Podział resortu rodziny, pracy i polityki społecznej na razie jest wielką niewiadomą. Nie jest jasne, jakie dokładanie zadania przejmie zmodyfikowane Ministerstwo Rozwoju pod kierownictwem Jarosława Gowina. Z nieoficjalnych informacji DGP wynika, że rozmowy w tej sprawie wciąż trwają. Najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym zagadnienia związane z prawem i rynkiem pracy przejmie MR, a ubezpieczenia społeczne pozostaną w okrojonym resorcie rodziny i polityki społecznej. W tle toczy się jednak rywalizacja o to, kto będzie zarządzał miliardami złotych z funduszy (m.in. ubezpieczeń społecznych oraz pracy), proponował i negocjował podwyżki płacy minimalnej oraz dla sfery budżetowej, decydował o zmianach w kodeksie pracy, oskładkowaniu lub o sposobach walki z bezrobociem.

Superresort?

Na razie jedyną oficjalną informacją jest przejęcie przez MR działu „praca”. Zgodnie z ustawą z 4 września 1997 r. o działach administracji rządowej (tj. Dz.U. z 2020 r. poz. 1220) Jarosław Gowin ma zatem przejąć sprawy związane m.in. z zatrudnieniem i przeciwdziałaniem bezrobociu, stosunkiem pracy, wynagrodzeniami i świadczeniami pracowniczymi, związkami zawodowymi i organizacjami pracodawców. Zakres ten nie obejmuje ubezpieczeń społecznych, więc pozostałyby one nadal w gestii Marleny Maląg, minister rodziny. Ale rekonstrukcja rządu przewiduje też inne znaczące zmiany w strukturze rządu, co będzie wymagało nowelizacji wspomnianej ustawy. Przy okazji można będzie więc też zmodyfikować działy praca lub zabezpieczenie społeczne (który obejmuje kwestie związane z oskładkowaniem). I wiele wskazuje na to, że tak się stanie.

Jak dowiedział się DGP, pewne jest przeniesienie do MR departamentu rynku pracy, czyli m.in. spraw związanych z przeciwdziałaniem bezrobociu (w związku z tym przejmie ono też zarządzanie Funduszem Pracy i Funduszem Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych). Do resortu rozwoju trafi też zapewne departament prawa pracy, czyli będzie on nadzorować wszystkie zmiany w kodeksie pracy. W gestii Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej poza szeroko rozumianą pomocą społeczną i świadczeniami dla rodzin pozostałyby jeszcze wszystkie zagadnienia związane z ubezpieczeniami społecznymi (w tym nadzór nad ZUS). Dla tego resortu to kwestia pierwszorzędna, bo gdyby jednak Jarosław Gowin przejął sprawy związane ze składkami, to MRiPS w praktyce stałby się Ministerstwem ds. Świadczeń Socjalnych, pozbawionym realnego wpływu na politykę rządu w najważniejszych sprawach ekonomiczno-społecznych.

Taki podział budzi jednak wątpliwości. Rekonstrukcja rządu miała zapewnić efekt synergii w rządzie. Konkretne zagadnienia ma nadzorować jeden ośrodek, co ułatwi podejmowanie sprawnych decyzji. Trudno spodziewać się tego efektu, jeśli kwestie związane z umowami o pracę ma prowadzić Ministerstwo Rozwoju, a z ich oskładkowaniem – resort rodziny i polityki społecznej. Na dodatek nie można zapominać, że już wcześniej to pierwsze w głęboki sposób ingerowało w kompetencje tego drugiego. To przecież MR np. wdrożyło mały ZUS plus. Teraz, przy okazji rekonstrukcji może chcieć przejąć więcej spraw z tego zakresu, uzasadniając to właśnie koniecznością synergii. Na dodatek gdyby Jarosław Gowin przejął same zagadnienia związane z prawem i rynkiem pracy (bez kwestii oskładkowania), to w praktyce wziąłby współodpowiedzialność jedynie za najtrudniejsze – w czasie kryzysu – zagadnienia, czyli m.in. rosnące bezrobocie, złe warunki zatrudnienia w sferze budżetowej, tlące się spory pracownicze w różnych branżach (np. w górnictwie). To może motywować go do innego ukształtowania podziału zadań.

Kością niezgody na pewno będą też kwestie związane z dialogiem społecznym. Z ustaleń DGP wynika, że Ministerstwo Rodziny walczy o pozostawienie tych zagadnień w okrojonym resorcie. To ono byłoby więc odpowiedzialne za prowadzenie konsultacji i rozmów ze związkami zawodowymi i organizacjami pracodawców (w grę wchodzi też fotel przewodniczącego Rady Dialogu Społecznego dla Marleny Maląg, bo w tym miesiącu rząd przejmuje rotacyjne przewodnictwo w RDS). Trudno jednak wyobrazić sobie, że nadzór nad dialogiem nie będzie przypadał resortowi, który ma być odpowiedzialny np. za zmiany w prawie pracy, ustalanie płacy minimalnej i podwyżek w sferze budżetowej. Byłoby to nieracjonalne.

Wrzenie w tle

W całej układance nie można pomijać głosu trzeciej strony – związków zawodowych i organizacji pracodawców. Chodzi przecież o zarządzanie sferą zatrudnienia i obciążania go daninami publicznymi.

Decyzję o przekazaniu zagadnień związanych z pracą do resortu Jarosława Gowina ostro skrytykował Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”, która dotychczas jednoznacznie wspierała obecny obóz władzy. Podkreślił, że PiS wygrał wybory w 2015 r. i 2019 r. dzięki postulatom pracowniczym, a Jarosław Gowin jest „skrajnym liberałem”, działał w PO i przyczynił się – jego zdaniem – do m.in. podwyższenia wieku emerytalnego. – Mówiąc po związkowemu: to jakby napluto w twarz. PiS to zrobiło Solidarności. Jeśli chce zmierzać w tym kierunku i chce otwartego konfliktu ze związkiem zawodowym „Solidarność”, to zrobił ku temu wielki krok – wskazał.

Pracodawcy przedstawiają na razie bardziej stonowane stanowisko.

– Podstawą bogactwa narodu jest praca. Powiązanie tej ostatniej z polityką rozwoju ma sens. A w Polsce praca wciąż łączona jest z zagadnieniami socjalnymi, co jest pozostałością jeszcze po poprzednim ustroju. Regulacje dotyczące tej sfery mają zabezpieczać zatrudnionych oraz umożliwiać rozwój gospodarczy. To jest ich rola i w takim duchu powinniśmy zmieniać społeczne pojęcia – podsumowuje Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. ©℗