Rozwodzący się nie są już postrzegani jako gorsi. Ludzie wchodzą w kolejne związki, układają sobie życie na nowo. Dobrze by było, żeby wybory dorosłych nie wpływały negatywnie na dzieci.
Na numer telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży z patologicznych środowisk, zagrożonych przemocą psychiczną i seksualną, dzwoni kobieta. Wypytuje dyżurującą psycholog o to, w jaki sposób poznać, że dziecko jest molestowane seksualnie. I jak dowieść, że robi to jego ojciec. – Proszę ją, aby opowiedziała dokładniej, o co chodzi, bo może będę mogła jej jakoś pomóc, a ona, że się rozwodzi i szuka sposobu, aby odebrać mężowi dziecko – opowiada Ina Pohorecka, psychoterapeutka. To zdarzenie miało miejsce kilka lat temu. Od tej pory przez jej gabinet przewinęło się wiele osób, których związek uległ erozji i które toczyły spory o opiekę nad dzieckiem. Jednak tamta historia najmocniej zapadła jej w pamięć. Może dlatego, że kobieta mówiła bez emocji. I wcale się nie wstydziła, że chce kłamliwie oskarżyć człowieka, którego jeszcze niedawno wielbiła na tyle, by wyjść za niego za mąż i mieć z nim dzieci.
Takich spraw każdego dnia rozgrywa się przed sądami tysiące. Bo związków, które ulegają rozpadowi, jest coraz więcej. Szacuje się, że co trzecie małżeństwo nie ma szans. W 2016 r. zawarto w Polsce 193 tys. małżeństw, w tym samym czasie orzeczono ponad 65 tys. rozwodów. To trzy razy tyle, ile pod koniec lat 80. W większości spraw kartą przetargową między walczącymi ze sobą partnerami były dzieci. Nie prowadzi się takich statystyk, ale według stołecznej mecenas Adrianny Gumowskiej, której kancelaria specjalizuje się w tego typu przypadkach, można powiedzieć, że w 80 proc. spraw rozgrywka dotyczy kwestii opieki nad dziećmi. Przy czym w większości tego typu konfliktów mężczyźni stoją na z góry przegranej pozycji. Nawet jeśli to nie oni są winowajcami rozpadu małżeństwa, sądy – a najczęściej osobą rozstrzygającą jest kobieta – biorą stronę kobiet. Historie, które przytaczam, są wybrane w sposób subiektywny, spośród wielu innych, mniej drastycznych, sprawiedliwiej prowadzonych. Opowiadając o nich, postanowiłam przyjąć narrację mężczyzn, dla zachowania równowagi, której poskąpiła im Temida. Opierałam się na rozmowach z bohaterami, prawnikami oraz lekturze dokumentów, do których miałam dostęp. Ze względu na ochronę danych osobowych, dobro małoletnich oraz niejawność postępowań w sprawach rodzinnych, zanonimizowałam moich bohaterów.