Asystenci rodziny mają otrzymać specjalne finansowe wsparcie za wykonywanie swoich obowiązków w czasie COVID-19. Takie informacje płyną z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS), które zapowiada skierowany do nich program. Na razie nie wiadomo, jakie będą reguły przyznawania dodatku, ale sama jego zapowiedź wzbudziła duże poruszenie wśród innych zawodów pomocowych, które czują się przez resort rodziny pominięte. Samorządy obawiają się jednak, że z uwagi na nowy program nie będzie kontynuowany ten, który pozwalał im uzyskać budżetowe pieniądze na zatrudnienie asystentów.

Nieznane kryteria

Podstawowym zadaniem asystentów rodziny jest obejmowanie pomocą rodzin niewydolnych wychowawczo, zagrożonych tym, że ich dziecko trafi do pieczy zastępczej, oraz takich, w których już do tego doszło. Jak wskazywała Barbara Socha, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, asystenci w okresie epidemii koronawirusa wykonywali swoje obowiązki z dużym zaangażowaniem. Dlatego aby docenić ich wysiłki, został przygotowany program, który przewiduje wypłatę jednorazowych dodatków do pensji w wysokości 1700 zł, proporcjonalnie do wymiaru etatu. Na ten cel ma być przeznaczonych 5,3 mln zł.

– Z jednej strony asystenci są zadowoleni, że ministerstwo dostrzegło ich pracę na rzecz rodzin, jednak z drugiej wciąż uważają, że konieczne są działania długofalowe, i domagają się realizacji zgłaszanych od kilku lat postulatów objęcia ich podobnymi uprawnieniami jak pracowników socjalnych, w tym stałym dodatkiem za pracę w terenie oraz dodatkowym urlopem – mówi dr Izabela Krasiejko, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Rodziny.

Co istotne, do tej pory resort nie przedstawił, jak będą wyglądać zasady przyznawania dodatku, czy będzie to kwota brutto czy netto, kiedy nastąpi jego wypłata oraz jakie będą kryteria związane z wykonywaniem pracy w czasie epidemii, które mają kwalifikować do uzyskania dodatku.

– Niektórzy asystenci korzystali w tym czasie z urlopów wypoczynkowych i zasiłku opiekuńczego, aby zajmować się swoimi dziećmi. Teraz zastanawiają się, czy to nie pozbawi ich prawa do dodatku – wskazuje Izabela Krasiejko.

Na razie wiadomo jedynie, że dodatki uzyska ok. 3,4 tys. asystentów, co biorąc pod uwagę to, że w całej Polsce jest ich ponad 4 tys., oznacza, że część z nich nie zostanie objęta nowym programem. Poza tym wśród asystentów są też osoby, które nie są zatrudnione na etacie, tylko na umowach cywilnoprawnych i na razie nie wiadomo, czy otrzymają dodatek.

Wsparcie dla wybranych

Dzięki nowemu programowi asystenci rodziny będą drugą grupą zawodów pomocowych, która otrzyma gratyfikację finansową związaną z wykonywaniem pracy w warunkach epidemii. Pierwszą są pracownicy domów pomocy społecznej (DPS), którzy mają otrzymywać 1450 zł dodatku do pensji przez trzy miesiące (z projektów finansowanych ze środków UE). Nic więc dziwnego, że po takich zapowiedziach pojawiły się głosy innych pracowników, którzy uważają, że im również należy się taka forma docenienia. Wśród nich są m.in. osoby zatrudnione w domach dziecka.

– Oczywiście nie chcemy się licytować, kto pracował ciężej i bardziej zasługuje na dodatek do pensji. Niemniej pracownicy placówek są bardzo rozgoryczeni tym, że resort o nich zupełnie zapomniał – wskazuje Marcin Lewandowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych.

Dodaje, że zatrudnieni w domach dziecka – choć mogli – w większości przypadków nie korzystali z zasiłków opiekuńczych na własne dzieci. Zamiast tego przychodzili do pracy, a nie mogli jej przecież wykonywać zdalnie, jak robili to asystenci rodziny i pracownicy socjalni, którzy z uwagi na wprowadzone obostrzenia ograniczali wyjścia w teren i utrzymywali kontakt z podopiecznymi telefonicznie lub e-mailowo. Pracownicy placówek musieli też zająć się organizacją nauki zdalnej dla wychowanków oraz dziećmi wracającymi z młodzieżowych ośrodków socjoterapii, które zamknęły się z powodu COVID-19.

Podobne sygnały świadczące o rozczarowaniu dochodzą również od pracowników socjalnych.

– Takie różnicowanie podejścia do grup pracowników zajmujących się na co dzień pomocą zostało odebrane jako przejaw dyskryminacji. Szkoda, że ministerstwo nie pomyślało o docenieniu wszystkich – stwierdza Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej.

Gminy czekają

Wiadomość o nowym programie spowodowała wśród samorządów pytania o dalsze losy programu „Asystent rodziny i koordynator rodzinnej pieczy zastępczej”. W jego ramach w poprzednich latach gminy i powiaty otrzymywały dofinansowanie do miesięcznych kosztów zatrudnienia asystentów i koordynatorów, którzy odpowiadają za wspieranie rodzin zastępczych. Takie dotacje przysługiwały na cały rok i np. w 2019 r. przeznaczono na nie 75 mln zł, w 2018 r. i 2017 r. było to 80 mln zł i 92 mln zł. Program cieszy się dużym zainteresowaniem samorządów i składane przez nich zapotrzebowanie na pieniądze zwykle było wyższe od zarezerwowanej puli.

– Zawsze korzystaliśmy z tego programu ze względu na bardzo atrakcyjną kwotę dotacji. W ubiegłym roku sięgała 1900 zł miesięcznie na jednego asystenta na etacie – podkreśla Elżbieta Mielowska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej (MOPS) w Stargardzie.

Ilona Krzysztyniak, zastępca dyrektora MOPR w Grudziądzu, potwierdza, że dofinansowanie pozwalało częściowo obniżyć koszty związane z zatrudnianiem asystentów i koordynatorów.

– Trochę nas niepokoi, że jeszcze nie została ogłoszona tegoroczna edycja programu. Zwykle następowało to w czerwcu lub lipcu – dodaje.

Wśród gmin pojawiły się więc obawy, że nowy program będzie wdrażany kosztem dotychczasowego, który zostanie wygaszony. O to, czy tak się stanie i czy w br. gminy mogą jednak liczyć na dotacje na wynagrodzenia, zapytaliśmy MRPiPS, ale do zamknięcia tego wydania gazety nie otrzymaliśmy odpowiedzi.