Jednak klasa w mieście

Gdyby więcej rodziców zdecydowało się na posłanie dzieci do szkół, zmalałby koszt ich kształcenia ponoszony przez samorządy, zwłaszcza w małych gminach. Klasy liczące niewiele osób są dla nich droższe – muszą m.in. zatrudnić odpowiednią liczbę nauczycieli. Decyzja rodziców o wysłaniu sześciolatków do szkół pomogłoby też dyrektorom placówek oświatowych w tworzeniu osobnych klas dla sześciolatków, a osobnych dla siedmiolatków.

– Ze względu na niewielkie zainteresowanie wysyłaniem sześciolatków do szkół samorząd rozważa prowadzenie jednej klasy dla dzieci z całego miasta – mówi Witold Gołdyński, dyrektor Zespołu Edukacyjnego nr 1 w Zielonej Górze.

Na utworzenie klasy sześciolatków w jednej szkole w mieście może zdecydować się także samorząd w Bolesławcu.

– W połowie kwietnia nie było jeszcze odpowiedniej liczby dzieci, aby można było stworzyć klasę dla sześciolatków – wskazuje Jerzy Zarzycki, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 4 w Bolesławcu.

Jego zdaniem, małe zainteresowanie jest związane z opóźnieniem w uchwaleniu odpowiednich przepisów i negatywnej opinii o tym, że szkoły nie są przygotowane na kształcenie sześciolatków.

Trudny start

Eksperci i dyrektorzy szkół wskazują, że brak przepisów przejściowych nakładających na rodziców obowiązek posyłania choćby części sześciolatków do szkoły przed 2012 rokiem spowoduje, że za trzy lata do szkół trafią dzieci urodzone w 2006 i 2005 roku.

– Istnieje realne zagrożenie, że rocznik sześciolatków pójdzie do szkoły z ostatnim rocznikiem siedmiolatków – zauważa Joanna Berdzik.

Według niej największą szansę na rozwój i prawidłową edukację mają więc sześcioletnie dzieci, które w tym roku trafią do szkół, bo wszystko wskazuje, że będzie to grupa najmniej liczna. Jej zdaniem, takim uczniom łatwiej będzie dostać się do szkół ponadgimnazjalnych i na studia.

Joanna Berdzik podkreśla, że spiętrzenie dwóch roczników dzieci w I klasie w 2012 roku spowoduje, że gminy będą musiały zatrudnić dodatkowych nauczycieli, a później ich zwolnić.

Dodaje, że samorządy będą też miały problem z zapewnieniem dzieciom odpowiedniego miejsca w szkole. W efekcie mogą się one uczyć w zatłoczonych, liczących wiele dzieci klasach. Tego samego zdania jest Jerzy Zarzycki. Według niego, w tym roku jest już za późno, ale w przyszłym dyrektorzy szkół podstawowych powinni wyjść z szeroką kampanią informacyjną, aby uniknąć spiętrzenia za trzy lata.

738 tys. dzieci może trafić do I klas we wrześniu 2012 roku

354 tys. dzieci pójdzie do szkół w 2009 roku