Firmy nie będą mogły weryfikować kandydatów do zatrudnienia na własną rękę. Utrudnione będzie nawet pozyskiwanie zwykłych referencji.

Potencjalny pracodawca nie będzie mógł sprawdzać aplikujących o etat na portalach internetowych, bo przypadkiem mógłby poznać np. ich światopogląd. Nie będzie też mógł pozyskiwać wiedzy o nich od osób trzecich – np. byłych nauczycieli, znajomych czy kolegów z dawnej pracy. Zakazany będzie background screening, czyli prześwietlanie życiorysów. Nieskuteczne staną się referencje, ponieważ kandydat będzie mógł przedstawić jedynie te dane, które są dla niego korzystne. Do końca nie wiadomo także, czy zatrudniający w ogóle będzie mógł zweryfikować opinie wydawane przez poprzednich pracodawców. Nawet jeśli okaże się, że to dopuszczalne, to i tak nie zapyta poprzedniego szefa o jakąkolwiek inną informację poza tymi, które... przekazał mu sam kandydat do pracy.

To wszystko skutki wdrażania RODO, czyli nowego unijnego rozporządzenia dotyczącego ochrony danych osobowych, które będzie stosowane od 25 maja tego roku. W związku z koniecznością dostosowania do niego krajowych przepisów rząd przygotował projekt nowelizacji kilkudziesięciu ustaw, w tym kodeksu pracy. To właśnie jego przepisy zakładają, że dodatkowe informacje na temat aplikujących o etat (poza imieniem i nazwiskiem) będzie można pozyskiwać tylko od nich bezpośrednio. I za ich zgodą.