W 2018 r. byliśmy na L4 opłacanych przez ZUS o 5 mln dni mniej niż rok wcześniej. To wynik prawie o 3 proc. lepszy.
DGP
Pierwszy raz od trzech lat poprawiła się statystyka dotycząca zwolnień chorobowych. Z danych zebranych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w ubiegłym roku spadła liczba dni, w których Polacy byli na zwolnieniu lekarskim opłacanym przez ZUS. Nie zmniejszyła się grupa osób idących na chorobowe, ale przebywamy na nim krócej.
Reklama
Liczba dni na zasiłku chorobowym – jak określa się to w terminologii ZUS – jest najniższa od 2016 r., mimo że nieustannie od 2014 r. rośnie zarówno liczba osób ubezpieczonych zdrowotnie, jak i zatrudnionych, co powinno dać efekt odwrotny.
Dane wskazują, że przybyło krótkich zwolnień: ponad 10 proc. stanowiły 5-dniowe (10,5 proc. wobec 9,8 proc. w 2017 r.). Wzrósł także udział jednodniowych absencji (z 3,1 proc. w 2017 r. do 3,4 proc. w 2018 r.).

Reklama
Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, mają kilka hipotez wyjaśniających taki stan rzeczy. Jedną jest wprowadzenie e-zwolnień. Jako obowiązkowe zaczęły działać dopiero od grudnia 2018 r., ale pierwotnym terminem ich wdrożenia był 1 lipca – przesunięcie nastąpiło na skutek protestów lekarzy. Mimo tego poślizgu przez cały rok systematycznie rosła liczba dokumentów wystawianych drogą elektroniczną. A ich wprowadzenie działało na cały system uszczelniająco.
– Pracodawca i ZUS natychmiast otrzymują informację o zwolnieniu wystawionym dla pracownika, a to ogranicza możliwości nadużyć, czyli brania lewych zaświadczeń – podkreśla Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Również ZUS zaostrzył kontrole – w ostatnim kwartale 2018 r. przeprowadził ich niemal 140 tys. (w tym samym okresie poprzedniego roku było ich 119 tys.).
Powód drugi to dobra sytuacja na rynku pracy. – Na większą liczbę dni zwolnień wpływała wcześniej niepewność zatrudnienia. Wiele osób korzystało ze zwolnień lekarskich z obawy przed utratą pracy, np. w przypadku zwolnień grupowych – podkreśla Andrzej Kubisiak.
Zwraca uwagę, że ponieważ bezrobocie jest obecnie na rekordowo niskim poziomie i w wielu miejscach w Polsce mamy rynek pracownika, traktowanie zwolnień lekarskich jako strategii obronnej na rynku pracy przechodzi do lamusa. Jego zdaniem można więc powiedzieć, że wprowadzenie e-zwolnień odstrasza od brania naciąganych zaświadczeń od lekarza, a dobra sytuacja na rynku powoduje, że zanika taka potrzeba.
Podobnie uważa Piotr Winciunas, którego zdaniem wiele osób nie chce tracić na zwolnieniu 20 proc. pensji. – To się nie opłaca – dodaje lekarz, który z ramienia Naczelnej Izby Lekarskiej współpracował przy wprowadzaniu e-zwolnień. Ma jednak wątpliwości, czy wprowadzenie elektronicznych zwolnień mogło się tak szybko przełożyć na statystyki. Jego zdaniem to za krótki okres, żeby wysnuwać takie wnioski.
Z kolei Dobrawa Biadun, ekspertka rynku zdrowia, podkreśla, że dane są zaskakujące. – Jeżeli ta tendencja się utrzyma, to może świadczyć o bardziej świadomym podejściu do chorobowego. I o tym, że korzysta się z niego tylko w dniach choroby, a nie przedłuża sztucznie – tłumaczy. Potwierdzać mogłyby to także inne dane ZUS, z których wynika, że więcej zwolnień było związanych z przeziębieniem. Choroby układu oddechowego w poprzednim roku odpowiadały za 13,5 proc. wszystkich dni absencji chorobowej. W 2017 r. odsetek ten wynosił 12,8 proc.
Pewien wpływ na mniejszą liczbę dni zwolnienia opłacanych przez ZUS może mieć również spadek urodzeń. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w pierwszych 11 miesiącach 2018 r. urodziło się 12,5 tys. mniej dzieci niż rok wcześniej, co oznacza także, że liczba zwolnień kobiet w ciąży powinna się zmniejszyć. I jak wynika z danych ZUS, mieliśmy do czynienia z minimalnym spadkiem udziału tego typu zwolnień rok do roku. Ciąża, poród i połóg stanowiły w zeszłym roku 19 proc. wszystkich dni absencji chorobowej, podczas gdy rok wcześniej było to 19,2 proc.
Spadek liczby dni, podczas których Polacy byli na zwolnieniach lekarskich, nie oznacza jednak niższych kosztów ZUS. Z powodu m.in. dobrej sytuacji na rynku pracy i wzrostu wynagrodzeń zakład i pracodawcy musieli zapłacić za zwolnienia więcej. Przeciętny zasiłek chorobowy wyniósł 75,49 zł za dzień zwolnienia, podczas gdy w zeszłym roku było to już 79,55 zł, a więc mamy do czynienia z 5-proc. wzrostem. W efekcie tego wydatki ZUS z tytułu zasiłków zwiększyły się z 11,3 mld zł do 11,5 mld zł. I zapewne ten trend się utrzyma, bo nadal mamy do czynienia ze wzrostem płac, a więc także podstawy do zasiłków.