Opiekunowie dorosłych niepełnosprawnych to, w pewnym sensie, modelowe ofiary transformacji ustrojowej w Polsce. W latach 90. nasze narodowe myślenie zdominował dogmat świętej inwestycji. Trzeszczące i biedne państwo tamtych lat najłatwiej było namawiać na wydatki, jeżeli mogłyby one być, jak to określano, prorozwojowe.
Wspomaganie ludzi, którzy opiekują się niepełnosprawnymi, czy też samych niepełnosprawnych nie wydawało się inwestycją, lecz kosztem. A gotowości do ich ponoszenia brakowało zarówno wśród elity politycznej, jak i publicystycznej. Oraz brakowało w samym narodzie. Ani katolicyzm otwarty, ani zamknięty, ani głęboki humanizm, ani Solidarność nie wygrały z przekonaniem, że wydatki nieinwestycyjne są ubogim krewnym wydatków inwestycyjnych. Opiekunowie dorosłych niepełnosprawnych wypadli wszystkim z głowy…
To prawda, że w latach 90. było ciężko. Bardzo ważną linią podziału był wówczas rozróżnienie na tych, którzy podjęli trud i ryzyko bycie zaradnymi, oraz na tych, którzy tkwili w marazmie. Dzisiaj zaczyna być popularne piętrzenie oskarżeń wobec ekipy pierwszych lat niepodległości: że głucha na potrzeby ludzi, że ślepa na działania cwaniaków kręcących transformacyjne lody, że doktrynerska, że głupia. Tak tworzy się mit, bo w rzeczywistości ówczesna ekipa mogła bardzo łatwo wrzucić Polskę w koleiny państwa postkomunistycznego, a tylko z wielkim trudem mogła wprowadzić w koleiny państwa okołokapitalistycznego, odwołując się do wizji sukcesu zaradnych i pędzących do roboty. Na szczęście wybrała tę drugą drogę.
Reklama
Magazyn DGP z 28 grudnia 2018 r. / Dziennik Gazeta Prawna
Trafniej będzie zapytać, dlaczego Polacy w XXI w. nie przypomnieli sobie o tych, którzy w latach 90. żadnego wyboru nie dostali. Opiekunowie niepełnosprawnych nie wybierali, czy energicznie partycypować w wolnorynkowej przedsiębiorczości czy stać z boku. Życie podjęło za nich tę decyzję. Obowiązkiem tych, którym udało się odnaleźć w III RP, było wtedy otrzeźwienie. I zrozumienie, że naprawdę istnieją ofiary transformacji, że to górnolotne określenie nie jest tylko propagandowym skrótem przeciwników zaradnej Polski.