- W aktach osobowych moich klientów nie ma żadnego dokumentu, który by im zezwalał na dokonywanie czynności operacyjnych na rzecz SB. Telefonistka musiała wiedzieć, jak podpiąć kabel, aby uzyskać połączenie z abonentem. I taka osoba ma być teraz traktowana jak funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa - mówi Justyna Sobek, adwokat reprezentująca przed sądami milicjantów z pionu łączności.
Wydawałoby się, że zmiany w prawie oraz orzecznictwo sądowe powinny wreszcie rozstrzygnąć wątpliwości prawne w sprawach związanych z działalnością w organach bezpieczeństwa państwa PRL. Tymczasem jest odwrotnie, co pokazuje niedawne pytanie prawne rzecznika praw obywatelskich do Sądu Najwyższego w sprawie milicjantów pracujących w pionie łączności w latach 1984–1990. Skąd wątpliwości w ich przypadku?
One pojawiły się już przy okazji pierwszej ustawy dezubekizacyjnej z 2009 r., kiedy Instytut Pamięci Narodowej (IPN) zażądał od komend wojewódzkich przekazania akt osobowych funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej (MO) zatrudnionych na etatach w wydziałach łączności. W zasobach IPN znaleziono bowiem decyzję, zgodnie z którą wydziały te miały zostać w tamtym czasie podporządkowane nadzorowi zastępcy szefa wojewódzkich urzędów spraw wewnętrznych (WUSW) ds. Służby Bezpieczeństwa (SB). Były one jednostkami terenowymi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w których funkcjonowały służby MO i SB.