Wczoraj odbyła się trzecia tura rozmów między rządem a związkami zawodowymi. Krystyna Szumilas, wiceminister edukacji, przedstawiła propozycje podwyższenia wynagrodzeń nauczycieli stażystów, czyli tych, którzy rozpoczynają pracę w szkole. Resort chce, aby ich średnie wynagrodzenie stanowiło większy procent kwoty bazowej określanej dla nauczycieli w ustawie budżetowej. Obecnie wynoszą 82 proc. jej wartości. Od pensji stażystów zależy też wynagrodzenie wszystkich pozostałych nauczycieli.

- Średnie wynagrodzenie nauczyciela kontraktowego wynosi 125 proc. średniego wynagrodzenia stażysty, mianowanego - 175 proc., a dyplomowanego - 225 proc. - tłumaczy Krystyna Szumilas.

Rząd argumentuje, że budżetu nie stać na podwyżki dla wszystkich pedagogów. Dlatego zaproponował, aby wynagrodzenia na pozostałych stopniach awansu stanowiły mniejszy niż obecnie procent pensji stażysty. Dzięki temu, że stażyści zyskaliby prawo, aby ich pensje wynosiły więcej niż 82 proc. kwoty bazowej oraz zmniejszeniu różnicy między ich pensjami a pozostałych nauczycieli rząd mógłby istotnie podnieść pensje najmłodszych nauczycieli. Nawet jeśli nie miałby zdecydowanie wyższych środków na podwyżki.

Związki nie chcą jednak zgodzić się tylko na znaczące podwyżki dla stażystów. Już tegoroczne podwyżki, w których nauczyciele stażyści i kontraktowi otrzymali 200 zł więcej, a dyplomowani i mianowani 185 zł uznali za niesprawiedliwe dla starszych stażem pedagogów. Krystyna Szumilas tłumaczy, że wynagrodzenia nauczycieli o najwyższym stopniu awansu nie odbiegają bardzo od średniej unijnej, ale stażystów i kontraktowych są bardzo niskie.

Stefan Kubowicz, przewodniczący Sekcji Oświaty NSZZ Solidarność, dodaje, że samorządy często nie respektują Karty Nauczyciela i pedagodzy, zwłaszcza stażyści, rzadko otrzymują średnie wynagrodzenie tam zagwarantowane. Zwykle zarabiają miesięcznie 1418 zł brutto, czyli minimalną płacę określoną przez ministra edukacji. A powinni zarabiać 1701 zł.