Raz na trzy lata 40 godzin – w takim wymiarze nauczyciele przedmiotów zawodowych i praktycznej nauki zawodu będą musieli uzupełniać swoje umiejętności, jeśli projektowane zmiany wejdą w życie
Taki obowiązek doszkalania się nakłada na nauczycieli projektowana nowelizacja ustawy – Prawo oświatowe i ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw (obecnie w konsultacjach). W praktyce oznacza to jednak nowe obowiązki – nie tylko dla dyrektorów szkół, lecz także dla pracodawców.
Do zadań tych pierwszych będzie należało ustalanie harmonogramu szkoleń na dany rok oraz kierowanie nauczycieli na kursy z własnej inicjatywy lub na ich wniosek. Pracodawcy z kolei będą mieli obowiązek współpracować przy szkoleniach – co de facto oznacza ich przeprowadzanie. Firmy i eksperci chwalą pomysł, zwracając uwagę, że w ten sposób nauczyciele zatrudnieni w szkołach będą podnosić swoje kompetencje z nowych technologii, funkcjonowania przedsiębiorstw oraz wykorzystania stosowanych w nich nowoczesnych maszyn i urządzeń w nauczaniu zawodowym. Ale jest jedno ale. Na pracodawców spada też obowiązek finansowania szkoleń. Nowelizacja wskazuje bowiem wprost, że szkolenia mają być opłacane przede wszystkim ze środków własnych firm. Poza tym mogą być dofinansowane z Krajowego Funduszu Szkoleniowego – na który również składają się przedsiębiorcy. I na dokładkę dopuszczalne ma być również opłacanie ich ze środków wyodrębnionych w budżetach organów prowadzących szkoły, w ramach programów finansowanych ze środków pochodzących z budżetu Unii Europejskiej oraz z programów edukacyjnych UE.
Reklama

Problem finansowy

– Obecnie na doskonalenie nauczycieli szkoły przekazują 1 proc. z puli wypłacanych im wynagrodzeń. Już dziś pieniądze z tego źródła nie są wystarczające na zrealizowanie wszystkich potrzeb w tym zakresie. A dochodzi nowy obowiązek, który trzeba będzie z niego sfinansować. Do tego nietani. Szkolenia zawodowe są bowiem kosztowne. Dlatego uważam, że jeśli w ślad za tym nie pójdzie zwiększenie bud żetu na kursy dla nauczycieli, trudno nam jako placówkom oświatowym będzie podążać za zmieniającym się przemysłem – uważa mgr inż. Krzysztof Świerk, dyrektor Zespołu Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Praktycznego w Kaczkach Średnich.

Reklama
Rozwiązaniem może być zaangażowanie finansowe przedsiębiorców.
– Tymczasem w uchwale Rady Dialogu Społecznego nr 34 partnerzy społeczni zgodzili się, że środki na KFS są już teraz niewystarczające wobec potrzeb zgłaszanych przez pracodawców – mówi Jakub Gontarek, specjalista ds. rynku pracy z departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych w Konfederacji Lewiatan.
Co więcej, jak zauważają przedsiębiorcy, bywa że ich pula jest w pełni wykorzystana już w pierwszym kwartale roku. Często przez jednostki budżetowe, m.in. szpitale. – A środki z KFS powinny być przeznaczane na zwiększenie kwalifikacji pracowników szczególnie w sektorze mikro i małych przedsiębiorstw, nie zaś na kształcenie nauczycieli – mówi Jakub Gontarek.
Z dołączonej do projektu oceny skutków regulacji wynika, że w 2019 r. na szkolenie nauczycieli może być potrzebne 12 mln zł, a w kolejnych latach już ponad 30 mln zł. W sumie do 2028 r. budżet na ten cel oszacowano na ponad 340 mln zł. Sam ustawodawca przyznaje jednak, iż liczy na to, że pracodawcom będzie zależeć na dobrze wyszklonej kadrze nauczycieli kształcącej w zawodach i dlatego będą organizować takie szkolenia nieodpłatnie. Z naszych rozmów z firmami wynika jednak, że nie są one skore do przyjęcia takiego rozwiązania. Zwłaszcza te mniejsze i średniej wielkości. Podkreślają, że dziś borykają się z rosnącymi kosztami funkcjonowania. Dlatego trudno im wygospodarować dodatkowe pieniądze na inne cele niż te związane z działaniem firmy.
Jeśli chodzi o opłaty za kursy zawodowe ustawodawca spodziewa się, że zadziała mechanizm rynkowy i będą one zbliżone do tych obowiązujących za szkolenia branżowe. To oznacza, że kurs stolarski kosztowałby 34,38 zł za godzinę, spawania metodą MAG 136 na podkładkach ceramicznych 12,5 zł za godzinę, a ślusarza 18,33 zł za godzinę. – Wyliczenia te nie przewidują jednak szkoleń związanych z najnowocześniejszym sprzętem wykorzystywanym przez duże przedsiębiorstwa. Jeśli chcemy kształcić na potrzeby gospodarki 4.0, to często koszty szkoleń są wyższe, wymagają także wysoko wykwalifikowanej kadry, której wynagradzanie jest droższe – twierdzi Gontarek.

Nie tylko KFS

To zaś oznacza, że potrzeba będzie więcej pieniędzy w KFS. – Dlatego, choć rozumiemy potrzebę organizowania szkoleń i kursów w zakresie najnowocześniejszych technologii wykorzystywanych w przemyśle i usługach, które stanowią uzupełnienie kompetencji i umiejętności nabytych przez nauczycieli podczas studiów, np. kursy operatorów obrabiarek CNC, programowania robotów, systemów CAx, zarządzania, w tym TQM, Lean Manufacturing itp., to uważamy, że należy poszukiwać innych niż KSF źródeł finansowania w budżecie – dodaje Jakub Gontarek.
Szczególnie że, jak zauważa Jan Wieczorek, właściciel firmy budowlanej, w tym roku środki na KFS zostały ograniczone. Z Funduszu Pracy jest przekazywany na KFS 1 proc., a nie jak w latach poprzednich 2 proc. – Pytanie, jak będzie w kolejnych latach. Istnieje ryzyko stałego ograniczania zasobów KFS. W tej sytuacji dokładanie celów, które mają być z niego realizowane, budzi kontrowersje. Chyba że jednocześnie zostaną zniesione limity środków, które mają iść na KFS I będzie trafiało na niego każdego roku tyle pieniędzy, ile jest faktycznie potrzebne – podkreśla Jan Wieczorek.
Pracownicy urzędów pracy zwracają uwagę na jeszcze inne zagrożenie. Jak podkreślają, pieniądze do KFS napływają w ostatnich latach ratami. – Na początku roku jest wypłacana jedna transza. Potem w połowie roku na dochodzą środki z rezerwy. Nie wiemy więc ostatecznie, jakimi pieniędzmi będziemy dysponowali w skali roku. Z tego powodu trudno jest nam zaplanować z przedsiębiorcami szkolenia. Jeżeli z funduszu będą opłacane też kursy dla nauczycieli, może być to jeszcze większym wyzwaniem – komentuje Jerzy Bartnicki, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kwidzynie.
Jest jednak i druga strona medalu. Doszkalanie nauczycieli wpłynie na wyższą jakość kształcenia zawodowego i zaowocuje lepszymi wynikami uczniów na egzaminach zawodowych. Absolwenci będą w związku z tym dobrze przygotowani do dalszego podnoszenia swoich kwalifikacji i poziomu wykształcenia już u pracodawców, co sprawi, że staną się poszukiwani na rynku pracy. Dlatego według części ekspertów finansowanie kursów z KFS wcale nie jest złym pomysłem.
– Nie można zapominać, że sfera budżetowa również przekazuje pieniądze na KFS. Tym samym jest uprawniona do korzystania z jego zasobów – podkreśla Jerzy Bartnicki.
WAŻNE Ustawodawca liczy na to, że pracodawcom będzie zależeć na dobrze wyszkolonej kadrze nauczycieli kształcących w zawodach i dlatego szkolenia dla nich będą organizować nieodpłatnie.
Inne wątpliwości
Przedsiębiorcy mają również obawy w związku z koniecznością udokumentowania poniesionych nakładów na szkolenia nauczycieli. Wyzwaniem będzie wycena kosztów związanych np. z przerwami w produkcji czy delegowaniem pracowników, którzy mogą wykonywać takie zadania. Czyli wszystkich kosztów pośrednich związanych z organizacją takich warsztatów.
Poza tym zastanawiają się, czy aby wszyscy nauczyciele powinni przechodzić szkolenia. I podpowiadają, że warto się zastanowić, czy nie powinni być z nich zwolnieni nauczyciele zawodu będący specjalistami z rynku pracy, którzy zatrudnieni są w branży na stanowisku związanym z nauczanym zawodem. Ci wykładowcy, zarówno ze względu na swoje doświadczenie zawodowe, jak i ciągłe doskonalenie umiejętności, zapewniają wysoki poziom kształcenia i nie wymagają dalszego przygotowania.
– Proponujemy wprowadzenie możliwości zwolnienia przez dyrektora szkoły nauczyciela zawodu z obowiązku odbywania szkolenia branżowego na wniosek nauczyciela zawodu, do którego dołączone będzie zaświadczanie zatrudnienia w firmie na stanowisku związanym z nauczanym zawodem – zaznacza Jakub Gontarek.
Przedsiębiorcy uważają, że kluczowym wyzwaniem jest to, aby wiedza zdobyta w trakcie szkoleń była możliwa do przekazania uczniom. Dlatego sugerują, by takie szkolenia łączyć z organizacją wyjazdów studyjnych nie tylko dla pedagogów, ale przede wszystkim dla uczniów. Dzięki temu informacja o tym, jak wygląda specyfika pracy w branży czy w zawodzie, przekazywana jest bezpośrednio uczniowi, a nie przez pośrednika (nauczyciela), który odwiedził pracodawcę. Jak pokazują doświadczenia firm organizujących takie wizyty studyjne dla uczniów swoich klas patronackich, możliwość zapoznania się z realnymi warunkami pracy, na nowoczesnych maszynach, przy liniach produkcji sterowanych zdalnie/cyfrowo zmienia wyobrażenia uczniów o przyszłości pracy w danym zawodzie.