Na tej zmianie bardzo zależało związkowcom. Sami jednak przyznają, że mało kto chce wracać do firmy, która go zwolniła. Dlatego wybór pada na odszkodowanie. I zdaniem prawników tak już zostanie
Bezrobocie w kraju spada z miesiąca na miesiąc. W lipcu według GUS wyniosło 5,2 proc. To wynik najniższy od niemal 29 lat. Znajduje to swoje odbicie w rynku pracy – deficyt rąk do pracy jest widoczny niemal w każdym sektorze. To sprawia, że zwalnianym pracownikom nie trudno jest znaleźć zatrudnienie w nowej firmie. A to z kolei pociąga za sobą również inne konsekwencje. Otóż, o ile jeszcze kilka lat temu zwalniani przez pracodawców walczyli przed sądem o przywrócenie do pracy, o tyle dziś domagają się przede wszystkim odszkodowania.
– We wszystkich znanych mi przypadkach, których było bodajże kilkanaście, pracownicy wnioskowali o odszkodowanie. Niskie bezrobocie, z powodu którego brakuje osób do pracy, na pewno ma na to wpływ. Wydaje mi się jednak, że chodzi również o zmianę podejścia samych pracowników. Nie chcą wracać do firmy, w której zostali źle potraktowani. Obawiają się, że będą szykanowani, co zmusi ich do zmiany pracy lub sytuacja z ich zwolnieniem się powtórzy – mówi Jan Dopierała, przewodniczący „Solidarności” w Auchan.
Reklama
– Trauma po zwolnieniu, które okazało się bezzasadne, jest tak ogromna, że pracownik nie chce wracać do pracodawcy. Dlatego dziś sięga częściej po odszkodowanie, godząc się nawet z tym, że będzie musiał wrócić na rynek pracy. Nie bez znaczenia jest to, że w związku z brakiem pracowników pracodawcy oczekują dwa razy większej wydajności, nie podnosząc przy tym wprost proporcjonalnie wynagrodzenia – twierdzi z kolei Alfred Bujara, przewodniczący Sekretariatu Krajowego Handlu, Banków i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”.
Podobne opinie słychać wśród związkowców z innych sieci handlowych. Ich zdaniem możliwość szybkiego znalezienia pracy w największym stopniu zachęca do walki o pieniądze, a nie o dotychczas zajmowane stanowisko.

Reklama
– Zwłaszcza że część zwalnianych pracowników próbuje znaleźć zatrudnienie w zupełnie innym sektorze. Wypowiedzenie umowy traktują jako szansę do przeprowadzenia większych zmian w życiu. Nawet jak pozostają w handlu, to zmieniając pracodawcę, rozpoczynają pracę w innej branży, np. spożywczej czy wyposażenia wnętrz – dodaje Sebastian Barański, reprezentujący NSZZ „Solidarność” w sieci Decathlon, który potwierdza, że dziś mało kto chce wracać do starej pracy.
Również zdaniem Elżbiety Fornalczyk, przewodniczącej WZZ „Sierpień 80” w Tesco, walka o przywrócenie do pracy to dziś sporadyczne przypadki. – Na takie rozwiązanie decydują się zwłaszcza osoby po 50. roku życia, którym ciągle trudno znaleźć zatrudnienie. Młodzi szybko odnajdują się na rynku, dlatego, gdy sprawa trafia do sądu, mają już zazwyczaj zawartą nową umowę o pracę. W ich przypadku odszkodowanie to najlepsze rozwiązanie – wyjaśnia i dodaje, że obecnie w tej sieci 80 proc. zwalnianych pracowników domaga się przede wszystkim odszkodowania.
Wybór tej opcji nie jest jednak domeną wyłącznie handlu. Jak zauważają związkowcy, stawiają na nią też pracownicy firm przewozowych, budowlanych, produkcyjnych, czyli wszystkich tych sektorów, które borykają się w największym stopniu z niedoborem kadr. W zasadzie, jak mówią działacze, branża nie ma już większego znaczenia. Większą rolę odgrywa natomiast wiek i wykształcenie pracownika. Przywrócenie do pracy wciąż jest popularne wśród osób starszych i najmniej wykształconych.

Kwestia taktyki

Zmianę trendu dostrzegają też prawnicy. – Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem sprawę, w której pracownik domagałby się przywrócenia go do pracy, z której został zwolniony – mówi Marcin Cetnarowicz, radca prawny, partner w SSW Pragmatic Solutions. I wyjaśnia, że jest to mniej popularne rozwiązanie, bo między zwolnionym a pracodawcą z reguły istnieje konflikt. A w takiej sytuacji samemu pracownikowi nie chce się wracać do pracy. – Nie bez znaczenia jest również długotrwałość postępowań – osoba odwołująca się np. od wypowiedzenia umowy o pracę musi zakładać, że proces przed sądem pracy potrwa minimum rok. Pracownicy z reguły nie chcą czekać tak długo na rozstrzygnięcie i szukają innej pracy – dodaje mec. Cetnarowicz.
Wtóruje mu Grzegorz Orłowski, radca prawny z kancelarii Orłowski-Patulski-Walczak. Także jego zdaniem wielu pracowników decyduje się nie walczyć o przywrócenie, bo nie chcą wracać do skonfliktowanego środowiska pracy (mimo że ta opcja może być korzystniejsza dla nich ekonomicznie – zwłaszcza w przypadku pracowników szczególnie chronionych, którym przysługuje wynagrodzenie za cały okres pozostawania bez pracy).
– Kiedyś przywrócenia następowały nawet po wielu latach sądowej batalii. Teraz to uległo zmianie za sprawą sytuacji na rynku pracy. Być może jak ta sytuacja się zmieni, to powrócimy do starych schematów i pracownicy będą wnosić o przywrócenie do pracy – dywaguje.
Prawnicy zgodnie podkreślają, że dziś żądanie w pozwie przywrócenia do pracy jest przede wszystkim elementem taktyki procesowej.
– Z moich obserwacji wynika, że większość pracowników wcale nie chce przywrócenia do pracy. Nawet gdy takie żądanie pojawia się w odwołaniu od wypowiedzenia umowy o pracę czy od oświadczenia o rozwiązaniu umowy bez wypowiedzenia. Zazwyczaj w takich przypadkach wnoszą oni alternatywnie o przywrócenie albo o odszkodowanie – pozostawiając w ten sposób wybór do uznania sądu. Do końca procesu mogą oni jeszcze zmodyfikować zwoje żądanie i często to robią, wskazując, że wnoszą już tylko o odszkodowanie – informuje Bogusław Kapłon, radca prawny, szef praktyki prawa pracy i ubezpieczeń społecznych w Kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka. I dodaje, że w jego praktyce zawodowej wygląda to mniej więcej tak: co najmniej połowa chce odszkodowania, ale blefuje, że chce przywrócenia. Jedna czwarta nie chce wracać, ale dopuszcza taką możliwość, aby przed podjęciem pracy na nowo rzutem na taśmę ugrać jeszcze coś z pracodawcą np. podpisać korzystne porozumienie. I wreszcie, jedna czwarta chce faktycznie przywrócenia do pracy.
Na zgłaszanie przywrócenia do pracy jako jednego z dwóch alternatywnych roszczeń zwraca uwagę także Grzegorz Orłowski. Szczególnie że – jak dodaje – roszczenie to można zmodyfikować nawet w apelacji.
– Czynnik psychologiczny jest tu bardzo istotny. Przywrócenia żąda się czasami dla zasady, ze względu na ambicję czy urażone poczucie godności – wyjaśnia. – Pracodawca liczy zaś w takim przypadku na to, że pracownik się po pewnym czasie zmęczy i zrezygnuje z przywrócenia – dodaje.
wAŻNE Zwolnieni pracownicy, skarżąc do sądu pracodawcę, obecnie domagają się przede wszystkim odszkodowania. Tylko nieliczni są zainteresowani przywróceniem do pracy. Wpływ na to ma niskie bezrobocie.

Idzie nowe

7 listopada tego roku zmieni swoje brzmienie art. 4772 par. 2 kodeksu postępowania cywilnego. Po zmianie sąd będzie mógł niejako przywrócić pracownika do pracy jeszcze przed prawomocnym zakończeniem procesu. Mianowicie, przepis mówi o nałożeniu na pracodawcę – na wniosek pracownika – w wyroku I instancji (a więc nieprawomocnym jeszcze) obowiązku dalszego zatrudnienia pracownika aż do czasu prawomocnego zakończenia postępowania. Obecnie natomiast jest tak, że w myśl wspomnianej regulacji sąd I instancji może nakazać dalsze zatrudnienie pracownika do czasu prawomocnego rozpoznania sprawy tylko wtedy, gdy uzna wypowiedzenie umowy o pracę za bezskuteczne.
– W języku prawnym dotyczy to tylko sytuacji, gdy sąd orzeka jeszcze w trakcie okresu wypowiedzenia. Nie jest to „przywróceniem do pracy”, jakie następuje w wyroku, który zapada już po upływie okresu wypowiedzenia. Przy czym dziś regulujący tę kwestię art. 4772 par. 2 k.p.c. to przepis martwy, ponieważ niemal nie zdarza się, aby proces w sądzie pracy zakończył się jeszcze w trakcie trwania umowy o pracę – podkreślał na naszych łamach tydzień temu Bogusław Kapłon.
W związku z tą zmianą powstaje pytanie: czy za sprawą nowego przepisu pracownicy będą chętniej wybierać przywrócenie do pracy, a nie odszkodowanie? W końcu bowiem jest szansa, że na ewentualne przywrócenie do pracy będą czekać krócej niż dotychczas – do wyroku I, a nie II instancji. Jednak zdaniem prawników taki efekt nie nastąpi. Przede wszystkim dlatego, że powody, dla których pracownicy nie decydują się na przywrócenie w większości przypadków, pozostaną niezmienione. Ale też nie oznacza to, że nowy przepis nie spowoduje żadnych zmian. Według przedstawicieli palestry wpłynie to na wzmocnienie dotychczasowej taktyki procesowej. Zgłaszane będą wyższe wymagania wobec pracodawców.
– Grając opcją przywrócenia, które może nastąpić już w wyroku I instancji, będzie można np. przy ugodzie wynegocjować jedno wynagrodzenie więcej – przekonuje mec. Kapłon.
Podobnie uważa Grzegorz Orłowski. Jego zdaniem nowy przepis będzie straszakiem na pracodawców, wykorzystywanym zwłaszcza przy propozycjach ugodowych. I koniec końców ta zmiana może pracodawcę słono kosztować, jeśli np. w toku procesu strony dogadają się na wyższą kwotę.
– Jeśli wystąpię o przywrócenie, pracodawca będzie się bał i nie będzie chciał ryzykować, że przywrócenie nastąpi już w I instancji. A wobec tego będzie bardziej skłonny zawrzeć korzystną dla pracownika ugodę – tłumaczy Orłowski.
O takim zastosowaniu nowego przepisu jest przekonany również Marcin Cetnarowicz. Według niego opcja ta będzie wykorzystywana przez pracowników jako „lewar” w celu skłonienia pracodawcy do uznania roszczenia lub dogadania się na warunkach oczekiwanych przez pracownika.
Oczywiście, nowa regulacja będzie zapewne również wykorzystywana „zgodnie z przeznaczeniem”, czyli faktycznie pozwoli pracownikom, którym na tym zależy, szybciej wrócić do pracy.
– Z przywrócenia nadal będą korzystać osoby szczególnie chronione przed zwolnieniem – objęte ochroną przedemerytalną, kobiety w ciąży, związkowcy. W przeciwieństwie bowiem do zwykłego pracownika osoba taka w razie przywrócenia do pracy może liczyć na pełne wynagrodzenie za cały czas pozostawania bez pracy, niezależnie od tego, ile trwa proces – wskazuje mec. Cetnarowicz. I przypomina, że w przypadku przywrócenia do pracy zwykłego pracownika (tzn. nieobjętego szczególną ochroną przed zwolnieniem) osoba taka może liczyć maksymalnie na dwumiesięczne wynagrodzenie za czas pozostawania bez pracy. Jeżeli więc proces w sądzie pracy trwa rok, a pracownik może liczyć na zasądzenie jedynie dwumiesięcznego wynagrodzenia za pozostawanie bez pracy, to czekając na przywrócenie do pracy, jest stratny.
!Za dwa miesiące na podstawie nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego sąd będzie mógł przywrócić zwolnionego pracownika do pracy przed prawomocnym wyrokiem potwierdzającym, że wypowiedzenie było niezgodne z prawem.

Wierzchołek góry lodowej

Środowisko prawne dostrzega również dodatkowe trudności, które mogą wyniknąć z wejścia w życie nowego przepisu. Jak wskazywał ostatnio Bogusław Kapłon (zob. „Proces w nowej odsłonie to wyzwanie dla pracownika” – tygodnik Kadry i płace z 29 sierpnia 2019 r., DGP nr 167), w nowym stanie prawnym pracodawca, który przegra proces z pracownikiem i złoży apelację od wyroku I instancji, będzie musiał – o ile sąd zastosuje nową instytucję prowizorycznego przywrócenia do pracy – na nowo zatrudnić pracownika przynajmniej do momentu rozpatrzenia apelacji. Wątpliwości budzi jednak to, jaki charakter ma takie „przymusowe” zatrudnienie. – Nie jest ono z pewnością finalnym przywróceniem do pracy, które wynika z prawomocnego wyroku i do którego odnoszą się bezpośrednio art. 45 i 47 kodeksu pracy. W klasycznej sytuacji, o której mówi k.p., dochodzi bowiem do ostatecznej restytucji stosunku pracy. Natomiast w przypadku nowych przepisów ta restytucja po pierwsze nie jest finalna, a po drugie nie jest jasne, jaki charakter ma praca wykonywana po takim prowizorycznym przywróceniu, szczególnie wtedy gdy sąd okręgowy jednak prawomocnie uchyli wyrok o przywróceniu – wskazywał. Jego zdaniem ponowne zatrudnienie pracownika przed prawomocnym zakończeniem sprawy oznacza więcej problemów niż korzyści. – Oczywiście w teorii służy to dobru „przywróconego” pracownika i w wymiarze materialnym i emocjonalnym, jednak w wielu wypadkach będzie zarzewiem nowych konfliktów – przekonywał Bogusław Kapłon. ©℗