Perspektywa prawie 10-proc. podwyżki składek na ubezpieczenie społeczne, płaconych przez ryczałtowców prowadzących własny biznes, wywołała prawdziwy niepokój wśród przedsiębiorców.
Dlatego Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców, zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego o zainicjowanie reformy tego systemu.
W ocenie ministra Abramowicza obowiązujący model ze zryczałtowaną stawką jest niesprawiedliwy, niemoralny i szkodliwy dla gospodarki. Dlaczego? Otóż wysokość comiesięcznego ryczałtu płaconego do ZUS jest ustalana od podstawy 60 proc. prognozowanego średniego wynagrodzenia. Skoro jego wartość w 2020 r. ma wynieść 5227 zł, to od nowego roku składki będą liczone od kwoty 3136,20 zł. Tymczasem, zdaniem rzecznika, ustalanie wysokości ryczałtu na podstawie średniego wynagrodzenia nie ma żadnego uzasadnienia. Jak podkreśla w piśmie do premiera, są w Polsce takie regiony, np. województwo podlaskie, gdzie wynagrodzenia są znacznie niższe od średniej.
Reklama
Poza tym setki tysięcy mikro i małych przedsiębiorców mogą tylko pomarzyć o osiąganiu miesięcznego dochodu w wysokości 3136,20 zł, a system zakłada, że jest to ich stały i to minimalny miesięczny zysk. – Ryczałtowy ZUS tworzy degresywny system obciążeń dla przedsiębiorców – im mniejszy dochód, tym procentowo większe obciążenia – w skrajnych przypadkach wysokość daniny przekracza możliwość jej zapłacenia – podkreśla Adam Abramowicz.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej próbuje bagatelizować problem drastycznej podwyżki składek dla przedsiębiorców. Jak podkreśla, odpowiadając na pytania DGP, obecnie znane jest jedynie prognozowane przeciętne wynagrodzenie wynikające z Wieloletniego Planu Finansowego Państwa (oraz z założeń budżetu państwa na 2020 r.), nie ma jeszcze ustawy budżetowej, jest więc za wcześnie, by jednoznacznie określić wysokość podstawy wymiaru składek obowiązującej w przyszłym roku. Co więcej, nie ma powodów do niepokoju, bowiem „obecny system uwzględnia specyfikę sytuacji osób rozpoczynających działalność, jak również osób osiągających niewysokie przychody lub mających okresowe przerwy w dochodach i braki płynności finansowej”. Resort przekonuje, że obowiązujące rozwiązania przewidują ponadto możliwość skorzystania z 6-miesięcznej ulgi na start (bez składek) oraz nieopłacania należności do ZUS w przypadku osób wykonujących tzw. działalność nierejestrowaną – osiągających niewielkie dochody. Każdy przedsiębiorca niezatrudniający pracowników ma ponadto prawo czasowo zawiesić swoją działalność gospodarczą i wówczas wstrzymany jest także obowiązek opłacania składek.
Jednak zdaniem Adama Abramowicza Polska powinna skorzystać z lepszych rozwiązań, obowiązujących w innych krajach. We Francji wysokość składki jest proporcjonalna do uzyskiwanego przez przedsiębiorcę dochodu, w Wielkiej Brytanii wysokość ryczałtu jest uzależniona od wysokości dochodów, a w Niemczech ubezpieczenie społeczne dla przedsiębiorców jest dobrowolne z zastrzeżeniem obowiązkowej składki zdrowotnej. Biuro rzecznika przygotowało ocenę skutków wprowadzenia podobnego rozwiązania w Polsce. Gdyby wszyscy płacący obecnie składki przedsiębiorcy wyszli z państwowego systemu, to do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych nie wpłynęłoby rocznie około 12 mld zł. Z badań wynika jednak, że z takiej możliwości skorzystałoby około 50 proc. ubezpieczonych, a więc skutki budżetowe wyniosłyby około 6 mld zł. 75 proc. przedsiębiorców, deklarujących chęć rezygnacji z państwowego systemu, ubezpieczy się w systemie prywatnym. Prognoza ta, ze wszystkimi dokumentami, została wysłana premierowi. O komentarz zwróciliśmy się do Piotra Müllera, rzecznika prasowego rządu. Nie uzyskaliśmy jednak odpowiedzi, czy rząd przychyli się do propozycji rzecznika i zajmie się reformą systemu ubezpieczeń społecznych.