Prezydencja rumuńska przyspieszyła prace nad rozporządzeniem, które wprowadzi EUP, aby zdążyć przed końcem kadencji europarlamentu. Na uchwalenie jest czas do połowy kwietnia - mówi Stanisław Szwed, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Prace nad powołaniem Europejskiego Urzędu Pracy zmierzają ku końcowi. W jakim stopniu uzasadniona jest obawa, że EUP będzie wykorzystywany przeciwko przedsiębiorcom z krajów środkowoeuropejskich?
Niepokój powodowały pierwsze informacje, jakie się pojawiały na temat tego urzędu. Rozmowy w tej sprawie zaczęły się w 2017 r. Obawialiśmy się, czy nowa agencja nie będzie nadmiernie wykorzystywana przeciwko m.in. naszym pracodawcom działającym na rynku europejskim. Choć co do zasady ideę utworzenia urzędu zajmującego się ochroną praw pracowniczych popieraliśmy i popieramy.
Tak więc z jednej strony byliśmy ostrożni wobec pomysłu powołania Europejskiego Urzędu Pracy, z drugiej jednak widzieliśmy w nim szansę na ochronę polskich pracowników na rynku europejskim. Dlatego, mimo pewnych wątpliwości, w duchu kompromisu poparliśmy projekt w Radzie w grudniu ubiegłego roku, a w związku z wprowadzonymi zmianami wstrzymaliśmy się od głosu po etapie negocjacji z Parlamentem Europejskim. Zależało nam na zachowaniu możliwie dużego zakresu swobody działania organów krajowych i to się w ostatecznym tekście kompromisu znalazło. Chcieliśmy, by powstanie tego urzędu nie oznaczało de facto usunięcia organów krajowych albo stworzenia organów nadrzędnych nad nimi na poziomie unijnym. Tak się nie stanie, bo zapisy kompromisowe wychodzą naprzeciw naszym oczekiwaniom. To nie będzie urząd, który będzie podejmował działania i ścigał pracodawców wbrew woli jakiegoś państwa członkowskiego. Wszystko będzie odbywać się za zgodą i przy pełnej współpracy. Oczywiście mamy nadzieję, że tak to będzie wyglądać, chociaż pewności nie mamy.
Reklama
W projekcie nadal są zapisy, które budzą nasze obawy, bo są mało precyzyjne i mogą być źródłem pewnych komplikacji w przyszłości. Dlatego na posiedzeniu Komitetu Stałych Przedstawicieli (COREPER), po negocjacjach z Parlamentem Europejskim, nie byliśmy na tak, ale wstrzymaliśmy się od głosu. Formalnie ostateczna decyzja zapadnie na forum Rady UE i plenarnym posiedzeniu PE.
A kiedy to nastąpi?

Reklama
20 lutego prezydencja rumuńska zaprezentowała kompromisowy projekt rozporządzenia w tej sprawie, który został przyjęty przez ambasadorów krajów członkowskich w ramach COREPER. Teraz formalne przyjęcie ostatecznego tekstu przez PE i ministrów powinno nastąpić w ciągu kilku miesięcy. Z głosowania wynika, że większość państw jest za przyjęciem tego rozwiązania.
Polska podtrzyma swoje dotychczasowe stanowisko i wstrzyma się od głosu?
Najprawdopodobniej tak właśnie będzie, ale ostateczną decyzję podejmiemy po pełnej analizie.
Europejski Urząd Pracy miał przede wszystkim informować o warunkach zatrudnienia w poszczególnych krajach. Parlament Europejski zdecydował jednak o pozostawieniu tego obowiązku po stronie platformy dla poszukujących pracy EURES, która nie zostanie wcielona do nowego urzędu. Zwiększą się też obowiązki informacyjne krajów członkowskich. To w takim razie po co ten nowy organ?
Pojawiały się już wątpliwości, że nowa instytucja może przerodzić się w gmaszysko z zastępem urzędników, które nie będzie docierać do zwykłego pracownika czy przewoźnika. Były one rozwiewane w czasie spotkań unijnych. Jedno odbyło się w czasie prezydencji słowackiej. Z kuluarowych informacji wynika, że Słowacy promują ten projekt, bo zależy im na tym, by siedziba Europejskiego Urzędu Pracy mieściła się w Bratysławie.
Jakie są rezultaty uzgodnień dotyczących mediacji, która ma być jednym z głównych zadań tego urzędu?
Zgłoszone przez nas uwagi w tej kwestii zostały częściowo uwzględnione. Naszym priorytetem była dobrowolność państw członkowskich w procesie mediacyjnym. Nie będzie obowiązku podjęcia mediacji, jeśli państwo się nie zgodzi. Na ten temat była ostra dyskusja, bo części państw członkowskich bardzo zależało na tym, by mediacja była obligatoryjna, a decyzja – wiążąca. Ostatecznie to się nie znalazło w rozporządzeniu. Będzie podobnie jak w przypadku polskich regulacji. Mianowicie takiej mediacji nie trzeba będzie zakończyć ostatecznym rozstrzygnięciem, lecz jej wynikiem ma być jedynie niewiążąca opinia.
A jak ostatecznie będzie ze zmianami w obszarze koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego? Polska była temu przeciwna.
Zgodnie z projektem rozporządzenia przyjętym przez COREPER mediacji mogą obecnie podlegać również kwestie dotyczące koordynacji systemów zabezpieczania społecznego. Urząd musi jednak każdorazowo powiadomić Komisję Administracyjną do spraw Koordynacji Systemów Zabezpieczenia Społecznego o tym, że sprawa dotyczy kwestii znajdujących się w jej kompetencji.
W projekcie znalazło się również rozwiązanie, zgodnie z którym na wniosek każdego z państw stron urząd przekaże sprawę dotyczącą zabezpieczenia społecznego do rozpatrzenia przez Komisję Administracyjną. Może mieć to miejsce na każdym etapie mediacji. Tak więc przyjęte w tym zakresie rozwiązania gwarantują nienaruszenie kompetencji Komisji Administracyjnej, na czym nam od początku zależało.
Parlament Europejski przyjął poprawkę zrównującą uprawnienia inspektorów zagranicznych z inspektorami krajowymi. Kraje członkowskie odrzuciły jednak tę propozycję.
Na tym nam zależało. Pozycja inspektorów zagranicznych została wzmocniona, choć to nadal państwo, w którym przewidziana jest kontrola, ma prowadzić ten proces zgodnie z krajowym prawem i praktyką w tym zakresie. Jest to jeden z przepisów, nad którymi rozmowy z PE trwały najdłużej.
W czasie prac w PE zabiegano o ”wybicie zębów„ nowemu urzędowi. Czy można już uznać, że to się udało?
Zależało nam na tym, aby był to urząd, którego praca nie będzie utrudniała realizacji naszych interesów, tj. interesów naszych pracodawców czy pracowników. Chcemy, by do wspólnych kontroli dochodziło tylko za zgodą państwa, w którym kontrola ma być przeprowadzona.
Unijne prawo pracy nie powinno uderzać w daną grupę państw. Z tym mamy do czynienia choćby w przypadku transportu. W Niemczech czy we Francji stosowane są przepisy, co do których wątpliwości zgłaszała nawet Komisja Europejska. Do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu wpłynęło już pytanie prejudycjalne skierowane przez sąd holenderski dotyczące stosowania regulacji z zakresu delegowania pracowników do międzynarodowego transportu drogowego. Zobaczymy, jak to się potoczy.
Istnieje prawdopodobieństwo, że pakiet mobilności, który miał uregulować kompleksowo kwestie transportu drogowego, nie zostanie uchwalony w tej kadencji. W Parlamencie Europejskim nadal toczą się prace nad stanowiskiem w sprawie pakietu.
Pakiet mobilności ma stanowić uzupełnienie dyrektywy o pracownikach delegowanych, lex specialis dla transportu. Nowe regulacje dotyczące pracowników delegowanych wejdą w życie w połowie 2020 r. Co jeśli do tego czasu nie zostaną uchwalone przepisy regulujące transport? Przewoźnicy będą podlegać zasadom zapisanym w znowelizowanej dyrektywie o pracownikach delegowanych?
Komisarz Marianne Thyssen zapewniała nas, że tak się nie stanie. Wynika to też z samego brzmienia nowelizacji dyrektywy, tj. z tzw. klauzuli synchronizacyjnej. Rewizja dyrektywy 96/71/WE będzie bowiem stosowana do międzynarodowego transportu drogowego od momentu rozpoczęcia stosowania negocjowanej obecnie regulacji sektorowej (tzw. lex specialis w ramach pakietu mobilności).
Do niedawna wszystko wskazywało na to, że kwestie pakietu mobilności zostaną uregulowane w tej kadencji PE. Teraz jednak uchwalenie pakietu mobilności stoi pod znakiem zapytania, bo nie ma ostatecznych rozstrzygnięć w PE.
Wracając do Europejskiego Urzędu Pracy, prezydencja rumuńska przyspieszyła prace, żeby zdążyć przed końcem kadencji. Na uchwalenie tych przepisów jest czas do połowy kwietnia, ponieważ wtedy po raz ostatni zbiera się europarlament tej kadencji. Europejski Urząd Pracy ma być w pełni funkcjonalny w ciągu dwóch lat.
Wspomniał pan o niemieckich i francuskich przepisach stosowanych wobec kierowców ciężarówek. Czy Europejski Urząd Pracy mógłby pomóc w rozwiązaniu tej sprawy?
Taką mam nadzieję, skoro urząd ma stać na straży przestrzegania zasad prawa UE. O ile oczywiście urząd nie będzie wybiórczo traktować państw czy nawet grup zawodowych. Jego działania mogą mieć sens, ale życie pokaże, jak to będzie funkcjonowało.
A może powinniśmy powalczyć o to, by do Bratysławy – jeśli tam będzie siedziba Europejskiego Urzędu Pracy – wyjechało jak najwięcej polskich urzędników zabiegających o nasze interesy?
To jest inny problem. Nie mamy za dużo urzędników w gremiach unijnych. Od lat jesteśmy słabo reprezentowani, szczególnie jeśli chodzi o wyższe stanowiska. To zadziwiające, bo wydaje mi się, że nie jesteśmy źle przygotowani. Nasi urzędnicy świetnie znają prawo unijne i języki. W tych układankach chyba jednak nadal preferowane są kraje starej piętnastki. My jesteśmy największym udziałowcem w tej nowej grupie państw, ale to nie przekłada się na naszą reprezentację w Brukseli.
Obecnie procedowana jest także nowa dyrektywa w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy w Unii Europejskiej. Na czym Polsce zależało w kontekście tych przepisów?
Polska prezentowała pozytywną ocenę tej dyrektywy. Jednak niektóre propozycje w pierwotnym projekcie budziły nasze wątpliwości, które podnosiliśmy podczas negocjacji. Nasze uwagi zostały w dużym stopniu uwzględnione. Dotyczą one w szczególności: zapewnienia dwuetapowego terminu na poinformowanie pracownika o zasadniczych warunkach zatrudnienia; usunięcia zapisów w sprawie równoległego zatrudnienia u kilku pracodawców w kontekście limitów określonych w dyrektywie 2003/88/WE dotyczącej niektórych aspektów organizacji czasu pracy, a ponadto także częściowego wyłączenia marynarzy i rybaków z zakresu projektowanej dyrektywy czy możliwości wyłączenia niektórych przepisów dyrektywy, w oparciu o obiektywne przyczyny, w stosunku do służby cywilnej, publicznych służb ratunkowych, sił zbrojnych, organów policji, sędziów, prokuratorów, śledczych i innych pracowników organów ścigania.
Ważne jest też uregulowanie tzw. umów zero godzin. One występują choćby w Wielkiej Brytanii. Pracownik czeka pod telefonem na polecenie podjęcia pracy. Jednym z podstawowych minusów takiej umowy jest nieprzewidywalność pojawienia się samej potrzeby świadczenia pracy, a co za tym idzie, brak możliwości oszacowania wynagrodzenia, jakiego można spodziewać się w danym miesiącu, a także trudność zaplanowania życia poza tym stosunkiem pracy. Dyrektywa, nad którą prace są właśnie finalizowane, przewiduje m.in., że pracodawca nie będzie mógł wymagać pracy od pracownika, chyba że poinformuje go o godzinach i dniach, w których może on być zobowiązany do pracy, oraz powiadomi go, aby stawił się do pracy, w rozsądnym, wcześniejszym terminie, którego ustalenie będzie należało do państw członkowskich.
W przypadku niespełnienia powyższych warunków pracownik będzie mógł odmówić świadczenia pracy bez negatywnych skutków. Chociaż prawo polskie nie przewiduje tego typu umów, to wypracowane rozwiązania są ważne choćby dla polskich pracowników pracujących w tych państwach członkowskich, których prawo dopuszcza te umowy.
Kiedy w tej sprawie można spodziewać się rozstrzygnięcia?
Analiza tekstu kompromisowego projektu dyrektywy odbyła się na posiedzeniu COREPER I 15 lutego 2019 r. Należy się spodziewać, że Rada UE przyjmie tekst jeszcze przed wakacjami. Trzeba mieć na uwadze, że dyrektywa ta przyjmowana jest w ramach zwykłej procedury ustawodawczej, w której współdziałają ze sobą Rada UE i PE. Zatem projektowany tekst dyrektywy będzie musiał jeszcze być poparty przez PE, ale wydaje się, że to już tylko formalność.