Co do zasady są one obliczane w oparciu o wybrane przez resort instrumenty aktywizacji zawodowej. Podobnie jak w poprzednich latach uwzględniane były: staże, szkolenia, prace interwencyjne, roboty publiczne, dofinansowanie podejmowania działalności gospodarczej oraz refundacje doposażenia stanowiska pracy. Pierwszy ze wspomnianych wskaźników, czyli efektywność zatrudnieniowa – obliczana jako stosunek liczby osób uczestniczących we wskazanych formach aktywizacji do osób, które znalazły zatrudnienie – wyniosła w ubiegłym roku średnio 81,89 proc. Nastąpił więc wzrost skuteczności PUP w porównaniu do 2016 r., kiedy to wskaźnik ten wynosił 78,74 proc.
Z kolei efektywność kosztowa jest obliczana poprzez podzielenie wydatków na poszczególne instrumenty aktywizacji przez liczbę osób, które znalazły po ich zastosowaniu zatrudnienie. Okazuje się, że w ubiegłym roku wyniosła 11,5 tys. zł. Oznacza to, że doprowadzenie bezrobotnych do zatrudnienia było trochę droższe niż w 2016 r., kiedy to ten średni koszt wynosił 11,2 tys. zł.
Reklama
Wysokość obu wskaźników jest o tyle istotna, że ma wpływ na to, czy poszczególne pośredniaki otrzymają w tym roku pieniądze z Funduszu Pracy na pokrycie kosztów nagród dla pracowników urzędów, w tym doradców klientów oraz osób zajmujących stanowiska kierownicze. Zgodnie z przepisami, środki mogą uzyskać te, które osiągną wyższą niż średnia efektywność zatrudnieniową oraz niższą od przeciętnej efektywność kosztową. Natomiast w przeciwieństwie do poprzednich lat wpływu na możliwość otrzymania dodatkowych pieniędzy z FP nie ma już to, ile pośredniaki mają osób na stanowiskach doradców klienta oraz ilu bezrobotnych przypada na takiego pracownika.