szefem Solidarności Januszem Śniadkiem i informował, że to on przyjmie demonstrantów w imieniu premiera.

Manifestacje są potrzebne, ale nie, jeśli są nastawione konfrontacyjnie

Zdaniem Boniego, manifestacje są potrzebne, ale nie, jeśli są nastawione konfrontacyjnie i tworzą atmosferę konfliktu. "Logika walki, nieustannej, już niekiedy nie za bardzo wiadomo o co, tylko nam utrudnia start do kolejnej fazy rozwoju. Tam, gdzie się możemy porozumieć, powinniśmy odłożyć wszelkie anse, emocje, ambicje i zacząć rozmawiać o ważnych dla przyszłości kraju sprawach. (...) Polska jest w dobrej kondycji, Polska nie stoi nad przepaścią, ale Polska musi sobie odpowiedzieć na pytanie o to, jak się będzie rozwijała dalej" - mówił Boni.

Odpowiedział też na zarzut manifestujących związkowców, że połowa pracowników w Polsce nie odczuła w swoich kieszeniach wzrostu gospodarczego, czyli nie dostała podwyżek pensji. "Rozmawiałem z pracownikami Głównego Urzędu Statystycznego, nie mogąc w to uwierzyć. To jest niemożliwe, bo jak się spojrzy na grupy pracownicze, to wedle danych i statystyki GUS, jedyną grupą zawodową, która w ostatnim czasie nie odnotowała wzrostu płacy jest kilkutysięczna grupa osób zatrudnionych przy montażu telewizorów" - powiedział minister.