NIK o sanatoriach. Zamiast naturalnej borowiny – zamienniki

autor: Agata Szczepańska14.03.2019, 08:33; Aktualizacja: 14.03.2019, 08:33

Stosowanie sztucznych odpowiedników, a nie naturalnych surowców leczniczych – to według NIK powszechna praktyka wśród placówek zajmujących się leczeniem uzdrowiskowym.

Najwyższa Izba Kontroli w swoim najnowszym raporcie zwraca uwagę, że choć leczenie uzdrowiskowe jest jedną z najstarszych dziedzin medycyny, to do dzisiaj nie określono jego szczegółowych standardów. Wiadomo m.in., ile i jakich zabiegów przysługuje pacjentowi, ale kwestią nie do końca uregulowaną jest ich jakość. Brak dokładnych wytycznych może się przekładać na niewłaściwe wykonanie zabiegu, użycie surowca w nieodpowiedniej ilości, o słabej jakości lub też częstsze stosowanie zamienników. Kontrola pokazała, że takie praktyki mają miejsce.

Podstawą leczenia w uzdrowisku są zabiegi bodźcowe, do których – zgodnie z wytycznymi resortu zdrowia i NFZ – nie można stosować produktów innych niż naturalne surowce lecznicze. Niezależnie od formy leczenia (stacjonarne – w szpitalu albo sanatorium – czy ambulatoryjne), pacjent powinien mieć przynajmniej jeden taki zabieg dziennie. Według NIK w ramach finansowanego przez NFZ leczenia uzdrowiskowego, tylko 78 proc. zabiegów bodźcowych wykonano z wykorzystaniem naturalnych surowców (takich jak borowina, woda lecznicza czy gazy lecznicze). Natomiast ich zamienniki (np. żel borowinowy, plastry borowinowe, pasta borowinowa, płyn siarczkowy czy techniczny dwutlenek węgla) stosowano w 12 zakładach lecznictwa uzdrowiskowego z 16 skontrolowanych, w co piątym zabiegu bodźcowym.

Profesor Irena Ponikowska, kierownik Uzdrowiskowego Szpitala Klinicznego w Ciechocinku, była krajowa konsultant w dziedzinie balneologii i medycyny fizykalnej, podkreśla, że w uzdrowisku należy stosować wyłącznie naturalne surowce. Zamienniki, czyli preparaty, które mają zmieniony skład chemiczny, nie powinny być wykorzystywane w takich placówkach. Mogą natomiast mieć zastosowanie poza uzdrowiskiem – w domu, w ambulatorium.


Pozostało jeszcze 66% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Komentarze (2)

  • Hahhaaaa(2019-03-15 10:50) Zgłoś naruszenie 11

    Przecież Sanatoria to jest przekręt --jedni jeżdżą po 10 razy ( np Rolnicy po sezonie a robole zatrudnieni w szkodliwych i nieb warunkach pracy --kiedy -w ramach urlopów wypoczynkowych --hahha -ile Ci płaca KRUSU a Ile ZUSu

    Odpowiedz
  • stary(2019-03-15 18:17) Zgłoś naruszenie 00

    Ale wiele się mówi o tym, że tam się jeździ przeważnie nie dla borowiny, tylko po to, żeby pobalować i np. zdradzać żonę, albo męża. Nie wiem ile w tym prawdy, bo nigdy tam nie byłem, ale... obawiam się, że sporo... Ja tam jestem 60+, mam różne dolegliwości i może nawet przydałaby się ta borowina, ale do sanatorium się nie wybieram. Balowanie i romansowanie z kuracjuszkami to nie moja bajka. Jak mam urlop, to wolę pojechać w góry i póki zdrowie pozwala pochodzić po górach (każdemu, także seniorom, polecam!). A jeśli chodzi o zabiegi, to wolę się zadowolić dostępnymi na miejscu zabiegami w przychodnio rehabilitacji.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane