- Teraz nawet jeśli któryś z dyrektorów instytutów złamie prawo, jest faktycznie nieusuwalny - mówi prof. Paweł Rowiński, wiceprezes Polskiej Akademii Nauk



Prezes PAN sobie nie radzi z nadzorowaniem podległych mu instytutów, dlatego panuje chaos prawny, bałagan w księgach rachunkowych, a dyrektorzy poszczególnych placówek pobierają ustalone w dużej mierze przez siebie samych wynagrodzenia, które przekraczają limity wynikające z ustawy kominowej ‒ pisaliśmy o tym wczoraj w DGP, powołując się na wyniki kontroli NIK.
Nie radzi sobie, ale nie dlatego, że jest taki niezaradny, lecz z tego powodu, że ustawa o PAN nie daje mu niemal żadnych narzędzi, aby ten nadzór był skuteczny. Nie może np. zrobić własnej kontroli finansowej w żadnej jednostce, nie może poprosić o dokumenty finansowe, jeśli chce sprawdzić sytuację w jakimś instytucie, pozostaje mu audyt – a więc wynajęcie firmy zewnętrznej, co wiąże się m.in. z kosztami. Niemniej jednak trzy audyty zostały zlecone jeszcze przed kontrolą NIK. O wynikach – a wykazały one nieprawidłowości ‒ informowaliśmy Ministerstwo Nauki i KPRM – to nasz obowiązek. Z inicjatywy KPRM zaczęła się inspekcja NIK.
Reklama
Można powiedzieć, że sami złożyliście na siebie donos. Wracając do prezesa – była w 2015 r. sytuacja, kiedy poprosił wszystkie 69 instytutów o pewne dokumenty. Tylko 41 je dostarczyło, reszta zlekceważyła prośbę. To brak autorytetu?
To słabość prawa, które na to pozwala. Przecież prezes jest de facto notariuszem w konkursach na dyrektorów – do pięcioosobowej komisji, która ich wybiera, może delegować jednego człowieka. Nie może w praktyce odwołać żadnego dyrektora, nawet jeśli są w stosunku do niego poważne zarzuty; no chyba żeby podjął drugą pracę bez zgody prezesa – to wyjątek. Mogłaby to zrobić rada naukowa lub rada kuratorów, ale… Kiedy w jednym z instytutów zrobiliśmy audyt i wyszło, że naruszają ustawę kominową, usłyszeliśmy od rady naukowej, że ich to prawo nie obowiązuje. Teraz, po kontroli NIK, przygotowaliśmy zasady wynagradzania w całej instytucji, tabelki etc., i rozesłaliśmy decyzję po instytutach. W efekcie jeden z nich, Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, poskarżył się na nią do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Uznali, że są samodzielni, niezależni, mają swój budżet i prezes akademii nie ma prawa niczego im kazać.

Reklama
Trzeba zmienić ustawę o PAN – to też jeden z wniosków pokontrolnych NIK.
Jestem za. Powiem więcej – kilka projektów takich zmian leży w KPRM oraz resorcie nauki. Teraz, jako że sytuacja się zmieniła w związku z wejściem w życie ustawy 2.0 Gowina, trzeba będzie pewnie napisać projekty od nowa. Widziałbym m.in. wprowadzenie do przepisów wewnętrznego ciała kontrolnego, którego ustalenia byłyby wiążące dla dyrektorów. Bo, jak powiedziałem, teraz nawet jeśli któryś z nich złamie prawo, to jest faktycznie nieusuwalny.
Muszę pani powiedzieć, że z tą ustawą kominową jest w ogóle kłopot. Sprawa zaczęła się jeszcze przed kadencją prezesa Jerzego Duszyńskiego, kiedy jego poprzednik, prof. Michał Kleiber, zlecił audyt w jednym z instytutów (Instytucie Chemii Fizycznej), co było efektem zaistniałych w nim konfliktów. Okazało się, że jednym z problemów jest to, że limity kominówki zostały tam znacznie przekroczone. Ale radzenie sobie z tym problemem spadło na barki nowego już szefostwa. Z pomocą naszej ówczesnej obsługi prawnej sporządzona została pierwsza interpretacja ustawy kominowej, potem zmieniliśmy kancelarię na zewnętrzną, bardzo dobrą, ta sporządziła następną interpretację. W efekcie w raporcie NIK zostało wytknięte, że interpretacje sobie zaprzeczały. A problem w tym, że ustawa kominowa po prostu nie uwzględnia specyfiki PAN. Proszę spojrzeć: jest naukowiec, który dostał grant – często z Komisji Europejskiej – jest jego kierownikiem, pobiera z niego pieniądze. I ten naukowiec zostaje dyrektorem, bo wielu wybitnych naukowców pełni podwójną rolę – uczonych i menedżerów. Dostaje pieniądze z grantu, ale też wynagrodzenie wraz z dodatkiem funkcyjnym, które ustala prezes, plus wysługa lat. Pojawiły się spory interpretacyjne, czy do limitu należy wliczać te pieniądze z grantu.
Granty to jedno, ale czułam niesmak i rozbawienie, kiedy czytałam o dodatkach, jakie sobie przyznawali – toksyczne, lunchowe, szczepienne…
Mogę podejrzewać, że wzięło się to stąd, iż innym pracownikom przysługują różne bonusy i dodatkowe wynagrodzenia, więc dyrektorzy stwierdzili, że i oni przecież są pracownikami. Bo wciąż wykonują pracę naukową.
W jakich instytutach pracownicy dostają lunchowe? Też bym chciała.
Nie mam pojęcia. I przyznaję, że to przesada.
Nie mam nic przeciwko temu, by dopieszczać pracowników, w porównaniu ze swoimi szefami marnie zarabiają.
Otóż chciałbym sprostować, że nie tak mizernie, jak to pani napisała wczoraj. Wprawdzie faktycznie średnia pensja zasadnicza w IBS PAN wynosiła przed czterema laty 2 tys. z niewielkim kawałkiem, ale były jeszcze inne dochody w tej samej wysokości. A 4,5 tys. zł to już coś innego niż 2,5 tys., a tyle podają dane z GUS, prawda?
Prawda, jednak średnia z tych dodatkowych dochodów oznacza, że jeden zarabiał kilkanaście tysięcy, a pozostali po dwa. A niektórzy dyrektorzy zarabiali po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie.
Nie uważam, aby wynagrodzenie dyrektora, z jego odpowiedzialnością, który jest ponadto profesorem zwyczajnym, w wysokości 13 tys. zł. było nadmierne. Ale przy kwotach rzędu 40 tys. zł. zaczynam mieć poważne wątpliwości.
Ja płaciłabym naukowcom i po 50 tys. miesięcznie. Pod jednym warunkiem – niech mi, jak w korporacji, na koniec roku „dowiozą” wynik. Co przywieźli panu uczeni z PAN?
Nasi astronomowie np. mieli swój udział w odkryciu fal grawitacyjnych, o których było tak głośno w 2016 r. i 2017 r. A instytuty PAN pozyskały więcej projektów z programu Horyzont 2020 niż kilkanaście polskich uczelni razem wziętych. Instytuty są ogólnie dobrze zarządzane i reprezentują najwyższy w kraju poziom naukowy. Teraz – jak mówiłem – zmieniliśmy sposób wynagradzania w PAN, zarobki będą zależały od wielkości, rodzaju oraz dorobku instytutu. Szefowie tych z kategorią A+ (kategorie nadaje resort nauki) będą lepiej nagradzani niż ci, którzy mają samo A czy B. A jeśli jakiś dyrektor naukowiec dostanie grant, prezes podwyższy jego wynagrodzenie (jeśli kwota z grantu na to pozwoli) nawet do górnego limitu wyznaczonego przez kominówkę.
NIK złożyła zawiadomienia do prokuratury oraz do rzecznika dyscypliny finansów publicznych. Czego się pan spodziewa?
Jestem szalenie ciekaw, co się wydarzy, zwłaszcza jaką decyzję podejmie rzecznik. My też ‒ oto dokumenty ‒ zwracaliśmy się do niego w sprawie trzech instytutów, które budziły nasze wątpliwości. Pierwsze pisma poszły w 2016 r. Odpowiedzieli, że mamy wykazać winę. Zrobiliśmy audyty, wysłaliśmy ponownie. Odmowa. Po naszym zażaleniu sprawa została umorzona ostatecznie w 2018 r. Zobaczymy, czy rzecznik inaczej potraktuje doniesienia NIK. My byliśmy bezradni. Mam nadzieję, że kwestia kominówki w PAN zostanie wreszcie załatwiona systemowo. ©℗