Ceną za zrównoważony budżet mogą być wyższe koszty pracy, co negatywnie wpłynie na aktywność inwestycyjną firm – alarmują eksperci.
Chodzi o likwidację limitu 30-krotności średniego wynagrodzenia, po przekroczeniu którego nie odprowadza się składek emerytalnej i rentowej do ZUS. Choć rząd sygnalizował ten pomysł na początku roku, trwały dyskusje i wydawało się, że w projekcie budżetu ostatecznie się nie znajdzie. Stało się jednak inaczej i to m.in. dzięki temu udało się zbilansować budżet: efekt netto likwidacji limitu to dodatkowe 5,2 mld zł.
Te pieniądze w państwowej kasie będą pochodzić od pracodawców i ich pracowników w dodatkowych składkach na ZUS. I to, według ekonomistów, największa wada tego rozwiązania. Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millenium, uważa, że zrównoważenie budżetu jest oparte na jednorazowych dochodach i dodatkowych wpływach, co może mieć zły wpływ rozwój gospodarki.