Wobec pierwszych regulacji mających złagodzić skutki epidemii koronawirusa od samego początku pojawiało się wiele wątpliwości interpretacyjnych. Część z nich starał się na bieżąco rozwiązywać ZUS, który jest odpowiedzialny za największą część pomocy z tarczy antykryzysowej. Są jednak osoby, którym nie spodobały się jego decyzje i zdecydowały się na odwołania do sądów. Z dobrym dla siebie skutkiem.

Opieszała firma, nieugięty ZUS

Przykładem takiego korzystnego dla skarżącego rozwiązania jest wyrok Sądu Okręgowego w Rzeszowie z 9 września 2020 r. (sygn. akt IV U 856/20). Sprawa dotyczyła kobiety, która była zatrudniona na umowie zlecenia. W kwietniu zwróciła się do zleceniodawcy, żeby wystąpił w jej imieniu o postojowe.

Przypomnijmy, że świadczenie to jest jednym z narzędzi wsparcia przedsiębiorców i pracujących na umowach cywilnoprawnych w czasie epidemii. Aby je otrzymać, trzeba spełnić przesłanki z ustawy z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (t.j. Dz.U. 2020 r. poz. 374 ze zm.). I tak, zleceniobiorca może ubiegać się o postojowe, jeżeli jego przychód w miesiącu poprzedzającym złożenie wniosku nie przekraczał limitu określonego w art. 15zq ust. 5 pkt 2 wspomnianej ustawy. Dla wniosków składanych w kwietniu i maju wynosił on 15 595,74 zł. Kolejnym warunkiem otrzymania świadczenia jest zawarcie umowy przed 1 kwietnia 2020 r. oraz niepodleganie ubezpieczeniom społecznym z innego tytułu.

Problem w tym, że w opisywanym przypadku firma wniosek w imieniu zleceniobiorcy złożyła dopiero pod koniec lipca. Tłumaczyła, że powodem była duża liczba podań, które do niej wpłynęły w tej sprawie. W tym czasie kobieta była już jednak zatrudniona w innym przedsiębiorstwie na umowę o pracę.

ZUS decyzją z 22 lipca odmówił jej więc prawa do postojowego. W uzasadnieniu wskazał, że nie spełniła ona warunków do uzyskania tego świadczenia, bo nie został spełniony warunek niepodlegania ubezpieczeniom społecznym z innego tytułu (art. 15zq ust. 5 pkt 3 ustawy).

Kobieta odwołała się do sądu. Argumentowała, że przekazanie przez płatnika wniosku zleceniobiorcy do ZUS to tylko czynność techniczna, a zatem jej data pozostaje bez prawnego znaczenia.

W odpowiedzi na odwołanie kobiety ZUS wniósł o jego oddalenie w całości, podtrzymując dotychczas prezentowaną argumentację. W ocenie organu rentowego istotne i przesądzające jest, kiedy wniosek o świadczenie postojowe złożył płatnik, a nie zleceniobiorca. ZUS zwrócił jednocześnie uwagę, że ocena przesłanki przychodu oraz kwestia spełnienia przesłanki braku podlegania ubezpieczeniom społecznym z innego tytułu następuje w odniesieniu do miesiąca poprzedzającego złożenie wniosku. Wnioskodawczyni nie spełnia warunku z art. 15zq ust. 5 pkt 3 ustawy, bo od 1 lipca 2020 r. podlega ubezpieczeniom społecznym jako pracownik.

Zleceniobiorca nie odpowiada za szefa

Sąd Okręgowy w Rzeszowie uznał jednak, że odwołanie kobiety podlegało uwzględnieniu. W uzasadnieniu przypomniał, że w czasie epidemii obowiązujące do tej pory rozwiązania legislacyjne okazały się niewystarczające, aby uchronić określone grupy podmiotów przed utratą środków finansowych na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych. Dlatego też przygotowane zostały regulacje szczególne. Zdaniem sądu wobec nich konieczne jest zastosowanie wykładni celowościowej. SO w Rzeszowie tak też zrobił przy ocenie prawidłowości zaskarżonej decyzji.

Zgodnie z art. 15zq ust. 2 w przypadku osoby wykonującej umowę cywilnoprawną wniosek (wraz z oświadczeniem o niepodleganiu ubezpieczeniom społecznym z innego tytułu) składany jest co do zasady za pośrednictwem zleceniodawcy. Oznacza to, że jego autorem jest zleceniobiorca, który inicjuje jego złożenie, a płatnik jedynie go przekazuje. Czynność tego ostatniego w ocenie sądu powinna być zatem postrzegana jako techniczna. Dla oceny przesłanek nabycia prawa do spornego świadczenia miarodajna powinna być więc data, w której dana osoba zwróciła się do zleceniodawcy z wnioskiem.

Tym samym za datę złożenia wniosku, a w konsekwencji oceny przesłanek nabycia prawa do świadczenia postojowego, należy uznać moment jego przedstawienia przez zleceniobiorcę. Skierowanie przez płatnika dokumentów do organu rentowego z opóźnieniem nie może wywoływać negatywnych konsekwencji dla rzeczywistego beneficjenta. Z chwilą ich złożenia nie ma on bowiem wpływu na ich dalsze procedowanie. Mając na względzie powyższe, sąd zmienił zaskarżoną decyzję.

Brak przychodu gorszy niż jego spadek

To zresztą nie pierwsze orzeczenie na korzyść beneficjentów pomocy z tarczy. Wcześniej Sąd Okręgowy w Olsztynie (wyrok z 2 września 2020 r. sygn. akt IV U 1195/20) przyznał prawo do świadczenia postojowego instruktorce fitness (będącej przedsiębiorcą), której ZUS odmówił jego wypłaty. Powód? Jej przychody w następujących po sobie miesiącach wynosiły 0 zł.

Przypomnijmy, że o postojowe mogą się ubiegać przedsiębiorcy (którzy nie zawiesili działalności), jeśli ich przychody spadły o co najmniej 15 proc. w miesiącu poprzedzającym miesiąc, w którym składany jest wniosek. A co w sytuacji, gdy zarówno w miesiącu, za który ubiegamy się o postojowe, jak i w miesiącu poprzednim przychody były zerowe (tak właśnie było w przypadku instruktorki)? Interpretacje zarówno organu rentowego, jak i ówczesnego Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (obecnie Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej), były jasne – w takim przypadku świadczenie nie przysługuje ze względu na brak wymaganego spadku przychodów (pisaliśmy o tym DGP z 17 czerwca 2020 r. nr 116 „Nie ma spadku przychodu? Nie będzie postojowego”).

Sąd w Olsztynie uznał jednak inaczej. W uzasadnieniu zaznaczył, że mając na uwadze fakt, iż podstawową regułą obowiązującą w demokratycznym państwie prawnym jest koncepcja racjonalnego ustawodawcy, należy uznać, iż właściwą formą wykładni prawa w niniejszym wypadku będzie wykładnia funkcjonalna. W ocenie SO jednoznacznym zamiarem ustawodawcy w ramach przedstawionego powyżej sporu prawnego było przyznanie pomocy finansowej dla działających w branżach najbardziej poszkodowanych na skutek epidemii koronawirusa.

opinia

Ważny jest cel przepisów

Paweł Matyja adwokat

Paweł Matyja adwokat

Paweł Matyja adwokat

źródło: DGP

Uważam, że wykładnia proobywatelska jest jedyną słuszną w przypadku tarczy antykryzysowej. Przepisy te były tworzone dla osób, które na skutek epidemii znalazły się w trudnej sytuacji finansowej. Trudno interpretować je na niekorzyść tych, którym w istocie miały pomóc. Po co?

Czy Sąd Okręgowy w Rzeszowie nagiął przepisy, stosując wykładnię celowościową? Nie. Wyrok jest odważny, ale to dobrze. Obywatelom potrzeba nie tylko dobrego prawa, ale również odważnych sądów. Tym bardziej gdy przychodzi im rozstrzygać w trudnych czasach, dodatkowo na podstawie przepisów dalekich od ideału, przepisów stwarzających pole do różnorodnych interpretacji, a tym samym nadużyć. O niedoskonałości tarczy może świadczyć liczba nowelizacji i obecna w przestrzeni publicznej krytyka niektórych rozwiązań wyrażana przez przedsiębiorców.

Odwołując się do wykładni celowościowej, która ma de facto charakter pomocniczy, sam sąd niejako potwierdził, iż wykładnia językowa nie jest wystarczająca do odkodowania intencji prawodawcy, i uznał, że w polu widzenia należy mieć cel danej regulacji. Uważam, iż w każdym procesie wykładni koniecznym elementem powinno być poszukiwanie celu, co niestety nie dla wszystkich jest oczywiste. Dlatego rozstrzygnięcie rzeszowskiego sądu uważam za trafne.