Wydatki Zakładu na zasiłki chorobowe dla osób prowadzących firmy wyniosły w ubiegłym roku 1,37 mld zł. W 2016 r. było to 1,46 mld zł, a w 2015 r. 1,52 mld zł. – wynika z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. W 2017 r. osoby prowadzące pozarolniczą działalność wpłaciły na fundusz chorobowy 0,6 mld zł. Natomiast wszystkie wydatki na ich zasiłki i świadczenia (w tym na zasiłek chorobowy, macierzyński, opiekuńczy, wyrównawczy i świadczenie rehabilitacyjne) – zamknęły się w kwocie 2,2 mld zł. .

Zrzutka od innych

– Jest duży deficyt, który musi być pokryty ze składek wpłacanych do ZUS przez inne segmenty rynku pracy. Mówiąc wprost, na wypłaty chorobowego osób prowadzących działalność gospodarczą muszą się zrzucić np. pracownicy lub osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych. Prowadzący firmy więcej z systemu otrzymują, niż do niego wpłacają – wyjaśnia dr Jakub Sawulski z Instytutu Badań Strukturalnych w Warszawie.

przedsiębiorca z ubezpieczeniem chorobowym

przedsiębiorca z ubezpieczeniem chorobowym

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jednocześnie wskazuje, że przy analizie wypłat zasiłków chorobowych należy uwzględnić to, że aż dwie trzecie osób pracujących na własny rachunek nie zatrudnia pracowników. – A to oznacza, że mamy w tej grupie osoby, które powinny być zatrudnione na podstawie umowy o pracę – podkreśla. – To jest silna podstawa do stwierdzenia, że takie samozatrudnienie jest fikcyjne. To zjawisko najczęściej występuje w usługach. I jak widać na przykładzie składek i świadczeń chorobowych, to się im rzeczywiście opłaca. Z naszych szacunków wynika, że to prawie 200 tys. prowadzących własne firmy. Widzę tutaj duże pole do popisu dla Państwowej Inspekcji Pracy lub Ministerstwa Finansów, które mając jednolity plik kontrolny, może takie fikcyjne działalności gospodarcze w łatwy sposób identyfikować – dodaje.

Jego obserwacje potwierdza Zbigniew Janowski, przewodniczący Związku Zawodowego „Budowlani”. − Najczęściej na zwolnienia chodzą te osoby, których byli pracodawcy zmusili do samozatrudnienia. Tylko w budownictwie działa około 300 tys. jednoosobowych firm − wyjaśnia. − I teraz przychodzi do takiej firmy mikro były pracodawca, który obecnie jest zleceniodawcą. I mówi, że nie ma przez tydzień żadnej pracy. Skoro nie ma zlecenia, prowadzący jednoosobową firmę nie może wystawić faktury. A że takie osoby najczęściej nie mają żadnych innych dochodów, idą do lekarza po zwolnienia. Przeważnie są one krótkie, trwające po 3–6 dni. I są poza jakąkolwiek kontrolą – dodaje Janowski.

To nie jedyna korzyść z chorowania.

− Osoby prowadzące działalność gospodarczą nie tylko zyskują wypłatę z ZUS w postaci zasiłku chorobowego. Mają także prawo do proporcjonalnego − w zależności od czasu trwania zwolnienia − zmniejszenia składek na ubezpieczenia społeczne, które opłacają z tytułu prowadzonej działalności − podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista z Federacji Przedsiębiorców Polskich. Podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne za czas choroby może pomniejszyć jedynie osoba zgłoszona do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego, mająca prawo do zasiłku chorobowego.

− Tylko składki na ubezpieczenie zdrowotne trzeba płacić w pełnej wysokości, bo ta danina nie ulega proporcjonalnemu zmniejszeniu – wyjaśnia Dorota Wanda Wolicka, przedsiębiorca z Wrocławia.

ZUS na łowach

W zeszłym roku ZUS przeprowadził 47 364 kontrole prawidłowości wykorzystywania zwolnień od pracy osób prowadzących firmy. – Wydano 1306 decyzji, na podstawie których odmówiono prawa do świadczeń osobom wykonującym działalność pozarolniczą – wyjaśnia Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy ZUS. Jednak możliwości kontrolne Zakładu wkrótce bardzo wzrosną. Bo od 1 grudnia lekarze będą zobowiązani do wystawiania zwolnień wyłącznie w formie elektronicznej.

− Trafi ono automatycznie do ZUS, a to da nam możliwość szybszego podjęcia działań kontrolnych – wyjaśnia Andrusiewicz. I podkreśla, że obecnie obowiązujące przepisy kodeksu postępowania administracyjnego w zakresie wzywania na badanie przez lekarza orzecznika ZUS powodują, że kontrola krótkich zwolnień lekarskich, dostarczanych do ZUS w 7 dniu od ich wystawienia, jest ograniczona.

– Działania zakładu w tym zakresie muszą być bardziej skuteczne, bo ponosi on duże koszty związane z wypłatą zasiłków chorobowych. Z dużym bólem muszę to stwierdzić, ale w procederze wyłudzania pieniędzy przodują samo zatrudnieni – zauważa Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy z Konfederacji Lewiatan.

A ZUS potrafi być bardzo zaradny. Wszyscy przedsiębiorcy pamiętają kontrole kobiet w ciąży, które prowadziły działalność gospodarczą. W efekcie od 1 stycznia 2016 r. zmieniono zasady ustalania podstawy wymiaru zasiłków dla osób podlegających ubezpieczeniu chorobowemu dobrowolnie, które deklarują podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne. W ten sposób ograniczono możliwość uzyskiwania wysokich świadczeń po podwyższeniu podstawy wymiaru składek tuż przed urodzeniem dziecka lub niezdolnością do pracy z powodu choroby.

– Przepisy dały wymierny efekt w postaci zmniejszenia prawie o połowę wydatków na zasiłki macierzyńskie dla tej grupy ubezpieczonych – zauważa Wojciech Andrusiewicz. W 2015 r. wynosiły one 1,37 mld zł, w 2016 r. – 1,12 mld zł, a w 2017 r. już tylko 640 mln zł.

Działania Zakładu nie u wszystkich znajdują jednak aprobatę.

– Te dane pokazują, że ZUS za wszelką cenę szuka oszczędności w kieszeniach przedsiębiorców. Nie jest ważne dobro płatnika. Ważne, żeby zastraszyć prowadzących działalność, żeby nawet chorzy pracowali i płacili pełne składki na ubezpieczenie – podkreśla Dariusz Ćwik, prezes zarządu Stowarzyszenia Poszkodowanych Przedsiębiorców RP.