W opinii Magdaleny Teleśnickiej-Płaskocińskiej z agencji EuroJob Polska Francja dlatego zdecydowała się na otwarcie od 1 lipca rynku pracy dla Polaków i obywateli z tzw. nowej Unii, ponieważ odczuwa duże zapotrzebowanie na pracowników. Przyczyną tego jest m.in. restrykcyjne prawo pracy, zgodnie z którym pracownicy nie mogą pracować w tygodniu dłużej niż 35 godzin.

- Każda godzina nadliczbowa jest skrupulatnie rozliczana - podkreśla Magdalena Teleśnicka-Płaskocińska.

Dodatek za pracę w nadgodzinach wynosi nie mniej niż 25 proc. stawki godzinowej pensji za pierwsze osiem nadgodzin, a za kolejne - 50 proc.

We Francji, podobnie jak w innych krajach europejskich, poszukiwani są wykwalifikowani pracownicy - zarówno menedżerowie, lekarze, jak i pracownicy budowlani. Do tych ostatnich skierowanych jest najwięcej ofert pracy.

- Jeszcze nie obserwujemy zmiany dotyczącej zainteresowania pracowników wyjazdami do Francji - mówi Bogdan Grabczyk, dyrektor w agencji Jobpilot Polska.

Podkreśla jednak, że dotychczas zainteresowanie pracą nad Sekwaną było dość duże. W jego przekonaniu można spodziewać się, że po 1 lipca więcej osób wyjedzie do pracy sezonowej, np. przy winobraniu. Nie będzie to jednak tak znacząca emigracja, jak w 2004 roku po otwarciu rynków pracy przez Szwecję, Wielką Brytanię czy Irlandię.

Jolanta Tkaczyk, doradca Eures z wojewódzkiego urzędu pracy w Lublinie, wskazuje, że dotychczas co roku wydawano kilkanaście tysięcy pozwoleń na pracę we Francji dla Polaków. Jednak ze względu na konieczność posiadania takiego zezwolenia wielu Polaków nie legalizowało swojej pracy. Bardzo możliwe, że zdecydują się na to po otwarciu francuskiego rynku pracy.

Dla Polaków wciąż pozostają zamknięte (maksymalnie do 30 kwietnia 2011 r.) rynki pracy w Austrii, Niemczech, Danii i Belgii.