Pierwsze czytanie jej projektu zaplanowano na rozpoczynającym się dziś posiedzeniu Sejmu.

Z uzasadnienia wynika, iż regulacja ma implementować przepisy unijne. Bowiem rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1155 zmienione zostało rozporządzenie nr 810/2009, stanowiące unijny kodeks wizowy. Znacząca część zaproponowanych przepisów ma na celu dostosowanie polskich regulacji do standardów Visa Waiver, czyli amerykańskiego programu ruchu bezwizowego.

American Dream to american standards

Podstawową zmianą jest wprowadzenie kategorii urzędnika imigracyjnego. Będzie to każdy urzędnik, pracownik czy funkcjonariusz Urzędu do Spraw Cudzoziemców, urzędów wojewódzkich, straży granicznej czy też MSWiA, jeżeli tylko w zakres jego obowiązków wchodzić będzie dokonywanie czynności merytorycznych w sprawach wizowych. Osoba taka musi być niekarana – zarówno za przestępstwo umyślne, jak i umyślne przestępstwo skarbowe.

Zaproponowana regulacja jest oceniana pozytywnie. – Wymagania stawiane osobom ubiegającym się o stanowiska urzędnika imigracyjnego w USA są duże. Zakładają, poza określonym wykształceniem, doświadczeniem w pracy rządowej i zaliczeniem specjalnego egzaminu, nie tylko niekaralność w rozumieniu zaproponowanego w Polsce rozwiązania, ale nawet tzw. clean driving record – wskazuje Jarosław Kurpiejewski, partner w KBiW sp. k. oraz senior associate w kancelarii imigracyjnej w Nowym Jorku. Jak dodaje, z tego względu nie dziwi dążenie innych członków programu do podobnych standardów.

Wtóruje mu Dawid Sei fert, prezes zarządu Ogólnopolskiego Konwentu Agencji Pracy. Jego zdaniem, biorąc pod uwagę, że urzędnicy zajmujący się tymi sprawami otrzymują relatywnie niskie wynagrodzenie, przekłada się to na fluktuację tych kadr, a to z kolei wpływa negatywnie na czas trwania postępowań administracyjnych. – Wprowadzenie wymogu niekaralności może wpłynąć pozytywnie na zwiększenie prestiżu zajmowanego stanowiska oraz równe traktowanie wszystkich osób ubiegających się o wizy – ocenia.

Ubezpieczenie medyczne do poprawki

Projekt zmienia również wymogi dotyczące ubezpieczeń medycznych dla cudzoziemców planujących udać się do Polski. Zgodnie z zaproponowanymi rozwiązaniami polisa będzie musiała pochodzić od firmy działającej na rynku unijnym bądź poza nim, ale publikującej wyniki audytu przeprowadzanego przez międzynarodowy, certyfikowany podmiot. Sam ubezpieczyciel będzie musiał również zapewniać całodobową usługę centrum alarmowego. MSWiA ma publikować na swojej stronie internetowej dane ubezpieczycieli i oferowanych przez nich produktów, spełniających ustawowe kryteria. Zgodnie z założeniami twórców projektu rozwiązania te mają zaradzić sytuacjom, w których istnieje problem ze skontaktowaniem się z ubezpieczycielem cudzoziemca oraz odzyskaniem od niego kwoty opłaconych świadczeń medycznych.

Dodatkowo osoba ubiegająca się o wizę będzie musiała przedstawić ubezpieczenie podróżne na cały okres swojego pobytu. Dotychczas było to konieczne tylko do okresu nabycia ubezpieczenia zdrowotnego z NFZ. Jednakże, jak wskazuje resort, często na etapie składania wniosku nie można określić, z jaką datą cudzoziemiec nabędzie uprawnienia do świadczeń.

– Niestety taka zmiana może wpłynąć na pogorszenie konkurencyjności polskiego rynku pracy dla cudzoziemców, który już w tej chwili przegrywa z krajami takimi jak Niemcy, ale również Słowacja czy Węgry – wskazuje Aneta Sobczak, dyrektor zarządzająca firmy Justay, zajmującej się legalizacją pobytu cudzoziemców. Jej wątpliwości budzi również możliwość kontrolowania dodatkowego ubezpieczenia już podczas pobytu. – O ile wdrożenie takiego prawa ma słuszne podstawy, jeżeli chodzi o osoby nieposiadające ubezpieczenia w ZUS, o tyle społecznie niesprawiedliwe jest, aby obcokrajowcy zatrudnieni w Polsce musieli płacić za ubezpieczenie podwójnie. Jest bowiem mało prawdopodobne, aby na czas trwania polisy byli zwolnieni z opłacania składki zdrowotnej – podkreśla.

Walka o terminy

Największe kontrowersje na etapie konsultacji społecznych budziły rozwiązania dotyczące czasu trwania procedury o wydanie wizy. Wprowadzono bowiem możliwość przedłużenia terminu ze standardowych 15 na 60 dni oraz zniesiono termin na wydanie decyzji w zakresie tzw. wizy repatriacyjnej.

Dawid Seifert już na etapie uzgodnień wyrażał wątpliwości co do braku sprecyzowania sytuacji, w której można odstąpić od standardowego 15-dniowego terminu. – W praktyce może to oznaczać, że podstawowy, 15-dniowy termin nie będzie zasadą, a wyjątkiem – argumentował.

Uwagi uwzględniono. Zgodnie w aktualną wersją projektu organ może skorzystać z prolongaty wyłącznie w sytuacji, w której konsul zwraca się do Urzędu do Spraw Cudzoziemców w celu zasięgnięcia informacji, czy osoba wnioskująca o wizę nie stanowi zagrożenia, m.in. dla porządku publicznego, bezpieczeństwa wewnętrznego czy zdrowia publicznego.

Jednakże, pomimo licznych zastrzeżeń, resort nie uwzględnił postulatu o przywrócenie maksymalnego terminu na załatwienie sprawy wizy repatriacyjnej. Wskazał, że procedura jest zbyt skomplikowana, by możliwe było zamknięcie jej w ustawowym terminie.

– Brak określenia tego terminu otwiera drogę do nieuzasadnionej przewlekłości postępowania i podważa zaufanie stron uprawnionych do repatriacji – ocenia Henryk Nakonieczny, członek prezydium NSZZ „Solidarność”.

Zastrzeżenia do tego rozwiązania ma również Aleksandra Zakrzewska z KBiW sp. k., zajmująca się procedurą legalizacji pobytu cudzoziemców. – Odstąpienie od określenia terminu bez wątpienia dąży do naruszenia pewności oraz stabilności obrotu prawnego. Projektowana zmiana może bowiem stwarzać widmo „pułapki prawnej” w postaci kilkuletniego postępowania – argumentuje. Jej zdaniem specyfika samego postępowania nie uzasadnia takich rozwiązań.

Etap legislacyjny

Projekt ustawy przed pierwszym czytaniem