Miesiąc temu zmieniły się zasady korzystania z ulgi w opłacaniu składek, czyli tzw. małego ZUS. Do tej pory byli do niej uprawnieni przedsiębiorcy, których przychody z poprzedniego roku nie przekraczały 30-krotności minimalnego wynagrodzenia za poprzedni rok (w 2020 r. przychód ten wynosił 67,5 tys. zł).

Od 1 lutego br. obowiązuje rozszerzona wersja ulgi, czyli mały ZUS plus, który zmienia zasady skorzystania z tej preferencji. Aby przedsiębiorca mógł płacić niższe składki, jego roczny przychód za poprzedni rok nie może przekraczać 120 tys. zł. Drugim warunkiem jest dochód. Podstawa wymiaru składek nie może być niższa od 30 proc. minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w danym roku kalendarzowym ani wyższa od 60 proc. prognozowanego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia ogłoszonego na dany rok kalendarzowy. Oznacza to, że z ulgi skorzystają przedsiębiorcy, których miesięczny dochód nie przekracza 6 tys. zł.

Bez boomu, ale wynik niezły

Z danych ZUS wynika, że od 1 lutego do małego ZUS plus zgłosiło się ponad 82 tys. przedsiębiorców. Licząc od 2019 r. (tj. od daty obowiązywania małego ZUS w poprzedniej formule), z ulg w opłacaniu składek korzysta już ponad 240 tys. przedsiębiorców (stan na 26 lutego).

Szacunki rządu były jednak bardziej optymistyczne. Z ulgi miało korzystać blisko 320 tys. osób.

Oznacza to, że ok. 80 tys. z nich wciąż zwleka z decyzją w tej sprawie.

– Z doświadczeń ZUS wynika, że niektórzy odkładają tego typu decyzje na ostatnią chwilę. Dlatego z ostateczną opinią wstrzymamy się do uzyskania pełnych danych – mówi DGP Jadwiga Emilewicz, minister rozwoju.

Zaznacza, że już teraz można jednak powiedzieć, że ponad 240 tys. osób objętych ulgą to dobry wynik. Oznacza to, że z tej – dobrowolnej przecież – preferencji zdecydowało się skorzystać ponad 2/3 uprawnionych.

– Z pewnością jednak nie wszyscy z tej grupy będą chcieli sięgnąć po nowe rozwiązanie. Dla części ważniejsza od niższej składki na ubezpieczenia społeczne może być wyższa emerytura w przyszłości – podkreśla minister.

Albo nie wiedzą, albo czekają

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, uważa, że wpływ na taki wynik może mieć to, iż informacja o uldze – chociaż szeroko komunikowana przez rząd – nie dotarła do najmniejszych przedsiębiorców, którzy najczęściej rozliczają się samodzielnie.

Doktor Tomasz Lasocki z Uniwersytetu Warszawskiego przekonuje z kolei, że przedsiębiorcy, którzy nie załapali się na mały ZUS, mogą nie wiedzieć, że zmieniły się zasady przystąpienia do ulgi.

– Mogą też nie ufać nowym rozwiązaniom. Dlatego decyzję w sprawie przystąpienia do preferencji odkładają na kolejne lata. Nie każdy musi przecież z niej skorzystać w tym roku – mówi dr Lasocki.

Wskazuje, że w przypadku wcześniejszej ulgi pojawiały się doniesienia, że przedsiębiorcy źle obliczali przychód, który uprawniał ich do skorzystania z preferencji, a w konsekwencji podczas kontroli ZUS kwestionował ich uprawnienia do opłacania niższych składek.

Zdaniem Łukasza Kozłowskiego niektórzy mogą też myśleć o przyszłej emeryturze.

– Niższe składki to niższe świadczenie w przyszłości – zauważa.

Szacuje jednak, że takich osób raczej nie jest wiele.

Podobnego zdania jest dr Tomasz Lasocki.

– Praktyka pokazuje, że przytłaczająca większość przedsiębiorców płaci minimalne składki. Dlatego nie wierzę, żeby czynnikiem zniechęcającym do ulgi była wysokość przyszłego świadczenia. Przedsiębiorcy świadomie bądź nieświadomie i tak godzą się na jego najniższą wysokość – mówi ekspert.

Co warto byłoby zmienić

Łukasz Kozłowski zwraca uwagę, że liczba potencjalnie uprawnionych też nie jest wysoka. Wszystko przez hybrydową konstrukcję preferencji.

– Ubezpieczonych przedsiębiorców jest blisko 1,6 mln. Do ulgi jest uprawniony co piąty – zauważa.

Jego zdaniem składki proporcjonalne do dochodu, które są najlepszą miarą możliwości finansowych przedsiębiorcy, nie powinny być traktowane jako rozwiązanie szczególne dla wybranej grupy.

– Powinna to być zasada generalna dla wszystkich prowadzących firmy, bez ograniczeń nakładanych przez ustalenie progu przychodu – uważa Kozłowski.

Inny postulat ma dr Tomasz Lasocki.

– Państwo może wprowadzać różne preferencje dla przedsiębiorców. Tylko na początku trzeba byłoby odróżnić osoby pracujące faktycznie na własny rachunek od tych, które są nimi tylko na papierze, i kierować ulgi z tej pierwszej grupy – uważa ekspert.

Przekonuje, że o wiele bardziej potrzebny jest program wspierania zatrudnienia pierwszego lub drugiego pracownika.

– Rozpoczęcie zatrudniania to w życiu firmy kamień milowy, a bez takiego programu gospodarka dłużej będzie wychodziła z kryzysu – mówi Tomasz Lasocki.

Zaznacza, że najbardziej obawia się nadmiernego zainteresowania ulgą.

– W perspektywie 3–5 lat zatrudniający zorientują się, że zamiast umowy o pracę czy nawet umowy zlecenia można proponować nowo zatrudnianym założenie firmy. Już przy minimalnym wynagrodzeniu będzie oznaczało to 50-proc. oszczędności na składkach na ubezpieczenia społeczne – mówi.

Ocenia, że rozpoczynające się spowolnienie gospodarcze wzmaga te obawy i może doprowadzić do to, że wyprzedzając Włochy i Grecję, przesuniemy się z trzeciego na niekonieczne chwalebne pierwsze miejsce w Europie pod względem odsetka samozatrudnionych w ogólnej liczbie pracujących.

Koniec terminu

Eksperci przewidują, że najprawdopodobniej wielu przedsiębiorców zwleka z przystąpieniem do ulgi do ostatniej chwili, czyli do 2 marca.

Mały ZUS

Mały ZUS

źródło: DGP

Podobnego zdania jest też Paweł Żebrowski z biura prasowego ZUS.

– Dlatego w ten dzień sale obsługi klientów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych będą otwarte do 18 – wskazuje.

Przedsiębiorcy, którzy poszukują informacji na temat ulgi, mogą zadzwonić do Centrum Obsługi Telefonicznej ZUS.