Na mocy rozporządzenia Rady Ministrów z 30 kwietnia 2020 r. w sprawie określenia dłuższego okresu pobierania dodatkowego zasiłku opiekuńczego w celu przeciwdziałania COVID-19 (Dz.U. z 2020 r. poz. 790) wydłużono do 24 maja możliwość korzystania z tego świadczenia. Nadal będzie ono przysługiwać rodzicom dzieci do ósmego roku życia w związku z zamknięciem żłobków, klubów dziecięcych, przedszkoli czy szkół z powodu zagrożenia koronawirusem. Jednocześnie jednak rząd umożliwił ponowne uruchomienie od dziś placówek opieki nad najmłodszymi dziećmi. O tym, które z nich zostaną otwarte, zdecydują ich organy założycielskie. Czynne placówki będą mogły świadczyć opiekę wyłącznie w sytuacji spełnienia wymogów sanitarnych.

Rodzice mają wybór

Nawet jeżeli żłobek czy przedszkole zostaną otwarte, a rodzic nie zdecyduje się na posłanie dziecka do placówki z obawy przed zakażeniem, dodatkowy zasiłek opiekuńczy będzie mu przysługiwał. Tak wynika ze wskazanego wyżej rozporządzenia. Jednak w ocenie ekspertów podstawy prawne do wypłat są wątpliwe.

– Zdaje się, że w ocenie rządzących takie uprawnienie miałoby wynikać z rozporządzenia z 30 kwietnia. Jednak kompetencja ustawowa upoważnia Radę Ministrów do określenia wyłącznie dłuższego okresu pobierania dodatkowego zasiłku opiekuńczego, wynikającego z art. 4 ustawy z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. W żaden sposób rząd nie jest upoważniony do zmiany zasad otrzymywania tego zasiłku przez ubezpieczonych – wskazuje Beata Patoleta, adwokat prowadząca własną praktykę, ekspert prawa oświatowego.

Jej zdaniem niedopuszczalne jest zatem ustalenie w rozporządzeniu, że dodatkowy zasiłek opiekuńczy miałby zostać wypłacony w innych sytuacjach niż wymienione w ustawie. – Przepisy rozporządzenia, które wykraczają poza granice ustawowego upoważnienia, są nieważne – przekonuje mec. Patoleta.

W ocenie ekspertki, chcąc przyznać dodatkowy zasiłek opiekuńczy rodzicom, którzy nie decydują się na wysłanie dziecka do przedszkola lub żłobka, pomimo ich faktycznego otwarcia, powinno dojść w pierwszej kolejności do zmiany ustawy. – Chodzi o pewność prawa i zasady poprawnej legislacji – podkreśla.

Podobnie uważa Katarzyna Przyborowska, radca prawny, ekspertka z zakresu ubezpieczeń społecznych. Wtóruje im Honorata Skibicka, radca prawny z kancelarii Wojewódka i Wspólnicy. – W tym przypadku rzeczywiście należałoby rozpocząć działania od wprowadzenia nowelizacji ustawy. A dopiero w kolejnym kroku, wydawać na tej podstawie rozporządzenia – podkreśla.

Niczyja wina

Mecenas Skibicka zwraca uwagę, że w przypadku wypłaty zasiłków opiekuńczych bez podstawy prawnej mogłoby ewentualnie pojawić się zagadnienie świadczeń nienależnie pobranych. W konsekwencji należałoby się liczyć z obowiązkiem ich zwrotu wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie. – Jednak pobranie zasiłku przez rodziców, którzy na skutek własnej decyzji nie posyłają dzieci do placówek z powodu COVID-19 (nawet nienależnego, niewynikającego z ustawy), nie mogłoby zostać zakwalifikowane jako pobrane nienależnie z winy ubezpieczonego – ocenia prawniczka.

A – jak wskazuje – co do zasady brak winy ubezpieczonego pobierającego zasiłek wyłącza obowiązek zwrotu świadczenia.

Podobnie uważa mec. Patoleta. – Rodzicom nie grozi brak wypłaty. Nikomu nie będzie raczej na rękę podważanie decyzji o przyznaniu dodatkowego zasiłku – wyjaśnia.

W ocenie mec. Honoraty Skibickiej, aby jednak uniknąć takich wątpliwości, należałoby szybko znowelizować przepisy ustawy.

Wypłaty niezagrożone

Co na to ZUS? – Jeżeli placówka, do której uczęszcza dziecko, będzie otwarta, jednak nie zapewni opieki wszystkim dzieciom, rodzice nadal mogą wystąpić o dodatkowy zasiłek opiekuńczy – zapewnia Paweł Żebrowski, rzecznik ZUS.

Jak dodaje, świadczenie będzie też przysługiwać, jeżeli mimo otwarcia placówki rodzice nie zdecydują się na posłanie do niej dziecka z powodu swoich obaw związanych z możliwym zagrożeniem.