Rozmowa z Danielem Szewieczkiem, dyrektorem nadzorującym oszczędności i emerytury w ING Banku Śląskim

Daniel Szewiecz ING

Daniel Szewiecz ING

źródło: Materiały Prasowe

Dobiega końca pierwsze pół roku organizowania pracowniczych planów kapitałowych. Czy można już wyciągnąć pierwsze wnioski, sformułować oceny?

Na pracownicze plany kapitałowe można patrzeć w różny sposób. W ING zwracamy uwagę na walory edukacyjne tego programu. Konstrukcja PPK opiera się na tym, że część składki płaci pracownik, część pracodawca. Pieniądze są inwestowane przez profesjonalistów. W zależności od wysokości składki i efektów zarządzania kapitałem w przyszłości uczestnik planu zyska dodatek do emerytury z dodatkowego źródła. Ta inicjatywa, szeroko propagowana i obejmująca miliony pracowników, uświadamia społeczeństwu, że kapitał na emeryturę trzeba gromadzić, by mieć w przyszłości wypłaty z kilku źródeł. Że poza tym podstawowym, powszechnym systemem opartym  na ZUS, sposobów gromadzenia środków na czas po zakończeniu aktywności zawodowej jest więcej. Jednym z nich są PPK.

Jednak Polacy niezbyt niechętnie zbierają pieniądze z myślą o emeryturze.

Dlatego PPK oceniamy z tej perspektywy edukacyjnej jako bardzo dobry krok, uświadamiający potrzebę odkładania na starość. Cieszymy się też, że wreszcie zaczęło się mówić o możliwości prywatnego oszczędzania na emeryturę. Co prawda  państwo ma w swoich funkcjach zapisane zapewnienie pewnego poziomu zabezpieczenia emerytalnego osobom, które osiągną określony wiek, natomiast nie tylko ono jest za to odpowiedzialne. Odpowiedzialni są również sami ludzie, ale też pracodawcy, którzy zatrudniając pracowników i korzystając z ich pracy, powinni też myśleć o zapewnieniu im przyszłości. Powstanie PPK rozpoczęło szeroką dyskusję. Ludzie rozmawiają na ten te-mat, zastanawiają się, bo muszą podjąć w tej sprawie decyzję. To okazja, by przekonać ich, że każda forma świadomego gromadzenia kapitału, gdy pracodawca i pracownik się składają, by ten kapitał tworzyć, jest dobra.

Jak przekonywać?

Trzeba przypominać, że wniosek wynikający z różnych analiz jest jeden: coraz mniej osób będzie pracować, a liczba tych, którzy będą pobierać świadczenia emerytalne znacznie się zwiększy. To znaczy, że pieniędzy na świadczenia emerytalne w przyszłości będzie coraz mniej. Stopa zastąpienia, czyli to co dostaniemy jako emeryturę w stosunku do ostatniego wynagrodzenia, zmaleje. Trudno powiedzieć, jaka będzie. W zależności od różnych założeń – może 25–35 proc. za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Pewne jest, że poziom emerytury w stosunku do ostatniego wynagrodzenia będzie malał. Z tej perspektywy oceniamy PPK jako rozwiązanie dobre, zachęcające, tworzące ten rynek.

Czy powstanie PPK wpłynie też w szerszym wymiarze na gospodarkę?

Pieniądze gromadzone w PPK trafią na rynek kapitałowy. Nowe pieniądze na rynku zawsze powodują, że on się rozwija. Dlatego też takie rozwiązania jak PPK mają sens. 

A jednak w pierwszej grupie, która rozpoczęła tworzenie PPK, czyli w przedsiębiorstwach zatrudniających co najmniej 250 osób, tylko ok. 40 proc. uprawnionych zdecydowało się na pozostanie w PPK. Dlaczego?

W ING prowadzimy badania dotyczące motywacji do oszczędzania w polskim społeczeństwie. I dostrzegamy taką prawidłowość – jeśli widzimy, że ktoś zarobił, podążamy jego śladem, komuś się udało, my też chcemy osiągnąć sukces. Natomiast jeszcze mocniej działa przekaz negatywny – gdy rozpowszechnia się przekonanie, że ktoś coś komuś zabrał. W ten sposób myślenia wpisuje się, ograniczone zaufanie do długoterminowego oszczędzania na emeryturę, którego ramy tworzy państwo. Otworzyła się dyskusja, że przecież było OFE, które się likwiduje, znów ktoś coś zabrał. W latach 80. istniały polisy posagowe – ludzie wyłożyli pieniądze i nic z tego nie mieli. Zrozumiałe jest więc, że klienci mówią: „Jak ja mam wierzyć, że nikt mi nie zabierze oszczędności. Przecież skoro coś jest tworzone przez państwo, to państwo też może to odkręcić…” Myślę, że to jest dziś główny problem.

W jaki sposób przełamać te obawy?

Ogromną rolę mają tu do odegrania pracodawcy. Słyszymy, że wiele firm nie zawsze w sposób pełny informuje pracowników o celach PPK, niektórzy przedstawiają je jako jakiś kolejny podatek. Moim zdaniem rzecz leży w edukacji pracowników, ale też w edukacji zarządów, menedżerów firm, którzy powinni traktować PPK jako benefit, jako coś, co trzyma pracownika przy firmie, myślącej o jego przyszłości, gdy przejdzie na emeryturę. Są przykłady firm, które w ramach pracowniczych programów emerytalnych, czyli innego narzędzia oszczędzania na starość, płacą pracownikom nawet 7 proc., maksymalną składkę. I pracownicy są zachwyceni, że pracodawca daje im dodatkowe pieniądze. Ważna jest więc świadomość uczestników, ale też firm. Zbudowanie zaufania będzie jednak wymagało czasu.   

ANO

Materiał powstał przy współpracy z ING Bankiem Śląskim