Ojcowie są przekonani, że uczą swoje dzieci gospodarowania finansami. Matki bardziej sceptycznie postrzegają ich rolę.
DGP
Tak wynika z publikowanego dzisiaj badania Nationale-Nederlanden. Na jego potrzeby przepytano tysiąc osób, by sprawdzić, jak wyglądają obowiązki ojców w domu i ich stosunki z dziećmi. Najpierw pytano mężczyzn, jak sobie radzą z opieką nad dziećmi, a potem proszono o ocenę ich zachowania kobiety.
Panowie są przekonani o tym, że gwarantują świetną edukację finansową. Matki nieco krytyczniej patrzą na umiejętności i zaangażowanie partnerów. Na czym polega taka edukacja? Niemal trzy czwarte ojców deklaruje, że rozmawia z dziećmi na tematy związane z finansami. Uważają (niemal 80 proc.), że uczą w praktyce gospodarowania pieniędzmi. Rozdźwięk między ich oceną a oceną matek jest tu największy – około 65 proc. kobiet uważa, że praktyka wygląda inaczej. 78 proc. ojców uważa, że zachęca dzieci do oszczędzania, panie znów są bardziej krytyczne – tylko 68 proc. uważa, że ich partnerzy zachęcają najmłodszych do odkładania pieniędzy. Kolejną formą edukacji finansowej jest dopingowanie najmłodszych, aby zarabiali własne pieniądze. Blisko trzy czwarte ankietowanych ojców deklaruje, że podsuwa swoim dzieciom takie rozwiązanie.
Reklama
Jak przekonują autorzy raportu, panowie są bardziej skłonni przyznać, że często rozmawiają z dziećmi na tematy związane z pieniędzmi i budżetem domowym. Utarło się przecież, że ojciec jest głównym żywicielem rodziny i w jego gestii leży zarządzanie jej finansami. Oczekiwanie, że mężczyzna zabezpieczy finansowo potrzeby dziecka, jest bardzo silnie utrwalone w wielu polskich domach, zauważają eksperci. Kieszonkowe zazwyczaj wydziela głowa rodziny.
Zdaniem Izabeli Kielczyk, psychoterapeuty i psychologa biznesu, to zróżnicowanie w opiniach nie jest przypadkowe. Matki uważają, że dużo bardziej angażują się w wychowanie dzieci, dlatego zawsze umniejszają rolę ojca w tym zakresie.
– Z kolei mężczyźni są zdania, że jak porozmawiali z dzieckiem o finansach jeden czy dwa razy, to zrobili już bardzo dużo i są bardzo zaangażowani w jego edukację. Na matkach, które każdego dnia mówią dzieciom, jak wydawać pieniądze, nie robi to wrażenia – dodaje.
Niemal połowa badanych oszczędza na dzieci i zazwyczaj zaczyna to robić już po narodzinach pociech. Robią to zarówno matki, jak i ojcowie. Jednak już 500 plus nie w całości odkładane jest na „lepsze jutro” dla potomków – robi tak zaledwie 30 proc. Reszta wydaje je na bieżące potrzeby.
Zdaniem ekonomistki Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek rodzice nie powinni jednak oszczędzać, lecz inwestować w dzieci. – W ten sposób zapewnią im dużo lepszy start w dorosłym życiu. Pozwolą bowiem zdobyć kompetencje, które się przydadzą, jak skończą już edukację i zaczną poszukiwać pracy. Pieniądze na start oczywiście też są ważne, ale mogą dać mniejszy efekt – dodaje.
Ojcowie mają dobre serca nie tylko w łożeniu na zachcianki dzieci, lecz także w podejściu do utrzymywania ich w domu, nawet po osiągnięciu pełnoletności. Z badania wynika, że ich zdaniem dobry moment na „opuszczenie gniazda” jest wtedy, kiedy będą gotowe (tak deklaruje niemal 40 proc.). Na drugim miejscu jest podjęcie przez dziecko pracy. Skończenie edukacji czy nawet założenie rodziny nie jest dla ojców powodem do wypuszczenia dziecka w dorosłe życie.
Takie podejście nie dziwi psychologów. – Dziś już nie obowiązują w tym zakresie żadne zasady, jak przed laty. Jest moda na bycie gotowym, życie w zgodzie z potrzebami. Dlatego dzieci dłużej pozostają w domu z rodzicami. Nie bez znaczenia jest też wyższy standard życia polskich rodzin. Więcej rodziców stać na to, by dłużej utrzymywać dziecko – tłumaczy Izabela Kielczyk. Dodaje jednak, że rodzi to pewne niebezpieczeństwo. Dzieci przestają się angażować w swoje usamodzielnienie. Bardziej polegają na rodzinie niż na sobie, co nie pcha ich w dorosłe życie.